Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Szeherezada w Portugalii

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

"Tysiąc i jedna noc" Miguela Gomesa najlepsza jest wtedy, gdy nie wstydzi się swojej ludyczności, dokonuje karnawałowego odwrócenia ról i jawnie kpi z możnych tego świata

Tysiąc i jedna noc" Miguela Gomesa zyskała zasłużoną sławę jednego z największych wydarzeń zeszłorocznego festiwalu w Cannes, a potem zrobiła furorę na wrocławskim festiwalu Nowe Horyzonty. Eksperymentatorowi, znanemu w Polsce głównie za sprawą nakręconego w 2012 roku "Tabu", z powodzeniem udało się połączyć baśniową niezwykłość z dokumentalną rejestracją rzeczywistości. W "Tysiącu..." snute przez Szeherezadę opowieści nie dotyczą świata arabskiego, lecz współczesnej, pogrążonej w kryzysie Portugalii. Reżyser oddaje głos zwykłym obywatelom cierpiącym z powodu błędnych decyzji polityków. Przyjęcie tej perspektywy sprawia, że "Tysiąc..." pozostaje przepełniony gniewem, który bywa jednak neutralizowany przez rubaszny humor i - współdzieloną z literackim pierwowzorem - wiarę w oczyszczającą moc sztuki.

Nietypowy pomysł Gomesa wyda się bardziej zrozumiały, gdy wpiszemy go w kontekst dotychczasowej kariery reżysera. Skłonność do przeplatania realizmu i groteski towarzyszy temu twórcy już od czasu pełnometrażowego debiutu. W "Twarzy, na którą zasłużyłeś" Portugalczyk opowiada historię trzydziestoletniego mężczyzny, który dezerteruje z urodzinowej imprezy i ucieka do odrealnionej krainy dzieciństwa. Już wówczas w kinie Gomesa zaznacza się także skłonność do zabawy archetypami i klasycznymi tekstami kultury. Nie bez powodu baśniowe fragmenty "Twarzy..." wydają się wyraźnie inspirowane "Królewną Śnieżką i siedmioma krasnoludkami". Zapoczątkowaną w debiucie strategię reżyser rozwinął w kolejnym filmie - prezentowanym na festiwalu w Cannes - "Naszym ukochanym sierpniu". Połączenie folklorystycznego dokumentu z wariacją na temat historii "Romea i Julii" z dzisiejszej perspektywy można czytać jako ćwiczenie stylistyczne stanowiące zapowiedź monumentalnego "Tysiąca....". W międzyczasie Gomes zdążył jednak jeszcze odnieść ogromny sukces za sprawą wspomnianego "Tabu". W nagrodzonym na Berlinale pastiszu klasycznego melodramatu rozpad pojedynczego związku został mistrzowsko zestawiony z upadkiem portugalskiego imperium kolonialnego.

W porównaniu z eleganckim "Tabu", "Tysiąc..." wydaje się filmem znacznie trudniejszym do okiełznania. Złożona z części "Niespokojny", "Opuszczony" i "Oczarowany", trwająca około sześciu godzin trylogia bywa nużąca i manieryczna. Ma jednak swoje autentycznie wielkie momenty. Najnowsze filmy Gomesa są najlepsze wtedy, gdy nie wstydzą się swojej ludyczności, dokonują karnawałowego odwrócenia ról i jawnie kpią z możnych tego świata. Pierwszą z tego rodzaju scen odnajdziemy już na samym początku "Niespokojnego". Widzimy w niej grono unijnych urzędników, którzy spotykają się, by porozmawiać o uderzających w Portugalię sankcjach. Początkowo decydenci są surowi i nieprzejednani. W pewnym momencie spotykają jednak tajemniczego szamana oferującego im środek na potencję. Pod wpływem specyfiku bohaterowie momentalnie zyskują dobry humor i są gotowi umorzyć portugalskie długi. Tego rodzaju rubaszny humor - budzący wyraźne skojarzenia z "Kwiatem tysiąca i jednej nocy" Pasoliniego - powraca również w "Opuszczonym". W tej części prawdziwy majstersztyk stanowi sekwencja coraz bardziej absurdalnego procesu sądowego. Komplikująca się z każdą chwilą intryga stanowi celną i dowcipną metaforę panującego w Portugalii chaosu. W wieńczącym projekt "Oczarowanym" frywolny nastrój poprzednich części zostaje odrobinę stonowany, a ozdobę filmu stanowi klasyczna, pełna baśniowego uroku sekwencja z życia Szeherezady.

Mimo że wszystkie części "Tysiąca..." mocno różnią się od siebie nawzajem, spoiwo między nimi stanowi - widoczna już w poprzednich filmach twórcy "Tabu" - radość płynąca ze snucia narracji. W najnowszym projekcie reżysera wydaje się ona istotna tym bardziej, że pozwala jednostkom wykluczonym i zepchniętym na margines społeczeństwa odzyskać podmiotowość, wytworzyć poczucie wspólnoty i skorygować niesprawiedliwą rzeczywistość. Gomes zdradza się z głęboką wiarą, że Portugalczycy - niczym Szeherezada - będą w stanie przetrwać kryzysową sytuację właśnie dzięki umiejętności opowiadania historii.

@RY1@i02/2016/039/i02.2016.039.19600040a.802.jpg@RY2@

SNH

Piotr Czerkawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.