Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Literackie nowości

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

"Powiedzcie mi, czym się różni tragedia od komedii" - pyta nauczyciel angielskiego chłopców ze szkoły, do której uczęszcza bohater powieści Lauren Groff. Uczniowie próbują recytować wyuczone formułki, ale belfer okazuje zniecierpliwienie. Ostatecznie mówi: "To podchwytliwe pytanie. Nie ma żadnej różnicy. To kwestia perspektywy. Opowieść to krajobraz, a tragedia zasadniczo niczym się nie różni od komedii i dramatu. Wszystko zależy od tego, w jakiej ramie ogląda się wydarzenia". Groff, która dzięki powieści "Fatum i furia" została w ubiegłym roku okrzyknięta gwiazdą amerykańskiej literatury, lubi erudycyjne gry. W jej książce znajdziemy sporo nawiązań do antycznej mitologii, Szekspira czy nurtu nouveau roman, ale kto wie, czy przytoczony powyżej fragment nie oddaje najlepiej całej idei "Fatum i furii". Słyszałam opinię, że powieść Groff bardziej podoba się kobietom niż mężczyznom. Nie do końca to prawda, skoro fanami prozy 37-letniej pisarki są Stephen King i Barack Obama. Z drugiej strony sama autorka przyznaje, że więcej empatii czuje dla bohaterki niż bohatera. Rzecz opiera się na nienowym koncepcie opowiedzenia tej samej historii z dwóch perspektyw: męskiej i kobiecej. Nie powinno zdziwić, że dwie opowieści o 24-letnim małżeństwie Mathilde i Lotta w zależności od punktu widzenia nie tylko diametralnie się różnią, ale też się wykluczają. W części poświęconej Lottowi pisarka próbuje odtwarzać schematy narracyjne "męskiej" prozy amerykańskiej. Część o Mathilde jest bardziej nieuporządkowana, pełna wyrw i czasowych niekonsekwencji. Być może powieść Groff nie jest aż tak nowatorska, jak chcieliby to widzieć niektórzy, autorkę należy jednak pochwalić za oczytanie, mądrość i narracyjny talent.

Malwina Wapińska

@RY1@i02/2016/059/i02.2016.059.19600070b.804.jpg@RY2@

Fabuła tej książki to zaledwie ułamek tego, co się dzieje w kuluarach władzy zarówno w Meksyku, jak i w każdym innym kraju" - pisze w posłowiu do "Skorumpowanych", swojej pierwszej powieści, doświadczony meksykański dziennikarz Jorge Zepeda Patterson. Problemy, z jakimi boryka się Meksyk, są powszechnie znane: krwawe wojny narkotykowych karteli, przemoc wobec kobiet, przekupni politycy i policjanci, których nie sposób odróżnić od gangsterów. Ale thriller Zepedy Pattersona proponuje nam nietypową perspektywę - opowiada bowiem o degrengoladzie meksykańskiego państwa z punktu widzenia jego politycznej elity. Z luksusowych willi i restauracji Dystryktu Federalnego trudno dojrzeć prowincjonalną nędzę i strach, ale można zyskać wgląd w cyniczną technologię sprawowania władzy. Oto po ponad dekadzie odstawienia od koryta za stery rządów powraca partia o autorytarnych ciągotach i pod hasłami dobrej zmiany ustanawia swoją kontrolę nad kolejnymi demokratycznymi instytucjami. Czy to nam czegoś nie przypomina? Szczęśliwie polityczne intrygi w Polsce mają nieco mniejszy rozmach niż w Meksyku - tam nieznany sprawca podrzuca poćwiartowane zwłoki pewnej aktorki, kochanki licznych prominentów, na działkę sąsiadującą z posiadłością demonicznego ministra spraw wewnętrznych. Czy była również kochanką ministra? I czy to on ją zabił? Zepeda Patterson pisze o tym, na czym się zna - o dziennikarskim śledztwie w najgorętszej politycznie sprawie roku, a może i dekady. Naturalnie jest to wyprawa bez asekuracji w głębiny amoralnego szamba. I ty też się ubrudzisz, czytelniku. Ale po lekturze "Skorumpowanych" twoje osobiste grzechy wydadzą ci się doprawdy skromne, co jest jednak pewnym pocieszeniem.

Piotr Kofta

@RY1@i02/2016/059/i02.2016.059.19600070b.805.jpg@RY2@

Pamiętają państwo słynny początek "Hydrozagadki" w reżyserii Andrzeja Kondratiuka? Zamiast napisów początkowych, na ekranie pojawia się seksowna Iga Cembrzyńska. Gwiazda wyczytuje nazwiska twórców i aktorów, to trzepocząc sztucznymi rzęsami, to podśpiewując, chichocząc lub zalotnie wzdychając. Ta nietypowa scena była pomysłem samej Cembrzyńskiej, podyktowanym niskim budżetem filmu, który nie pozwalał na stworzenie czołówki w wersji klasycznej. Ale Cembrzyńska kochała szalone i nieszablonowe role. Uwielbiała zaskakiwać i przykuwać uwagę. Sama za kreację swojego życia uważa rolę starej kobiety w "Gwiezdnym pyle". Aktorka miała wówczas około czterdziestu lat. W tym samym czasie na deskach teatru grała zniewalającą piękność. Widzowie nie mogli wyjść z podziwu, jak wielkie metamorfozy potrafiła przejść na potrzeby roli. Do tej pory Cembrzyńska nie porzuciła marzenia o tym, by wspólnie z mężem Andrzejem Kondratiukiem stworzyć jeszcze jeden film. Ten tandem tworzył najoryginalniejsze dzieła w historii polskiej kinematografii, w tym "Mleczną drogę", "Pełnię" czy "Wrzeciono czasu". W dobie modnych i konkurujących na rynku wydawniczym wywiadów rzek, rozmowa Magdaleny Adaszewskiej z Igą Cembrzyńską nie wyróżnia się specjalną oryginalnością. To nie zarzut - czasem lepiej opowiadać prosto i w tradycyjnym porządku chronologicznym. Jest więc po bożemu - od dzieciństwa, którego pierwsze lata przypadły na czas wojny, poprzez niełatwy wybór drogi życiowej, po szczyt kariery i najważniejsze role w karierze aktorki. Wzrusza romantyczna opowieść o związku Cembrzyńskiej z Kondratiukiem. Związku, który przetrwał ponad czterdzieści lat.

Malwina Wapińska

@RY1@i02/2016/059/i02.2016.059.19600070b.806.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.