Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Literackie nowości

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Zważywszy na to, że jest również prokuratorem i politykiem, Gianrico Carofiglio jako pisarz wybiera nieoczywiste literackie ścieżki. Jego powieści o mecenasie Guerrerim były wprawdzie thrillerami prawniczymi, ale odbiegały od amerykańskiego wzorca gatunku, skupione na subtelnym rysunku psychologicznym, pełne gorzkiej nostalgii właściwej kryzysowi wieku średniego głównego bohatera. "Cicha fala" z kolei zaczyna się jak wiele kryminałów przed nią - od wizyty policjanta u psychoterapeuty.

47-letni karabinier Roberto specjalizował się w pracy wywiadowczej pod przykryciem, infiltrując środowiska mafii i handlarzy narkotyków, wypalił się, zaliczył próbę samobójczą, został urlopowany, polecono mu się zająć zdrowiem psychicznym. W typowym kryminale przed detektywem na urlopie powinno stanąć najpoważniejsze zawodowe wyzwanie - i tu w pewnym sensie ten schemat jest zachowany, tyle że "Cicha fala" to nie kryminał, ale wyzwanie, z jakim musi się skonfrontować Roberto, ma całkiem inny, prywatny, intymny nawet, wymiar. Chodzi o wydobycie się z głębokiej depresji, pokonanie traum i odzyskanie samego siebie.

Dosyć to ryzykowne przedsięwzięcie - czytelnicy powieści kryminalnych mogą się poczuć zawiedzeni, czytelnikom powieści obyczajowych może natomiast nie przyjść do głowy, by sięgnąć po tę książkę. Ryzykowne jeszcze dlatego, że wchodzi na terytorium literatury spod znaku Paula Coelho - szczęśliwie Carofiglio jest dużo lepszym pisarzem. Uznając prawo autora do bycia znudzonym konwencją (ucieczka Włocha od kryminału przypomina mi podobne gesty Mankella), przyznaję jednak, że czekam na udany powrót Carofiglia na łono gatunku.

Piotr Kofta

@RY1@i02/2016/116/i02.2016.116.19600060a.807.jpg@RY2@

Nie wszyscy są zwolennikami interpretowania dzieł literackich poprzez biografie ich autorów, w przypadku Agnieszki Osieckiej rzecz zdaje się jednak nieunikniona. Nie bez powodu do wydania niepublikowanego dotąd "Neponset" dołączono obszerny esej Karoliny Felberg-Sendeckiej poświęcony życiu Osieckiej. Wiedząc, jak pełna uwikłań, szarpanin uczuciowych, euforycznych wzlotów i upadków na dno rozpaczy była biografia autorki "Białej bluzki", być może lepiej zrozumiemy ów surrealistyczny, pełen wieloznaczności utwór. Jego bohaterka Marta wybiera życie żebraczki na ulicach miasta nazywanego symbolicznie C. Wszystko jest w nim obce, brak tu oswojonych zakątków, ludzie mijają się w locie, a ich krótkie spotkania zdają się pozbawione znaczenia. Marta żywi ciepłe uczucia wyłącznie wobec rzeki, która rzekomo próbuje uciec z miasta, wyrwać się rygorom narzuconym przez cywilizację w poszukiwaniu własnej tożsamości. Marta jest również schizofreniczką, a może inaczej: może to rzeczywistość, w której się znalazła, rządzi się schizofrenicznymi zasadami? Zresztą, jak odróżnić jedno od drugiego? Wobec nierozstrzygniętej dwuznaczności jesteśmy zmuszeni zadawać kolejne pytania: czy Marta - w jakimś sensie kobiecy odpowiednik Józefa K. - istotnie odpokutowuje jakieś winy, czy naprawdę za karę wycięto jej serce? Czy znaki, które napotyka na swojej drodze, są znakami faktycznymi czy urojonymi? To całkiem niezły kawał prozy, w którym realizm ustępuje miejsca oniryzmowi. Być może tylko taka forma narracji była w stanie udźwignąć wieloznaczność uczuć kobiety porzuconej, niekochanej, a jednocześnie odczuwającej z tego tytułu przytłaczające poczucie winy?

Malwina Wapińska

@RY1@i02/2016/116/i02.2016.116.19600060a.808.jpg@RY2@

Współczesna transplantologia przekracza granice w sposób tak odważny, jak jeszcze niedawno nikomu się nie śniło. W Polsce dokonano już przeszczepu twarzy, ręki, szyi. Za granicą kobietom przeszczepia się macice - to może się okazać rewolucją w leczeniu bezpłodności. Przy najnowszych, jakże spektakularnych osiągnięciach transplantologów, czasy zapyziałego PRL-u, w których Zbigniew Religa heroicznie tworzył z gruzów klinikę w Zabrzu, mogą wydawać się abstrakcją. Fani filmu "Bogowie" z pewnością powinni jednak sięgnąć po reportaż Anny Matei "Serce pasowało". Opisane w nim przypadki medyczne i losy lekarzy składają się w pełną blasków i cieni, nadziei i dramatycznych wyborów historię, w której stawką było życie. Decyzje pionierów transplantologii w Polsce i na świecie nierzadko kwestionowano jako nieetyczne. Niektórym zarzucano chorą ambicję. To przy okazji prób przeszczepów najczęściej rodziło się pytanie o to, czy lekarzowi wolno decydować o życiu i śmierci pacjenta. Kto ma rozstrzygnąć, co jest lepsze: pozwolić pacjentowi powoli umierać czy dać mu wątłą nadzieję, ale też narazić na ryzyko natychmiastowej śmierci? Nadzieje, które mogli dać chorym pionierzy transplantologii w Polsce, mimo wysiłków istotnie bywały nikłe. Nauczyć się czegoś na Zachodzie miała szansę jedynie garstka lekarzy. Pozostali czerpali wiedzę z zagranicznych pism medycznych, czasem ćwiczyli na zwierzętach. Wdrażanie nowości utrudniał także skostniały i bardzo hierarchiczny system panujący w polskich klinikach. W czasach komuny bywało, że częściej niż dobrem pacjenta kierowano się towarzyskimi i partyjnymi układami. A jednak zdziałano wiele cudów. Warto o nich przeczytać w książce Anny Matei.

Malwina Wapińska

@RY1@i02/2016/116/i02.2016.116.19600060a.809.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.