Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Samotność z wyboru

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

HUBERT KLIMKO-DOBRZANIECKI wpisuje swojego bohatera w środkowoeuropejski tygiel postaw charakterystycznych dla czasów przesytu i znudzenia

Bruno jest samotny. Nie wyobraża sobie innego życia. Bruno jest jak Wiedeń, w którym mieszka: aseptyczny, schludny i wyjałowiony. Ma alergię na ludzi, na marne jedzenie, kiepskie filmy, na instytucję Kościoła, na pracę i brak pracy, na brata, na parę gejów, z którymi spotyka się na siłowni, na wszystkie kobiety tego świata. Na siebie też ma alergię, ale z nią jakoś nauczył się żyć. Aż Bruno rusza na ohydne, wstrętne, obrzydliwe wakacje. To trochę zmieni.

"Samotność" jest bardzo wiedeńska, austriacka. Skojarzenia z twórczością Bernharda, Jelinek, z kinem Seidla i Hanekego jak najbardziej uzasadnione. Nie chodzi jednak o inspiracje, tylko przysposobienie przez polskiego pisarza (mieszkającego aktualnie w Wiedniu) owej charakterystycznej dla Austriaków narracji. Hassliebe: miłość, nienawiść i trochę perwersji z sex shopu, pożądania zajadanego strudlem wiedeńskim z jabłkami przy akompaniamencie Mozarta.

Hassliebe Klimko-Dobrzanieckiego jest jednak wzbogacane o słowiańskie porywy. Nie tylko fizjologia, ale także romantyzm i fantasmagorie. Bruno Stressmeyer jest bowiem w istocie neoromantykiem. Kimś, kto wbrew wszystkim zachował wobec życia rodzaj bezinteresowności. On nie pędzi, on leży na łóżku i się nudzi. Nie projektuje prokreacji, bo nie przepada za dziećmi. Nie wierzy w Boga, nie bardzo wierzy też w człowieka, ale na swój paradoksalny sposób pozostaje bohaterem czystym, niewinnym, bezwzględnie szczerym.

"Nie wolno mylić samotności z osamotnieniem" - pisał w dzienniku "Z dnia na dzień" Jerzy Andrzejewski. "Samotnym się bywa, osamotnionym się jest". Nawet w tym kontekście Bruno jest przypadkiem szczególnym. Osamotniony, bo nie ma nikogo, z kim chciałby porozmawiać, ale też nieszczególnie cierpiący z tego powodu. Chodzi do lekarza, ponieważ - jak twierdzi - chciałby odkryć w sobie wreszcie jakąś chorobę, stołuje się w markowych restauracjach, czasami jeździ koleją. Widok ludzi z reguły go brzydzi. W przeciwieństwie jednak do Miauczyńskiego z "Dnia świra" Marka Koterskiego nie musi zarabiać, nie tęskni też specjalnie za kobietami, za całe paliwo wystarcza mu wspomnienie jedynego wakacyjnego flirtu.

"Samotność" Huberta Klimko-Dobrzanieckiego ukazała się jednocześnie w Polsce, na Słowacji, w Czechach i na Węgrzech, zbierając doskonałe recenzje. Bo Bruno mieszka w Wiedniu, czyli także w Bratysławie, Warszawie, Pradze i Budapeszcie. Hubert Klimko-Dobrzaniecki z wprawą, błyskotliwie, wpisuje Brunona w środkowoeuropejski tygiel postaw charakterystycznych dla czasów przesytu i znudzenia. Znamy dobrze Brunona, nosimy go w sobie. Co gorsza, całkiem go w sobie lubimy. To ktoś, kto rechocze w nas, kiedy się potkniemy albo usłyszymy kompromitującego się na naszych oczach adwersarza. Nerwowy, złośliwy chichocik.

@RY1@i02/2016/009/i02.2016.009.19600060a.803.jpg@RY2@

Rafał Siderski

Łukasz Maciejewski

@RY1@i02/2016/009/i02.2016.009.19600060a.804.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.