W wolnej chwili
Po wznowieniach płyt genialnego polskiego big-bandu sprzed lat Alex Band label GAD Records przygotował kolejne wydawnictwo, na którym można usłyszeć znakomitego kompozytora, gitarzystę jazzowego Wiesława Wilczkiewicza. Przez kilka lat grał z Alex Bandem, jego grę można też usłyszeć na płytach Dżambli Andrzeja Zauchy. Grywał z Michałem Burano, Ewą Demarczyk, pracował przy programach TV, spektaklach teatralnych, kabaretach. Związany przez lata z Krakowem (tam się urodził) Wilczkiewicz od dawna mieszka w Nowym Jorku. To właśnie w Stanach pod koniec lat 90. po raz pierwszy ukazał się materiał jego bandu Fly Ensemble. W Polsce ten album debiutuje. Wilczkiewicz pokazał na nim swoje zamiłowanie do delikatnego smooth jazzu, nie znaczy to jednak, że jest to jazz płaski i usypiający. Muzyk doskonale wkomponował do swojego zespołu gości. Pojawiają się tu m.in. Krzesimir Dębski i Zbigniew Wodecki. Wyszedł z tego jazzowy easy listening dla wytrawnych słuchaczy. Obyśmy mogli częściej gościć Wilczkiewicza na koncertach w Polsce i ten album był wstępem do przypomnienia jego twórczości.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/019/i02.2016.019.196000800.804.jpg@RY2@
Dave Mustaine wciąż mocno trzyma gitarę, szybko jeździ po niej palcami, a do tego agresywnie śpiewa. Po trzech latach po krążku "Super Collider", który otrzymał bardzo mieszane recenzje, powraca z nowym albumem. "Dystopia" jest na pewno szybsza i lepsza od poprzednika, do kanonu Megadeth jednak raczej nie wejdzie. Dave po raz kolejny zmienił skład swojego bandu. Tym razem doszli brazylijski gitarzysta Kiko Loureiro z kapeli Angra oraz perkusista Chris Adler z Lamb of God. Nie ma jednak wątpliwości, że prym wiodą tu gitara Mustaine’a i jego wokal. Muzyk wyśpiewuje teksty o nieciekawej kondycji współczesnego świata i katastroficznej przyszłości. Sypie przy tym szybkimi, metalowymi riffami, raz na jakiś czas angażując się w niespecjalnie skomplikowaną solówkę. Nie jest to nic, co powinno powalić fanów Megadeth na kolana, ale też Dave poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Na pewno płyta zyska na żywo, kiedy Mustaine z kolegami wykona ją w łódzkiej Atlas Arenie podczas Power Festivalu 7 czerwca u boku Korn.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/019/i02.2016.019.196000800.805.jpg@RY2@
Istniejący ponad 20 lat norweski projekt Ulver nigdy nie grał muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej. Ich pełne eksperymentalnego rocka i elektroniki płyty zawsze były wyzwaniem. Nie inaczej jest z najnowszą. To zbiór improwizacji zarejestrowanych przez zespół podczas kilkunastu koncertów (w tym w Gdańsku) w 2014 r. Muzycy postanowili przenieść na krążek swoje muzyczne wariacje, czasami oparte na motywach znanych z numerów Ulver, a czasami wytyczające zupełnie nowe ścieżki. Dwanaście kompozycji to dryfowanie przez nieprzewidywalne dźwięki, które właściwie trudno przypasować do jednego gatunku. Czasami brzmią jak opera a la Pink Floyd, czasami dominuje noise, elektroniczne zamglenia, czy wreszcie mroczne podkłady niczym z filmów Davida Lyncha. "ATGCLVLSSCAP" nie tylko potrafi wciągnąć w ponury nastrój. "Ecclesiastes (A Vernal Catnap)" to przejmująca ballada z dodatkiem norweskich słów i zaśpiewem po angielsku, która powinna wzruszyć najtwardszego twardziela. Ulver zabiera w wycieczkę, która zapewne nie poruszy wszystkich, ale niektórym trudno będzie się od niej oderwać.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/019/i02.2016.019.196000800.806.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu