Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Sprzedawcy marzeń

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

FESTIWAL "Wreszcie we własnym domu. Polski dom w transformacji" - ruszyła kolejna edycja Warszawy w Budowie

Wywoływanie duchów transformacji trwa: Olga Drenda opublikowała książkę o czasach zmiany ustrojowej, warszawska Zachęta zorganizowała wystawę o symbolach bogactwa w latach 90., moda z tamtych czasów gości w sklepach odzieżowej sieci. Wszystko to jednak fetysze. Tymczasem wystawa 8. Festiwalu Warszawa w Budowie mówi o czasach transformacji na serio. Kuratorzy wyliczają sny i marzenia o luksusie, a następnie mówią: "Sprawdzam!". Mamy więc tęsknotę za wiejską sielanką z emblematycznym dworkiem szlacheckim, własnym ogrodem i wnętrzem urządzonym meblami po przodku. Mamy dwie odsłony blokowisk: szarzyznę i pastelozę. Mamy wreszcie wnętrza mieszkań powstającej od lat 70. klasy średniej.

To właśnie klasie średniej poświęcona jest ekspozycja. Jak zauważają twórcy, "średniość jest stanem niepewności" i źródłem rozdarcia pomiędzy potrzebą przynależności a chęcią wyróżnienia się. W Polsce wzory konsumpcji były przede wszystkim importowane z zagranicy, ale wciąż brakowało odpowiednich towarów i możliwości finansowych, więc gdy nagle w 1989 roku marzenia mogły stać się rzeczywistością, nastąpiła eksplozja. Kupowało się dużo i łapczywie, a mieszkania wyposażało się w importowane dobra. WwB cały osobny rozdział ekspozycji poświęca właśnie analizowaniu stylu wyposażenia mieszkań polskiej klasy średniej. To bodajże pierwsza u nas próba analitycznego spojrzenia na urządzanie mieszkań po 1989 roku.

Wnętrzarski eklektyzm został odtworzony na wystawie w skali 1:1 w trzech pokojach: sypialni, salonie z kuchnią i pokoju dziecięcym. Każdy z nich, prócz mebli, został wyposażony w prace artystów (np. Zorka Wollny "Mieszkam w Ikea", 2014 czy "Ikea Disobedient" Andrés Jaque Architects), specjalnie przygotowane wideoklipy oraz inteligentne kolaże wykonane przez kuratorów WwB z Centrum Architektury z Krakowa. W kolażach występują postaci wycięte ze znanych obrazów i wrzucone w rzeczywistość XX wieku. Najlepszym z nich jest, w moim odczuciu, ten zderzający postać ze słynnego obrazu Caspara Davida Friedricha z ekranem przedstawiającym wykresy giełdowe. Cechą charakterystyczną obrazów Friedricha było to, że bohaterów przedstawiał odwróconych plecami do widza, tak by nie było widać ich twarzy. Czy romantyczna figura, którą oglądamy na wystawie, jest finansistą patrzącym na wykresy giełdowe z zadowoleniem? A może jest drobnym ciułaczem, który właśnie stracił oszczędności na swoje mieszkanie?

Siłą tegorocznej Warszawy w Budowie jest konfrontowanie twardych faktów na temat mieszkalnictwa z artystyczną czy scenograficzną metaforą. Blisko 60 proc. Polaków zarabia za mało, żeby dostać kredyt i kupić mieszkanie, a za dużo, by trafić pod opiekę instytucji socjalnych. Egzystencja materialna tych ludzi komentowana jest na przykład otwierającym wystawę kołem fortuny - rekwizytem przeniesionym żywcem z kultowego teleturnieju. Za aranżację ekspozycji odpowiedzialny jest zespół BudCud. Ich pomysłem było m.in. przykrycie przestrzeni ekspozycji dwuspadowym, kartonowym dachem z wielokształtnymi otworami okiennymi typu "wachlarz", "bawole oko" czy lukarny. Podobne konstrukcje ogląda się, jeżdżąc po przedmieściach. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wygląda wnętrze tego typu "gargameli", to WwB stwarza okazję, by je odwiedzić i dowiedzieć się czegoś o blaskach i cieniach transformacji.

@RY1@i02/2016/210/i02.2016.210.19600060a.801.jpg@RY2@

MSN

Praca Nicolasa Grospierrea

Anna Diduch

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.