Outsiderka
PORTRET Kiedyś mawiano, że Amélie Nothomb - obok Tintina - jest najlepszym towarem eksportowym Belgii. Dziś jej sława nieco przygasła, ale ekscentryczna pisarka wciąż potrafi zaskoczyć czytelników
Należy zacząć od ogromnego, czarnego kapelusza. To znak rozpoznawczy Amélie Nothomb. Belgijska pisarka zdejmuje go tylko w sytuacjach, gdy chce pozostać anonimowa. Ale w większości wypadków i tak jej tożsamość zdradzają długie kruczoczarne włosy, trupi makijaż i niekonwencjonalny ubiór. Wygląda jak postać z powieści gotyckiej. Albo jak bohaterka kreskówki "Hotel Transylwania". Czasem wygaduje takie rzeczy, że naiwnemu słuchaczowi włos się jeży na głowie. Parę lat temu w rozmowie z Magdaleną Miecznicką wyznała, że jako dziecko zabiła znienawidzonego kolegę z klasy. Jak? Telepatycznie. Damy wszakże nie plamią sobie rąk krwią. "Pewnej nocy skupiłam się i myślałam: niech umrze, niech umrze. Następnego dnia nie żył" - relacjonowała Nothomb, by za chwilę przyznać z żalem, że ta sztuka udała jej się tylko raz. Choć wiele razy próbowała, nigdy więcej nie zdołała zabić nikogo myślami. Pozostaje jej zabijać na kartach książek. Jak każdy przedstawiciel gatunku ludzkiego ma instynkt mordu. Szczęśliwie może go realizować za pośrednictwem literatury.
Opowiadając podobne historie, Nothomb miewa minę tak nieprzeniknioną, że trudno zgadnąć, czy mówi poważnie, czy żartuje. Czytelnicy jej powieści wiedzą jednak, że humor i ironia to najsilniejszy oręż pisarstwa gwiazdy francuskojęzycznej literatury. Sama mówi, że humor to jedyny sposób na życie, jaki zna. 49-letnia Belgijka wydaje powieści z tą samą konsekwencją, z jaką Woody Allen reżyseruje filmy. Od 1992 r. wydaje jedną książkę rocznie, zawsze na jesieni. Ktoś mógłby uznać, że niewielki to wysiłek, skoro powieści Amélie Nothomb często przypominają dłuższe opowiadania - są bardzo krótkie, choć treściwe. Ale pisarka zapewnia, że to, co ukazuje się drukiem, stanowi zaledwie jedną trzecią pisanych przez nią książek, których stworzyła podobno kilkadziesiąt. Co z tymi, które nie ujrzały światła dziennego? Leżą w szufladzie i tam pozostaną. "Podstawowym celem pisania nie jest publikowane. Podstawowego celu pisania nikt nie zna" - mówi enigmatycznie, porównując pisanie do ciąży. Poród jest nieunikniony, czy się tego chce, czy nie.
Już tytuły najgłośniejszych powieści Nothomb - "Higiena mordercy", "Kosmetyka wroga", "Metafizyka rur" czy "Kwas siarkowy" - zapowiadają, że po pisarstwie Belgijki należy spodziewać się ekstrawagancji. Główne tematy jej książek to przemoc, zbrodnia, patologia (dla której miewa wiele empatii i zrozumienia), a przede wszystkim - poczucie obcości. Amélie Nothomb zna je na wylot. Nie było jej dane w żadnym miejscu poczuć się jak w domu. Jako córka dyplomaty w dzieciństwie nieustannie zmieniała miejsce zamieszkania. Najwcześniejsze lata życia spędziła w Japonii. Potem mieszkała w Chinach, USA, Laosie, Mjanmie i Bangladeszu. Dzieciństwo spędzone w Kraju Kwitnącej Wiśni opisała w "Metafizyce rur" (tytuł zainspirowany Mrożkiem). Japońskie lata miały stanowić najszczęśliwszy okres w jej życiu. Jak pisała, była wtedy "Bogiem" - cały świat kręcił się wokół zachcianek bogatej panienki z Europy. Niestety, gdy powróciła do Japonii jako dorosła kobieta, szybko z istoty boskiej zdetronizowano ją do nic nieznaczącego trybika w korporacyjnej machinie. Praca w japońskiej firmie na przełomie lat 80. i 90. nie była dla Nothomb najszczęśliwszym doświadczeniem, ale zaowocowała powieścią "Z pokorą i uniżeniem", a co ważniejsze postanowieniem, by na poważnie zająć się pisarstwem.
"Wszyscy są trochę stuknięci (...). Jeśli tylko patologie nie sprawiają cierpienia innym, można je akceptować i opisywać jako zjawiska natury" - mawia Nothomb. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie pozostanie normalny, odkrywając, na czym polega życie. Dla niej czasem największego cierpienia i największych upokorzeń był wiek dojrzewania. Zmagała się wówczas nie tylko z dojmującą samotnością, ale i anoreksją, z której szczęśliwie udało się ją wyleczyć. Doświadczenia z tamtego okresu opisała m.in. w "Słowniku imion własnych".
Gdy weźmiemy do rąk najnowszą powieść Nothomb - "Zbrodnia hrabiego Neville’a" - bez trudu domyślimy się, że 17-letnia hrabianka Neville ma sporo cech samej autorki. To mroczna, odziana w czerń młoda dama, która wcale nie wyczekuje tego, co wydarzy się w przyszłości. W dzieciństwie była prawdziwa. Czuła, że jest częścią świata i w naturalny sposób wyrażała swój zachwyt. Dojrzewanie przyniosło poczucie wyobcowania, nieadekwatności, kazało oglądać świat beznamiętnymi oczami dekadentki, niezdolnej do odczuwania emocji. Wielbiciele powieści Nothomb wiedzą jednak, że autorka "Kosmetyki wroga" nie lubi być przewidywalna. Lubi zmieniać klimat i ton, a każda jej powieść to inna podróż w nieznane. Więcej fabuły zdradzać nie należy, bo byłoby to zbrodnią wobec misternie utkanej intrygi. Wystarczy powołać się na słowa Amélie Nothomb, która twierdzi, że to właśnie umiłowanie inności i patologii jest tajemnicą popularności jej książek. Przecież każdy z nas jest trochę dziwny.
@RY1@i02/2016/092/i02.2016.092.19600030b.803.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
@RY1@i02/2016/092/i02.2016.092.19600030b.804.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu