Jeźdźców dwóch
Kilka lat temu Karol Modzelewski ponownie narobił szumu. Zdaniem niektórych porównywalnego nawet ze słynnym "Listem do partii" z 1964 r. Tamten tekst, napisany do spółki z Jackiem Kuroniem, był wystąpieniem formacyjnym dla kiełkującej opozycji demokratycznej. Tej, która w latach 80. zrobiła przemiany polityczne w Polsce. Prawie 50 lat później, w 2013 r., wyszła autobiografia Modzelewskiego "Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca". I też stała się tekstem w pewnych kręgach kultowym. Pomysłodawca nazwy "Solidarność" ubrał w niej w słowa dojrzewającą od kilku lat krytykę neoliberalnej transformacji.
Nie była to pierwsza publikacja Modzelewskiego na ten temat, ale ta trafiła w swój czas lepiej niż poprzednie. Czytana razem z głośnym wywiadem udzielonym Grzegorzowi Sroczyńskiemu, tworzyła fundament nowej (i innej niż PiS-owska) opowieści o cieniach projektu politycznego III RP. "Wyznania..." przypomniały też Modzelewskiego młodszemu pokoleniu czytelników, które wcześnie go - owszem - szanowało, ale jednocześnie traktowało jak element pewnego zamkniętego już rozdziału w historii Polski. Krótko mówiąc: Modzelewski wrócił. I to w wielkim stylu.
Idąc za ciosem, wydawnictwo Iskry (pracujące raczej na niskich obrotach) zrealizowało kolejny ambitny projekt z Modzelewskim w roli głównej. Tym razem jeźdźców jest dwóch, bo dawny opozycjonista dzieli się siodłem z działaczem PZPR i historykiem Andrzejem Werblanem. Dziś jest już on trochę zapomniany, ale kiedyś to był dygnitarz co się zowie. Na szczytach aparatu władzy był niemal od początku do końca. W tym sensie poobijany to Werblan ani trochę nie jest. Już raczej "powycierany" długoletnim "froterowaniem" korytarzy KC PZPR. Współbohaterów przepytuje publicysta Robert Walenciak. Wychodzi z tego pokaźnych rozmiarów wywiad rzeka obejmujący historię Polski Ludowej. Od Nowotki do Jaruzelskiego. Widziany oczami dwóch postaci patrzących na powojenny kraj z dwóch bardzo odmiennych perspektyw. Buntownika kontestatora i realisty utrwalacza.
Smaczków jest tu mnóstwo i nie sposób je wszystkie wymienić. To właśnie one są solą tej książki. Jedna rzecz uderzyła mnie już na pierwszych stronach, gdy Werblan rysuje układ sił w Polsce i wokół Polski na przełomie lat 1944-1945. Pokazując, że Zachód nie postrzegał wtedy jeszcze ZSRR jako przyszłego rywala i dlatego dał Stalinowi w Jałcie więcej, niż tamten planował. Taki trochę prezent, a nie efekt misternego planu generalissimusa. Takich świeżych myśli jest tu więcej. Czytelnik dość szybko może się zresztą zorientować, że ma tu do czynienia z dwoma świadkami epoki, którzy są gotowi wyjść poza przewidywalną obronę własnych biografii. Jest w nich też wiele ciekawości tego, co druga strona ma do powiedzenia. A Walenciak daje im na to sporo miejsca, więc efekt jest bardzo zadowalający.
Na koniec uwaga natury ogólnej. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że "Polska Ludowa" Werblana i Modzelewskiego to zapowiedź nadchodzącej fali. Im więcej czasu będzie mijało od upadku PRL, tym ciekawsze i mniej schematyczne staną się książki na jej temat. A nasza debata o realnym socjalizmie dopiero będzie nabierała rumieńców. To już się dzieje. Z czego się bardzo cieszę. ⒸⓅ
@RY1@i02/2017/155/i02.2017.155.000003400.801.jpg@RY2@
Robert Walenciak, "Modzelewski - Werblan. Polska Ludowa", Iskry, Warszawa 2017
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu