Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Aktorstwo to był impuls

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

WYWIAD Całe szczęście nie mam w dorobku żadnego filmu, którego bym się wstydziła - mówi znakomita czeska aktorka Anna Geislerová

Na początku maja gościłaś w Polsce na 18. Przeglądzie Filmowym Kino na Granicy, który zorganizował retrospektywę twojej twórczości. Jakie to uczucie oglądać samą siebie w filmach sprzed lat?

Bardzo dziwne. Na pewno nie podchodziłam do tych filmów jak zwykły widz. Przez cały czas przypominałam sobie, co przeżywałam i z jakimi problemami się mierzyłam, gdy nad nimi pracowałam. W pewnym sensie więc traktowałam kolejne filmy jak dokumenty obrazujące moją ewolucję jako aktorki i kobiety. W trakcie seansu "Requiem dla laleczki" z 1991 roku czułam się, jakbym oglądała na ekranie dziecko, którego w ogóle nie znam. Nie wydało mi się to jednak sentymentalne, lecz raczej zabawne.

"Requiem..." Filipa Renča nie było jednak twoim aktorskim debiutem. Jeszcze wcześniej pojawiłaś się w komedii "Zaśpiewajmy wszyscy wraz" Ondřeja Trojana.

Niewiele pamiętam z planu, bo byłam wtedy kapryśną nastolatką. Nie miałam jeszcze pojęcia, że trafiłam na żyłę złota i natknęłam się na naprawdę utalentowanego twórcę. Dojrzałą współpracę rozpoczęliśmy dopiero kilkanaście lat później, gdy Ondřej zaproponował mi rolę w "Żelarach". Rola w "Zaśpiewajmy..." okazała się dla mnie jednak ważniejsza, niż myślałam. Scenariusz do tego filmu napisał przecież duet Jan Hřebejk - Petr Jarchovský, a w filmach tego pierwszego stworzyłam później jedne z najlepszych ról w karierze. Jesteśmy zresztą z Janem w stałym kontakcie, a niedawno rozpoczęliśmy zdjęcia do trylogii.

Czy któryś z twoich starszych filmów cię dziś zaskakuje?

Kiedy oglądałam ostatnio "Jazdę" Jana Svěráka, zauważyłam, że mówię tam absurdalnie wysokim głosem. Uwierz mi, że wypadam przez to jak zupełna świruska. Nie mam pojęcia, dlaczego to wszystko nie przeszkadzało Janowi ani widzom, a "Jazda" mogła uzyskać status filmu kultowego. Trochę sobie jednak teraz żartuję, bo prawda jest taka, że na szczęście nie mam w dorobku żadnego filmu, którego bym się wstydziła.

W swoim aktorskim CV masz nawet rolę u polskiej reżyserki. Mowa oczywiście o Kindze Dębskiej i jej "Helu" z 2009 roku.

Mam wrażenie, że film ten potwierdził stereotyp, zgodnie z którym wy zazdrościcie nam humoru, a Czechom imponuje obecna w polskim kinie powaga. "Hel" to w końcu nic innego jak ponury i przejmujący dramat psychologiczny.

Jakie wspomnienia zachowałaś z pracy w Polsce?

Na każdym kroku dawano mi odczuć, że jestem w waszym kraju znaną aktorką. Bardzo mi to schlebiało i autentycznie zaskakiwało. W równym stopniu zdziwiła mnie wykazywana przez Polaków znajomość czeskiego kina. Szczerze żałuję, że Czesi nie mogą odwzajemnić się wam tym samym.

Skoro o tym mowa, w Warszawie i we Wrocławiu trwa właśnie przegląd arcydzieł Czechosłowackiej Nowej Fali. Czy masz jakieś ulubione filmy tego nurtu?

Tak jak chyba wszyscy Czesi, kocham Miloša Formana i Jana Němca. Moim ulubionym filmem pozostaje jednak "Intymne oświetlenie" Ivana Passera. Choć nie widziałam go już całe wieki, znam na pamięć właściwie każdą scenę. Z dzisiejszej perspektywy cieszy mnie, że mamy w Czechach wielu młodych, utalentowanych twórców, których ambicją jest dorównanie dawnym mistrzom. Kto wie, może nawet na naszych oczach rodzi się kolejna Nowa Fala?

Zaskakujesz mnie. W porównaniu z sytuacją sprzed kilkunastu lat i okresem największych sukcesów Zelenki, Svěráka czy Hřebejka, współczesne czeskie kino wydaje się raczej tkwić w kryzysie.

To kwestia perspektywy. Całkiem możliwe, że wymienieni przez ciebie twórcy i inni filmowcy z tej generacji mają już najlepsze lata za sobą. Widzowie ciągle oczekują od nich realizowania arcydzieł, a jeśli tego nie otrzymują, powtarzają, że trwa kryzys, a kiedyś było lepiej. Mnie osobiście wydaje się, że takie myślenie do niczego nie prowadzi i lepiej skupić się na promowaniu młodych talentów, o których już wspomniałam. Zobaczysz, że potrzeba jeszcze kilku lat, a o czeskim kinie na nowo zrobi się głośno w całej Europie.

Pochodzisz z rodziny artystycznej. Od dzieciństwa wiedziałaś, że w przyszłości zostaniesz aktorką?

Wzorce otrzymane od rodziców były trochę inne. Tato był dziennikarzem, a mama malarką. Bardzo wcześnie odkryłam, że nie mam zdolności plastycznych, które przypadły za to moim siostrom. Przez pewien czas sądziłam jednak, że pójdę w ślady ojca. Myślałam o sobie jako o przyszłej dziennikarce albo pisarce. Czasem marzyłam także o reżyserii, bo - w swej dziecięcej zuchwałości - bardzo chciałam kimś kierować i wydawać polecenia. Aktorstwo, którym zajmowały się także babcia i ciocia, pojawiło się w moim życiu niespodziewanie i pod wpływem impulsu.

Czy jako początkująca aktorka miałaś jakichś zawodowych idoli?

Na pewno uwielbiałam Dustina Hoffmana. Ogromne wrażenie robiła na mnie także Meryl Streep w takich filmach jak "Sprawa Kramerów" czy "Pożegnanie z Afryką". Ceniłam ją za to, że potrafiła unikać aktorskich szarż i podporządkować swoje ego budowaniu wiarygodności postaci. Streep imponuje mi zresztą do dziś. To fantastyczne, że mimo swego wieku i pozycji wciąż pozostaje otwarta na nowe wyzwania. Gdy na przykład tańczy i śpiewa w musicalu, sprawia wrażenie, jakby robiła to od zawsze i jest na ekranie absolutnie urocza.

Grasz w filmach już od 25 lat. Myślisz, że w związku z tym jubileuszem szykują się w twojej karierze jakieś zmiany?

To zabawne, bo w pewnym sensie wracam do marzeń z dzieciństwa. Coraz poważniej myślę o reżyserii, choć nie mam jeszcze na oku żadnego konkretnego projektu. Udało mi się za to wydać książkę. Nosi ona tytuł "P.S." i stanowi wybór felietonów, które przez kilka lat pisałam dla miesięcznika "Elle". Publikacja ta odniosła w Czechach duży sukces, który zapewnił mi autentyczny komfort psychiczny.

Wierzysz w terapeutyczną moc sukcesu?

Jeszcze do niedawna odczuwałam niedosyt związany z tym, że spełniam się wyłącznie jako aktorka i nie mam dla tego zawodu żadnej alternatywy. Myślałam o tym, by zająć się projektowaniem, zainwestować w jakiś biznes, otworzyć cukiernię. Teraz wiem, że gdy zmęczy mnie granie, zawsze będę mogła zająć się pisaniem. Taki komfort pozwoli mi też na pewno na większą ostrożność w doborze ról i sprawi, że nadal będę mogła trzymać się z daleka od teatru, który - wstyd się przyznać - nigdy specjalnie mnie nie interesował.

@RY1@i02/2016/097/i02.2016.097.19600030b.802.jpg@RY2@

East News

Anna Geislerová w filmie Jana Hřebejka "Piękność w opałach"

18. Przegląd Filmowy Kino na Granicy odbył się w dniach 28 kwietnia - 3 maja w Cieszynie i Českým Těšínie.

Rozmowę tłumaczyli Pavel Peč i Magdalena Żuraw-Peč

Rozmawiał Piotr Czerkawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.