Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Posłuszne szczęście

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

POWIEŚĆ "2084. Koniec świata" Boualema Sansala, czyli ponura antyutopijna satyra na religijny fanatyzm, ale napisana z islamskiej perspektywy. Rzecz przełamująca schematy

Pytanie, czy totalitaryzm jest religią, czy może raczej złowrogą kpiną z religii, nie znajduje jednoznacznej odpowiedzi. Ostatecznie każdą religię da się narzucić siłą, a totalitarni ideologowie, zarówno z prawicy, jak i z lewicy, nie tylko z cynicznym upodobaniem czerpali (i czerpią) z dorobku religii - osobliwie religii monoteistycznych - lecz także wierzyli (i wierzą) we własne mesjanistyczne posłannictwo. W pewnym uproszczeniu da się pewnie powiedzieć, że totalitaryzm to ukochane dziecko mesjanizmu i nowoczesnej biurokracji, a zarazem skrajnie obłudna oferta uporządkowanego i bezpiecznego ziemskiego raju.

U Boualema Sansala wątpliwości właściwie brak - religia jest narzędziem w rękach totalitarnych władców, jej wymiar mistyczny dawno się zagubił, a może nawet, jako szkodliwy, został wyrugowany i zakazany. Nic w tym dziwnego, algierski pisarz buduje swoją powieść, patrząc na Orwellowską tradycję antyutopii z perspektywy człowieka, który wychował się w islamskiej tradycji i z przerażeniem obserwuje jej radykalizację.

W "2084" Sansal postawił sobie niełatwy literacki cel: opisać świat, w którym całkowicie okradziono ludzi z wolności. Zabrano im dosłownie wszystko, łącznie z pamięcią, z wewnętrznym językiem myśli i datami w kalendarzu. Imperium Abistanu, olbrzymi kraj powstały po bliżej nieokreślonej, globalnej wojnie, nie odmierza czasu, bo każdy dzień każdego człowieka ma przebiegać w taki sam sposób, w ścisłej zgodności z zapisami Gkabulu, świętej księgi, którą Yolah podyktował prorokowi Abiemu. "Yolah jest wielki, zaś Abi jest jego Wysłannikiem". Pilnuje tego naturalnie ogromny aparat policyjny i biurokratyczny - masowe egzekucje są elementem ładu oraz harmonii - ale posłuszeństwo i akceptacja zaczynają się w głowach poddanych. Tu leży podstawowa trudność w realizacji takiego literackiego założenia: Abistańczycy nie mają słów, by opowiadać o Abistanie, nie mają nawet słów, by opowiadać o sobie samych.

Nie ma ich również Ati, wyniszczony gruźlicą główny bohater "2084", który niespodziewanie dochodzi do względnego zdrowia w prowincjonalnej górskiej twierdzy zamienionej na sanatorium (czy może raczej: na umieralnię). Obszerne początkowe fragmenty powieści Sansala są w zasadzie reportażem z życia wewnętrznego Atiego, próbą uchwycenia tego momentu, gdy cieniutki strumyczek myśli powoduje erozję totalitarno-religijnego monolitu - i Ati odkrywa pojęcia, z których istnienia nie zdawał sobie sprawy. Pierwszym z nich jest pojęcie granicy. Jeśli Abistan - jak twierdzi oficjalna propaganda - zajmuje całą powierzchnię planety, to gdzie kryje się demonizowany przez reżimowe media "wróg"? Strumyczek zamienia się w strumień - Ati obsesyjnie rozmyśla o różnych wymiarach wolności i zniewolenia, odkrywając przy okazji przemyślne sposoby, w jakie proroctwa Abiego podszyły się pod dawny język mistycznej religii, jak skolonizowały i obezwładniły umysły wiernych.

Ati wraca do swojego miasta (wędrówka trwa rok), gigantycznej metropolii zamieszkanej przez ogarniętych amnezją nędzarzy. Potem czeka go - jak to w antyutopii - misja przedostania się za kulisy tego ponurego teatru. Trzeba przy tym pamiętać, że "2084" to gorzka i straceńcza, ale jednak satyra - sarkastyczna, odważna politycznie, zaskakująca, idąca wbrew szeroko rozpowszechnionym u nas stereotypom, wedle których świat islamski spowija jednolita czerń fanatyzmu. Polecałbym połączyć lekturę powieści Sansala (która, pozwolę sobie zauważyć, zasługiwała chyba na lepszy przekład) z rewelacyjnym reportażem Piotra Ibrahima Kalwasa "Egipt: haram halal". Obydwie książki przełamują utarte schematy myślenia. I sugestywnym ruchem podsuwają nam samym zwierciadełka.

@RY1@i02/2016/106/i02.2016.106.19600060a.803.jpg@RY2@

POLARIS/EAST NEWS

@RY1@i02/2016/106/i02.2016.106.19600060a.804.jpg@RY2@

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.