Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Portret wielokrotny

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

ARCHITEKTURA

Nie zdążyłam zobaczyć Supersamu. Wyburzono go rok przed moją przeprowadzką do Warszawy, więc słynny podwieszany dach znam wyłącznie z opowieści i fotografii. Za to Emilię znam od podszewki: i jako sklep, w którym prawie kupiłam regał, i jako instytucję kulturalną, którą odwiedzałam dość często. Dlatego monografię tego pawilonu handlowego, który stał się muzeum, przeczytałam jednym tchem. Do lektury "Emilia. Meble, muzeum, modernizm" podejdzie emocjonalnie większość dzisiejszych nabywców. Wszak tymczasowa siedziba Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie stała się kolejnym symbolem miasta i modną destynacją nie tylko dla znawców sztuki. Ale czy dla osób, które sięgną po tę publikację za kilka lat, będzie ona wciąż atrakcyjna?

Monografia "Emilia. Meble, muzeum, modernizm" powstała jako portret legendarnego budynku, więc można oczekiwać, że gruntownie opisze jego historię i znaczenie. Zwłaszcza że być może za moment pawilon zniknie (lub zostanie przeniesiony na plac Defilad) - zostanie tylko książka. Do opisywania Emilii zabrano się z kilku perspektyw. W środku znajdziemy rozdział poświęcony burzliwej rezydencji MSN, rozmowę ekspertów o możliwościach ratowania zabytków minionej epoki PRL-u, dwa eseje o nieistniejącym założeniu urbanistycznym Ściany Zachodniej oraz modernistycznych pawilonach handlowych w stolicy. Pierwsze dwa wspomniane powyżej materiały (umieszczone na dwóch przeciwległych krańcach książki) są najbardziej emocjonalne. Pomiędzy nie włożono teksty skrzące się ciekawostkami historycznymi, pełne rzetelnej wiedzy na temat architektury, polskiego rynku meblowego, jego związków z komunistyczną ekonomią oraz pierwszych nowoczesnych prób połączenia architektury z marketingiem.

Wielkie przeszklenia Emilii, charakterystyczne także dla innych powojennych pawilonów handlowych, powstawały na przekór ówczesnym niedoborom materiałów budowlanych. Przemysł nie produkował dużych tafli szkła, dlatego mniejsze fragmenty okien łączono aluminiowymi profilami. Komponowano je w eleganckie wzory, które dodawały uroku chociażby Emilii. Towar eksponowany w wielkich oknach miał być na wyciągnięcie ręki. Tak rozbudzano apetyt konsumentów, którzy i tak większości z prezentowanych przedmiotów nie mogli kupić. Dwadzieścia kilka lat później trik z zacieraniem granic między eksponatem a odbiorcą zadziałał w kontekście sztuki współczesnej. Na co dzień niedostępna z powodu swojej hermetyczności, nagle stała się częścią warszawskiej ulicy, wkroczyła na nią bez ostentacji.

Bez zbędnego nadęcia udało się skomponować książkowy portret Emilii. Sympatia do budynku nie przerodziła się w czułostkowość. Wisienką na torcie są utrzymane w modnej, chłodnej estetyce zdjęcia wnętrz pawilonu Emilia autorstwa Mai Wirkus, które zachowują dobrą proporcję między dokumentem a czułym portretem. W książce "Emilia. Meble, muzeum, modernizm" nie ma tęsknoty za przemijaniem. Wręcz przeciwnie - mnóstwo tu optymizmu. I to jest chyba najlepsza wiadomość dla przyszłych czytelników tej książki.

Anna Diduch

@RY1@i02/2016/097/i02.2016.097.19600060b.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.