Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Naj, naj, czyli podsumowanie Euro

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 15 minut

Do szczęścia naszym kibicom zabrakło jednej bramki. Gdyby Milik wykorzystał stuprocentowe sytuacje w meczu z Niemcami, być może występ Polaków nie skończyłby się na ćwierćfinale

Jedni powiedzą, że strzał Luki Modricia w meczu z Turcją, inni, że uderzenie Dimitriego Payeta z Rumunią (oba na wagę trzech punktów). Nam najbardziej przypadło do gustu trafienie Cristiano Ronaldo w spotkaniu z Węgrami. Portugalczyk przepuścił w biegu piłkę między nogami (myląc kryjącego go obrońcę) i uderzył ją piętą tuż przy słupku. Majstersztyk.

Tutaj lista jest długa, bo z (mniejszym albo większym) poczuciem niedosytu wyjeżdżały z Francji choćby Chorwacja, Ukraina (obie trafiły do innej rubryki), Austria, Rosja, Turcja czy Belgia (o niej też za chwilę). Zdecydowanym zwycięzcą w tej niechlubnej wyliczance jest jednak Anglia, której porażki w 1/8 finału z Islandią nie wyśnili przed turniejem w najczarniejszych snach najwięksi pesymiści wśród kibiców Wyspiarzy.

Para z Bayernu Monachium Thomas Müller i Mario Götze. Pierwszego zapamiętamy tylko ze zmarnowanego rzutu karnego w meczu z Włochami, a drugiego... Czy on w ogóle był we Francji? Największym polskim rozczarowaniem okazał się Piotr Zieliński, którego Euro zwyczajnie przerosło (choć tak dobrze radził sobie ostatnio w Serie A). Pozostaje mieć nadzieję, że za dwa lata na mundialu w Rosji będzie lepiej.

Dla francuskich kibiców usunięty dyscyplinarnie z kadry za udział w aferze obyczajowej Karim Benzema, którego powołania domagali się w ostatnich meczach towarzyskich przed Euro, wygwizdując Bogu ducha winnego Oliviera Giroud (na szczęście podczas turnieju dali mu spokój). Dla działaczy były prezydent UEFA Michel Platini, który po dyskwalifikacji za nadużycia finansowe zaszył się w letnim domu w Cassis i odrzucał wszystkie zaproszenia na mecze. "Euro to jego dziecko, ale on czuje się na nim niechciany" - opisał niedawno jego sytuację angielski "The Times".

Ivan Rakitć. - Oni nie mają pojęcia, jak strzelili gola! Mówią, że piłka nożna jest najpiękniejszą grą na świecie, ale czasami jest najgłupsza! To niemożliwe, by lepszy zespół odpadł - wściekał się po porażce z Portugalią w 1/8 finału chorwacki pomocnik. Dodał coś o niesprawiedliwości. No cóż, kiepskiej baletnicy...

Belgia. - Słuchałem przed Euro, co mówili Hazard, De Bruyne, Lukaku. Oni byli w innym świecie, święcie przekonani, że wygrali turniej jeszcze przed pierwszym meczem - opowiadał nam w Paryżu mieszkający na co dzień w Belgii były reprezentant Polski Włodzimierz Lubański. Jak widać nadmiar wiary w siebie bywa czasem szkodliwy, a z błędu jednego z faworytów Euro wyprowadzili w ćwierćfinale Walijczycy, zwycięzcy kategorii...

Po fazie grupowej postawilibyśmy na Węgrów, ale ze snów o potędze brutalnie wybudzili ich w 1/8 finału Belgowie. Walijczycy za to nie dość, że wygrali swoją grupę (wyprzedzając Anglię), to zatrzymali się dopiero na półfinale. Nic dziwnego, że Garetha Balea i kolegów rodacy witali, jakby wygrali cały turniej.

Islandia. W pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo zespół z kraju gejzerów nie dość, że wyszedł z grupy (w której miał za rywali m.in. Portugalię i Austrię), to jeszcze w 1/8 finału odesłał do domu Anglików. Porażka 2:5 z Francją w ćwierćfinale w żadnym stopniu nie ujmuje chwały ekipie szwedzkiego trenera Larsa Lagerbäcka.

ustawienie Francuzów w meczu z Islandią. Didier Deschamps długo szukał kamienia filozoficznego i znalazł go w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Gdy nadmiar żółtych kartek wyeliminował mu przed ćwierćfinałem NGolo Kante. Nie mogąc skorzystać ze swojego najlepszego defensywnego pomocnika, przemeblował skład na bardziej ofensywny i ustawił Antoinea Griezmanna w roli cofniętego napastnika. Efekty widzieliśmy w meczach z Islandią i Niemcami.

Mario Gomez. Euro zaczynał jako niechciany i niedoceniany. Dostał w końcu szansę od Joachima Löwa i w pełni ją wykorzystał, strzelając gole Irlandii Północnej i Słowacji. Wszystko po to, by w kolejnym meczu doznać kontuzji i wypaść ze składu na półfinał z Francją. Miano największego pechowca można rozszerzyć na całą reprezentację Niemiec, bo takiej plagi kontuzji na wielkiej imprezie dawno nasi zachodni sąsiedzi nie mieli.

Antoine Griezmann, i piszemy to nie znając jeszcze wyniku finału (fani Cristiano Ronaldo niech nam wybaczą). To, co napastnik Atletico Madryt wyprawiał jednak wcześniej, przejdzie do historii. Sześciu bramek na jednym Euro nie strzelił nikt od czasów Michela Platiniego, a on dołożył jeszcze dwie asysty.

Jakub Błaszczykowski. Bohaterem kibiców został po meczu z Niemcami Michał Pazdan, ale stawiamy jednak na skrzydłowego Borussii Dortmund. Z oczywistych względów, bo na cztery polskie bramki zdobyte we Francji dwie były jego autorstwa, a przy trzeciej asystował. Oceny w żadnym stopniu nie obniża Błaszczykowskiemu niewykorzystany rzut karny w ćwierćfinale z Portugalią.

Obiektywnie można by wymienić choćby Renato Sanchesa (bez względu na to, ile ostatecznie ma lat). Subiektywnie stawiamy na Bartosza Kapustkę. Co prawda tylko za jeden mecz, ale za to jaki. Występem przeciwko Irlandii Północnej zachwycił samego Garyego Linekera.

Antonio Conte. Przed turniejem nikt nie dawał Włochom szans. Tymczasem ze zbieraniny przeciętnych (jak na tamtejsze standardy) piłkarzy nowy szkoleniowiec Chelsea stworzył zespół, który wypunktował typowanych na czarnego konia Belgów, odesłał do domów broniących tytułu Hiszpanów, a mistrzom świata Niemcom dał się pokonać dopiero po rzutach karnych. Seria jedenastek trafiła za to do rubryki...

Trudno inaczej określić to, że piłkarze obu drużyn 18 razy podchodzili do piłki ustawionej na jedenastym metrze i aż siedem strzałów było niecelnych (wygrali Niemcy 6:5). Kibice zapamiętali zwłaszcza niejakiego Simone Zazę, który został z kolei...

Trener Conte wpuścił go w ostatniej minucie dogrywki, właśnie z myślą o rzutach karnych. Tymczasem napastnik Juventusu nie dość, że w przedziwny sposób podbiegł do piłki (przypomniał nam się skecz o ministerstwie głupich kroków grupy Monthy Pythona), to jeszcze posłał ją nad bramką. Mógł być bohaterem, a został pajacem.

Luka Modrić. Pomógł Chorwatom pokonać Hiszpanów, choć z powodu kontuzji nie mógł zagrać w tym meczu. Tak zdeprymował jednak szykującego się do wykonania rzutu karnego Sergio Ramosa (podpowiadając swojemu bramkarzowi, w który róg strzeli), że jego kolega z Realu Madryt kopnął wprost w Danijela Subasicia.

Ukraina. Tak przynajmniej wynika z bilansu. Trzy mecze, trzy porażki, zero punktów, zero zdobytych bramek (pięć straconych). Jak na ironię Ukraińcy nie grali wcale w tych mistrzostwach źle. Zwłaszcza w meczu z Niemcami.

Rzut karny dla Francji w półfinale z Niemcami. To, że Bastian Schweinsteiger dotknął piłki ręką, widzieli wszyscy. Pytanie, czy zrobił to celowo, choć akurat prezes PZPN Zbigniew Boniek nie miał co do tego wątpliwości, nazywając zachowanie Niemca głupotą. Inni wspominali coś za to o gospodarskim sędziowaniu.

Antoine Griezmann. Francuz nie dość, że strzela gola za golem, to jeszcze celebruje trafienia w charakterystyczny sposób, wymachując dłońmi z wyprostowanym kciukiem i małym palcem. Dopytywany przez media wytłumaczył, że pomysł zaczerpnął z teledysku kanadyjskiego rapera, Drakea. - To jego taniec z teledysku do piosenki "Hotline Bling" - doprecyzował napastnik Atletico Madryt. Dodał, że zaczął cieszyć się w ten sposób ze zdobytych bramek jeszcze w klubie. - Ale w meczach z Albanią i Irlandią po prostu o tym zapomniałem, takie były emocje - przyznał.

Całkiem subiektywne, bo każdy korespondent przeżył zapewne we Francji coś nieoczekiwanego. W przypadku autora tego tekstu było to wyraźne polskie "Dzień dobry", jakim przywitała mnie na Parc des Princes (przed meczem Rumunia - Szwajcaria) pani z obsługi, o zupełnie niepolskiej pisowni imienia "Caroline" na identyfikatorze. - Mieszkam w Paryżu od urodzenia. Mój ojciec jest Francuzem, ale mama Polką i od dziecka rozmawiała ze mną tylko po polsku. Dla niej jestem Karoliną - tłumaczyła dopytywana o znajomość języka. - Jest nas tu więcej - dodała, wskazując na stojącą na drugim końcu biura prasowego blondynkę. - Szkoda tylko trochę, że przydzielono nas tutaj. Wolałybyśmy pracować na Stade de France - stwierdziła na koniec i trudno się dziwić. Dzień później Polska grała tam z Niemcami.

Irlandczycy w obu wersjach. Za życzliwość (na własne oczy widziałem, jak pomagali samotnej matce wynieść wózek z metra) i kompletny brak agresji, czego nie można powiedzieć niestety o ich sąsiadach z Anglii. Ci z północy podbili też Francję piosenką "Will Griggs on fire" (przeróbka starego hitu "Freed from Desire" włoskiej wokalistki Gali), którą nuciło później pół Europy. Zachowanie Irlandczyków doceniła mer stolicy Francji Anne Hidalgo, odznaczając ich medalem miasta Paryża.

Rosyjscy. Obserwując ich zachowanie przed meczem z Anglią w Marsylii, można było zadać sobie pytanie, po co oni przyjechali do Francji? Bo na pewno nie po to, by oglądać mecze. I pomyśleć, że przed tym spotkaniem dużo mówiło się o zagrożeniu, ale ze strony islamskich terrorystów.

W strefie kibica w Paryżu, gdy w trakcie meczu Niemcy - Włochy jakiś dowcipniś odpalił petardę. Stojący w pobliżu kibice uznali to za atak terrorystyczny i w popłochu rzucili się do ucieczki. Na szczęście nikt nie zginął, choć wiele osób zostało poturbowanych. Ogólnie jednak fanzony były - obok stadionów - najbezpieczniejszymi miejscami we Francji. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania, choć nie było to łatwe, a okolice Wieży Eiffla (tam umiejscowiono największą strefę kibica, na prawie 90 tys. ludzi) przypominały obóz Guantanamo.

Było ich kilka, nam jednak najbardziej przypadły do gustu dwa: Włochy - Hiszpania (2:0) i Francja - Islandia (5:2). Pierwszy za imponujący styl, w jakim ekipa Antonio Conte rozprawiła się z obrońcami tytułu. Drugi za grad bramek (w żadnym innym meczu nie padło ich więcej) i zachowanie obu ekip po końcowym gwizdku sędziego, gdy Francuzi i Islandczycy podeszli do swoich kibiców, by podziękować im za wsparcie. Ci drudzy dziękowali bardzo długo.

z Niemcami. Prawie idealny, do pełni szczęścia zabrakło tylko tego, by Arkadiusz Milik wykorzystał choć jedną z sytuacji, jakie miał. Wtedy to my wygralibyśmy grupę, ograli w 1/8 finału Słowację (chyba nikt nie wątpi), a w ćwierćfinale z Włochami wystarczyłoby dotrwać do rzutów karnych. Resztę załatwiliby za nas Zaza, Pelle i Bonucci. Ech, rozmarzyłem się...

@RY1@i02/2016/132/i02.2016.132.000001500.802.jpg@RY2@

BARTEK SYTA/POLSKAPRESSE

Trójka z Dortmundu, czyli Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek, nie zawiodła na Euro

Hubert Zdankiewicz

 Paryż

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.