Koźmiński nadal nie boi się świata
Przy okazji jednej z poprzednich książek (było ich sporo) nazwałem Andrzeja K. Koźmińskiego autorem poszukującym. Cieszę się, że swojej ciekawości świata nie wygasił również w najnowszym tekście.
"Wyobraźnia ekonomiczna" jest próbą przeniesienia na polski grunt klasycznego konceptu socjologicznego. Wymyślił go zmarły w latach 60. socjolog Charles Wright Mills. Amerykanin chciał powiązać w nim socjologię dużą i małą. Zmieszać podejście naukowe z tym, że w codziennym życiu każdy z nas jest takim "domorosłym socjologiem". Patrzy na siebie oraz innych i na tej podstawie próbuje zrozumieć swoje miejsce w społeczeństwie. Oczywiście często wpada w różne pułapki. Błądzi, ale jednak próbuje. Wright Mills był przekonany, że socjologia nie powinna od takich zjawisk uciekać.
Koźmiński postanowił zrobić coś podobnego z ekonomią. Sam pisze, że na pomysł wpadł już dawno temu, bo gdzieś w końcówce lat 80. Czyli mniej więcej wtedy, gdy w Polsce wyczuwało się już zmianę modelu ekonomicznego. Koźmiński patrzył na ten proces z ciekawego miejsca. Po pierwsze, od początku kariery był trochę ekonomistą, a trochę socjologiem. Po drugie, w czasach PRL należał do szkoły wakarowskiej. A więc do kręgu współpracowników prof. Aleksego Wakara badających gospodarkę realnego socjalizmu od strony organizacji przedsiębiorstw, a nie wielkich ideowych sporów. Po przełomie Koźmiński te zainteresowania kontynuował, co uczyniło zeń jednego z najlepszych teoretyków oraz praktyków (założył i prowadził Akademię Leona Koźmińskiego w Warszawie) zarządzania. Po trzecie wreszcie, w czasie stypendialnego pobytu w USA Koźmiński zetknął się z Herbertem Simonem. Noblistą i twórcą pojęcia ograniczonej racjonalności. A więc tego nurtu we współczesnej ekonomii, który krytykuje swoją własną dziedzinę za zbyt uproszczony opis człowieka jako aktora ekonomicznej gry (homo oeconomicus).
Sam pomysł i metafora "wyobraźni ekonomicznej" są więc w przypadku Koźmińskiego jak najbardziej uzasadnione. Trochę gorzej, gdy przychodzi do jej realizacji. Profesor miesza tu różne teksty z różnych etapów swojej kariery. Tu i ówdzie je wprawdzie uwspółcześnia. Wychodzi z tego jednak miszmasz. Po raz kolejny (krytykowałem to już przy okazji poprzednich pozycji Koźmińskiego, a zwłaszcza zbioru felietonów "Czas pokera") brakuje bardziej starannego poprowadzenia opowieści.
Jedno natomiast podoba mi się u Koźmińskiego niezmiennie. Jego poszukiwania. Przecież mógł - jak wielu kolegów ekonomistów - zasklepić się w poglądach po osiągnięciu wysokiej pozycji zawodowej. Mógł dalej płynąć z głównym liberalnym nurtem polskiej ekonomii. Ale on tego nie robi. Widać, że ciekawią go najnowsze trendy: krytyka neoliberalizmu, badania związku między demokracją a wzrostem gospodarczym, wpływ nierówności, pytanie, czy państwo może być rozsadnikiem innowacyjności. Koźmiński się tych tematów nie boi ani ich nie ignoruje. I za to należy się jemu i jego książce jednoznaczna pochwała.
@RY1@i02/2016/131/i02.2016.131.000003100.802.jpg@RY2@
Andrzej K. Koźmiński, "Wyobraźnia ekonomiczna", Poltext, Warszawa 2016
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu