Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Sprawcy i ofiary

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

PREMIERA Interesują mnie dwie rzeczy: ból i strach - mawia koreański reżyser Park Chan-wook. Jego nowy film "Służąca" wchodzi właśnie na ekrany polskich kin

Nikt w kinie nie mści się tak pięknie jak Park Chan-wook. Kiedy w 2004 r. na festiwalu w Cannes pokazywano jego "Oldboya", przewodniczący jury Quentin Tarantino piał z zachwytu, podczas każdej brutalniejszej sceny głośno krzycząc w kierunku ekranu: "Yeah!". Lazurowe Wybrzeże to w ogóle szczęśliwe miejsce dla koreańskiego twórcy. W tegorocznej canneńskiej selekcji znalazł się jego najnowszy film. "Służąca", która jest dobrym podsumowaniem artystycznych fascynacji reżysera w nieco pikantniejszym niż dotychczas wydaniu, wchodzi właśnie na ekrany polskich kin.

Forrest Gump mawiał, że życie jest jak pudełko czekoladek i nigdy nie wiadomo, którą się wybierze. Park Chan-wook ma, zdaje się, na ten temat inne zdanie, przekonując, że ludzki żywot wypełniają zarówno szczęście, jak i cierpienie. Takie są też jego filmy - od wariacji na temat romantycznej komedii po mroczne thrillery. "Interesują mnie dwie rzeczy: ból i strach. Strach tuż przed dokonaniem aktu przemocy i ból, jaki następuje zaraz po nim. Dotyczy to w równej mierze sprawców, jak i ofiar" - mówił w jednym z wywiadów. Najpełniej widać to w zrealizowanej na przestrzeni czterech lat tzw. trylogii zemsty ("Pan Zemsta", "Oldboy", "Pani Zemsta"), która uczyniła z Park Chan-wooka twórcę znanego na całym świecie, a jednocześnie zaczęła prawdziwy boom na kino koreańskie. Choć wcale tak być nie musiało, bo - jak przekonuje reżyser - początkowo wcale nie miał on w planach nakręcenia trylogii. "Kiedy kręciłem »Oldboya«, miałem wątpliwości, czy robienie po sobie dwóch filmów na ten sam temat to dobry pomysł. Przekonała mnie żona, pytając, czy w tym nie chodzi przede wszystkim o dobrą historię" - wspomina. I dalej: "W jednym z wywiadów dość spontanicznie powiedziałem, że będę robił nie dwa, a trzy filmy o zemście. Trochę żałowałem tych słów, ale nie mogłem się wycofać, skoro padło to publicznie. Można więc powiedzieć, że trylogia swoją koncepcję zawdzięcza koreańskim dziennikarzom" - żartobliwie kończy Park Chan-wook.

Niewiele brakowało, a zarówno widzowie, jak i Tarantino nie ujrzeliby nawet jednej części. Początki kariery Koreańczyka do łatwych bowiem nie należały. By zebrać pieniądze na debiutancki projekt, absolwent filozofii, bo taki kierunek studiów skończył Park Chan-wook, imał się różnych zajęć. Między innymi tłumaczył napisy do zagranicznych filmów czy zajmował się ich promocją. Nie poszło mu w tej materii najlepiej w przypadku nakręconego przez siebie w 1992 r. "Moon Is the Suns Dream", który okazał się finansową klapą. Jednocześnie zablokował karierę aspirującego reżysera na dobrych kilka lat, w których parał się krytyką filmową. Przełomem okazał się wojenny thriller z 2000 r. "Joint Security Area". Opowieść o krwawym incydencie, do jakiego doszło w strefie zdemilitaryzowanej oddzielającej Koreę Południową od Północnej, okazała się wielkim frekwencyjnym hitem. Film zobaczyło blisko sześć milionów widzów, co pozwoliło Chan-wookowi głęboko odetchnąć.

Kwestią czasu było to, kiedy po tak wyrazistego reżysera, zarówno od strony formalnej, jak i tematycznej, akces zgłosi Hollywood. Pierwsza, choć raczej niezależna propozycja zza oceanu przyszła już w 2005 r., kiedy Sam Raimi namawiał Koreańczyka do nakręcenia remakeu kultowego horroru "Martwe zło". Na to Park Chan-wook co prawda nie przystał, ale swoich sił w Stanach Zjednoczonych postanowił spróbować osiem lat później. Do realizacji "Stokera" udało mu się zebrać znakomitą obsadę, z Nicole Kidman i Mią Wasikowską na czele. Powstał film zaskakujący, oryginalny, autorski, na myśl przywodzący literaturę Edgara Allana Poego. Ale kojarzący się też z Hitchcockiem, bo to ponoć po obejrzeniu "Zawrotu głowy" Koreańczyk umyślił sobie, że zostanie reżyserem. Choć ryzykował wiele, wszak "Stoker" nie jest łatwy w odbiorze, w Fabryce Snów nie stępił mu się pazur. A to należy do rzadkości. "Nie czuję przyjemności z oglądania filmów, które sprawiają, że widz jest bierny. Jeżeli potrzebuje tego rodzaju komfortu, nie rozumiem, dlaczego nie wybierze się do spa" - podsumowuje Park Chan-wook.

@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.196000200.801.jpg@RY2@

GUTEK FILM

"Służąca" to mistrzowska adaptacja prozy brytyjskiej pisarki Sarah Waters

@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.196000200.802.jpg@RY2@

Kuba Armata

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.