Poćwiartować jazz
HOŁD DLA LEGENDY Jazzman i producent Robert Glasper wziął na warsztat kompozycje Milesa Davisa i wraz ze znakomitymi gośćmi zreinterpretował je w zaskakujący sposób
W genialnej przekrojowej opowieści o jazzie, książce "Od raga do rocka" Joachima Ernsta Berendta, Milesowi Davisowi poświęcony jest osobny spory rozdział. Padają w niej dwa cytaty z recenzji sprzed lat (książka ukazała się w Polsce w latach 70.), które ciekawie charakteryzują twórczość oraz postać geniusza jazzu. "Czy nie trzeba przyznać, że osiągnięcia Milesa Davisa są jedynymi pełnymi osiągnięciami estetycznymi od wielkiego okresu Charliego Parkera i Dizzy’ego Gillespie’ego" oraz "można powiedzieć bez przesady, że nigdy jeszcze dotąd w historii jazzu nie przebadano zjawiska samotności tak dalece, jak to uczynił Miles". Faktycznie Davis swoją muzyką otworzył nowy świat, w którym zachwyca nie tylko dźwiękami, ale też osobowością i charyzmą. Zaraził nimi całe masy fanów i innych muzyków. Wśród nich od lat jest m.in. Robert Glasper. Niespełna 40-letni jazzman penetrujący także rejony r’n’b i soulu za swój album "Black Radio" z 2012 roku otrzymał nagrodę Grammy. Już na nim pokazał, jak w zaskakujący sposób potrafi reinterpretować kompozycje innych. Jego wersje numerów Davida Bowiego czy szczególnie "Smells Like Teen Spirit" Nirvany są, delikatnie mówiąc, dalekie od oryginału. Glasper traktuje bowiem twórczość innych jako punkt wyjścia do stworzenia pewnego klimatu, innego myślenia o muzyce, a nie tylko jako pretekst do zagrania innej wersji jakiegoś przeboju. Nie zawsze się to sprawdza, ale na ostatniej jego płycie "Everything’s Beautiful" przybrało niezwykle ciekawą formę. Sam Glasper mówi w wywiadach, że chciał stworzyć album, który byłby wyrazem otwartości muzyki Milesa i punktem wyjścia do stworzenia nowych muzycznych przestrzeni. Czasami wykorzystał pojedyncze motywy z kompozycji Milesa, czasami tylko ich kontury albo klimat. Innym razem je sporo pozmieniał, pisząc de facto nową kompozycję. Pomogli mu w tym zaproszeni goście. Wśród nich znaleźli się chociażby Erykah Badu, Laura Mvula, John Scofield, Stevie Wonder czy Bilal. Są tu chociażby wariacje na temat "Milestones" z lat 50., czasu współpracy Milesa z Johnem Coltranem. Zagrana w stylu bossanowy "Maiysha" nagrana przez Davisa w latach 70. Do tego motyw z "Blue in Green" grany przez samego Billa Evansa na ikonicznej płycie Davisa "Kind of Blue" - tutaj zmieniony w hiphopowy numer "Violets". Glasper nie bał się ostro potraktować pomysłów geniusza jazzu, ale tylko w taki sposób mógł w ogóle zabrać się do numerów mistrza. Odgrywanie ich w klimacie bliskim oryginałom nie miało sensu. To tak jakby jeszcze raz nagrać przeboje Beatlesów albo Boba Dylana. Nikt nie przebije oryginałów.
Miles Davis, słuchając, co zrobił Robert Glasper z jego muzyką, mógłby się oburzyć i zbesztać za to Glaspera. Tak jak zapewne ortodoksyjni wyznawcy Milesa. Warto jednak się otworzyć na nowe "milesowe" doznania i dać tej wykorzystującej dorobek muzyka płycie szansę. Niewykluczone bowiem, że Davis, słuchając "Everything’s Beautiful", poklepałby Glaspera po plecach i w ciszy wyszedł z pokoju. Znając Davisa, raczej nie strzępiłby sobie języka na jakiekolwiek pochwały, w tym był zawsze oszczędny.
@RY1@i02/2016/126/i02.2016.126.19600050c.805.jpg@RY2@
SONY MUSIC
Robert Glasper (po lewej) i jego idol Miles Davis
@RY1@i02/2016/126/i02.2016.126.19600050c.806.jpg@RY2@
MAT. PRAS.
@RY1@i02/2016/126/i02.2016.126.19600050c.807.jpg@RY2@
MILES NA EKRANIE
Debiut reżyserski świetnego aktora, tu grającego także główną rolę, Dona Cheadle’a "Miles Ahead" wszedł na ekrany zachodnich kin kilka miesięcy temu. Niestety w Polsce nie pojawił się w kinowej dystrybucji. Ukazała się za to świetna ścieżka dźwiękowa z obrazu opartego na biografii mistrza. Są na niej nie tylko kompozycje samego Milesa z różnych okresów jego działalności, chociażby doskonały wynik współpracy z Gilem Evansem. Znalazły się tu także numery napisane specjalnie do filmu przez Roberta Glaspera. Gościnnie pojawiają się w nich m.in. tacy giganci jak Wayne Shorter, Esperanza Spalding czy Herbie Hancock. Numery przeplatane są wstawkami z filmowych dialogów. Płyta może niespecjalnie zainteresować wyznawców Milesa Davisa, choć na pewno warto zwrócić uwagę na "milesowe" w duchu kompozycje Glaspera. "Miles Ahead Soundtrack" może być za to doskonałym wprowadzeniem w świat geniuszu trębacza dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z jazzem. WP
@RY1@i02/2016/126/i02.2016.126.19600050c.808.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu