Antygwiazdor
PORTRET W czasach gdy cała Europa nienawidzi Wielkiej Brytanii za Brexit, Tom Hiddleston wyrasta na jednego z ostatnich ambasadorów pozytywnego wizerunku swojej ojczyzny. Tytułowa rola w miniserialu "Nocny recepcjonista" to kolejny ważny etap w jego karierze
Z roli na rolę doprowadza do perfekcji wizerunek brytyjskiego dżentelmena. Nic dziwnego, że to właśnie on jest dziś najpoważniejszym kandydatem do roli kolejnego Jamesa Bonda. Rola w "Nocnym recepcjoniście" może wyglądać na próbę generalną przed tym zadaniem. W wywiadach udzielonych na festiwalu w Berlinie brytyjski aktor odżegnywał się jednak od takich interpretacji i przekonywał, że praca na planie serialu Susanne Bier stanowiła wartość samą w sobie.
Hiddleston urodził się w rodzinie z wyższej klasy średniej, która może pochwalić się korzeniami szlacheckimi. Odbył staranną edukację w najlepszych londyńskich szkołach i wydawał się skazany na życiowy sukces. Jego droga na aktorski szczyt była jednak długa i mozolna. Pierwszą znaczącą rolę kinową Hiddleston zagrał dopiero w 2007 roku w filmie "Unreated" Joanny Hogg.
Zanim jednak został gwiazdą kina, szlifował swoje umiejętności na małym ekranie. To sprawia, że dzięki "Nocnemu recepcjoniście" aktor w pewnym sensie powraca do korzeni. Gwiazdor "High-Rise" wydawał się tego w pełni świadomy i podczas wizyty na festiwalu w Berlinie z rozrzewnieniem wspominał czasy, gdy jako dwudziestoparoletni chłopak miał okazję występować w serialach BBC i podpatrywać na planie gwiazdy pokroju Alberta Finneya czy Vanessy Redgrave. Najważniejszą telewizyjną rolą Hiddlestona okazał się występ w brytyjskiej adaptacji skandynawskiej serii kryminałów o komisarzu Wallanderze. Właśnie na planie tego serialu aktor zacieśnił więź z występującym u jego boku Kennethem Branaghem.
Równolegle do grania w serialach Brytyjczyk rozwijał karierę teatralną i zanotował na swoim koncie role w inscenizacjach dramatów Czechowa i Szekspira. Doświadczenia te nie przeszkodziły aktorowi w podjęciu flirtu z komercją. Przełomem w karierze Brytyjczyka okazała się rola Lokiego w hollywoodzkim "Thorze" w reżyserii Branagha. Choć Hiddleston wystąpił później w "Avengers" i "Thorze: Mrocznym świecie", jednocześnie podjął współpracę z takimi mistrzami kina niezależnego, jak Woody Allen czy Terence Davies.
Gwiazdor nie ułatwia pracy plotkarskim mediom. Nawet jeśli tabloidy ekscytują się ostatnio jego związkiem z piosenkarką Taylor Swift, sam aktor nie robi nic, by przyciągać ich uwagę. Unika wystawnych imprez i nieprzemyślanych wypowiedzi. Zamiast tego firmuje swoim nazwiskiem działalność UNICEF i wspiera działania dążące do zrównania statusu kobiet i mężczyzn. W wywiadach deklaruje się jako feminista i zapewnia, że przy czytaniu scenariuszy zawsze zwraca uwagę na to, czy żeńskie bohaterki nie są traktowane w nich przedmiotowo i na prawach fetyszu.
Hiddleston bynajmniej nie zrewidował swoich poglądów w trakcie pracy nad "Nocnym recepcjonistą". Na planie serialu Brytyjczyk zetknął się ze słynącą z twardej ręki wobec aktorów Susanne Bier. Gwiazdor nie tylko nie narzekał jednak na metody duńskiej reżyserki, lecz także w wywiadach chwalił ją za precyzję i upór, który powinien cechować każdego wartościowego filmowca. Kolejnym potencjalnym problemem związanym z pracą nad serialem mogła być relacja Hiddlestona z Hugh Lauriem. Gwiazdor "Doktora House’a", który ostatecznie wcielił się w najważniejszy czarny charakter, początkowo ostrzył sobie zęby na rolę recepcjonisty Jonathana Pine’a. Dopytywany o to przez dziennikarzy Hiddleston wyraźnie podkreślał, że niezręczność ta w żaden sposób nie wpłynęła na atmosferę na planie.
Porozumienie z Lauriem udało się osiągnąć Hiddlestonowi tym łatwiej, że obaj aktorzy deklarują się jako wielcy fani prozy autora literackiego pierwowzoru "Nocnego recepcjonisty" - Johna le Carré. Gwiazdor "High-Rise" chętnie wspomina w wywiadach, że jako dziecko zwrócił uwagę na książkę "Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg", która ujęła go intrygującym tytułem. Po latach pozostał wierny swojej fascynacji wi uznał le Carré za jednego z najbardziej przenikliwych demaskatorów sprzeczności tkwiących w brytyjskiej duszy.
Ambiwalencja stanowi także wspólny rys wszystkich najważniejszych kreacji Hiddlestone’a. Pine z serialu Susanne Bier potrafi być jednocześnie pewny siebie i zadziwiająco kruchy. Sir Thomas Sharpe z "Crimson Peak", wiktoriański dżentelmen, z każdą chwilą coraz intensywniej daje upust drzemiącym w sobie perwersjom. Mroczną stronę z biegiem czasu ujawnia także Adam z "Tylko kochankowie przeżyją", który w pierwszej chwili głównie wzrusza romantycznością i przywiązaniem do swojej partnerki. Być może najbardziej złożona w karierze Hiddlestone’a okazała się kreacja w "High-Rise". Zagrał w tym filmie pozornie szczęśliwego bogacza, który dostrzega tkwiącą w swym życiu pustkę i próbuje zatracić się w hedonistycznej zabawie.
36-letni aktor ma wszelkie dane ku temu, by nie podążyć ścieżką swojego bohatera. Rzetelny i skupiony na pracy Brytyjczyk nadaje swojej karierze impet, który nie ma jednak nic wspólnego z przesadną determinacją ani zachłannością. Jeśli faktycznie to on zagra agenta 007, z czystym sumieniem będziemy mogli ogłosić narodziny prawdziwej ikony współczesnego kina.
@RY1@i02/2016/131/i02.2016.131.196000200.802.jpg@RY2@
amc
Ton Hiddleston (w środku) w serialu "Nocny recepcjonista"
Piotr Czerkawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu