Kino domowe
Netflix wreszcie jest dostępny w Polsce, dzięki czemu możemy - legalnie - nadrobić serialowe zaległości. "Jessica Jones" to drugi po "Daredevilu" serial zrealizowany przez serwis w ramach Marvel Cinematic Universe, czyli wpisujący się w wydarzenia pokazywane w "Avengers" i innych superbohaterskich blockbusterach. Skala oczywiście nie ta sama: netfliksowe produkcje rozgrywają się w mrocznych zaułkach Nowego Jorku, skupiają się na pogłębionej psychologii postaci, ale nie tracą z oczu akcji. Jessica Jones to obdarzona supermocami prywatna detektyw, która zamiast ratować świat, woli się zajmować bardziej przyziemnymi sprawami. Będzie jednak musiała stanąć twarzą w twarz z demonami przeszłości i ocalić najbliższych przed obdarzonym mocą kontroli umysłów złoczyńcą. "Daredevil" zawiesił poprzeczkę bardzo wysoko, "Jessica Jones" jeszcze ją podniosła. Czy kolejne seriale będą w stanie im dorównać? Zobaczymy. Drugi sezon "Daredevila" już w marcu, później czeka nas "Luke Cage", którego bohater odgrywa swoją drogą ważną rolę w opowieści o Jessice.
@RY1@i02/2016/009/i02.2016.009.19600030b.805.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Netflix wyrobił już sobie markę producenta świetnych seriali ("Daredevil", "House of Cards" czy recenzowana obok "Jessica Jones") i filmów ("Beasts of No Nation"), lecz w swoim portfolio ma także takie filmy jak "Ridiculous 6". To pierwszy tytuł zrealizowany na mocy kontraktu z Adamem Sandlerem i - jak się okazało - najpopularniejszy film w historii serwisu. W kinie Sandler stał się w ostatnich latach gwarantem finansowej porażki, ale w Netfliksie odżył - przynajmniej finansowo, bowiem fabularnie "Ridiculous 6", niewydarzona parodia westernu, dorównuje najgorszym filmom w karierze aktora. Trudno nie docenić obsady (na drugim planie pojawiają się tu wybitni aktorzy, m.in. Harvey Keitel i Steve Buscemi) oraz kilku udanych żartów (Vanilla Ice w roli marnie rapującego Marka Twaina), ale dominują wulgarne dowcipasy, z których pierdzący osioł nie jest wcale najgorszy. W serwisie film nie ma jeszcze polskiej wersji językowej - i dobrze, tym łatwiej go ominąć.
@RY1@i02/2016/009/i02.2016.009.19600030b.806.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Apokalipsa w wersji mini: luźna adaptacja klasycznej postapokaliptycznej książki Roberta C. O’Briena. Reżyser Craig Zobel zamienił jednak przeznaczoną dla starszej młodzieży powieść w historię dla dojrzałych odbiorców. Świat uległ zniszczeniu, promieniotwórcze skażenie zabiło większość ludzi. Ann, jedna z nielicznych ocalałych, mieszka samotnie w dolinie, której nie dotknęła zagłada. W jej życiu niespodziewanie pojawia się dwóch mężczyzn: najpierw naukowiec Loomis, potem tajemniczy wędrowiec Caleb. Ich próba wspólnego ułożenia sobie życia musi zakończyć się niepowodzeniem. Na progu kariery Zobel był stałym współpracownikiem Davida Gordona Greena i "Z jak Zachariasz" utrzymany jest w podobnym klimacie. To stonowane, kontemplacyjne kino, pozbawione fajerwerków, za to z umiejętnie stopniowanym napięciem. Zaś od barwnych i przerażających opisów zrujnowanego świata reżysera bardziej interesują przeżycia jego bohaterów, świetnie zagranych przez Margot Robbie, Chiwetela Ejiofora i Chrisa Pine’a.
@RY1@i02/2016/009/i02.2016.009.19600030b.807.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Marvel Cinematic Universe łapie oddech i po drugiej części "Avengersów", a przed wojną pomiędzy superbohaterami, którą zobaczymy wiosną w kolejnym "Kapitanie Ameryce", zaprezentował coś na znacznie mniejszą skalę. I to dość dosłownie: Ant-Man dzięki specjalnemu kostiumowi może pomniejszać się do rozmiarów insekta, a ta z pozoru absurdalna umiejętność okaże się dla niejakiego Scotta Langa, złodziejaszka nieudacznika, przydatna nie tylko w potyczce ze złem, lecz również w walce o uznanie w oczach córki. Film Peytona Reeda nie ma rozmachu innych marvelowskich produkcji, jest raczej komiksowo umownym familijnym komediodramatem: od heroicznych wygłupów ważniejsze są tu skomplikowane rodzinne relacje bohaterów. Niestety, z reguły utrzymane na poziomie telewizyjnych wyciskaczy łez. "Ant-Mana" przed klapą ratują niezłe poczucie humoru oraz Paul Rudd w roli tytułowej, nadający sztampowej postaci nieco więcej życia i emocji, niż pozwalałby na to scenariusz.
@RY1@i02/2016/009/i02.2016.009.19600030b.808.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu