Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Skandalista mimo woli

29 czerwca 2018

ART HOUSE "Cmentarz wspaniałości", najnowszy film Apichatponga Weerasethakula, wchodzi na ekrany polskich kin

Apichatpong Weerasethakul buduje swój status filmowego autora od lat, ale większość kinomanów usłyszała o nim po raz pierwszy w 2010 r. Wtedy to tajski reżyser pozostawił w pokonanym polu twórców pokroju Mikea Leigh czy Abbasa Kiarostamiego i otrzymał Złotą Palmę w Cannes za film "Wujek Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia". Werdykt jury został wówczas skrytykowany i uznany za fanaberię przewodniczącego Tima Burtona. Czas pokazał jednak, że zarzuty okazały się bezpodstawne, a Weerasethakul na każdym kroku potwierdza swój nieprzeciętny talent. Nie inaczej dzieje się także w świetnym "Cmentarzu wspaniałości" stanowiącym kolejną w dorobku reżysera podróż na pogranicze rzeczywistości i fantazji.

Weerasethakul bywa zaliczany do twórców nurtu slow cinema, lecz jednocześnie odznacza się cechami pozwalającymi mu przekraczać jego ograniczenia. W przeciwieństwie do większości zakorzenionych we wspomnianej estetyce filmowców tajski reżyser dysponuje chociażby ujmująco nonszalanckim poczuciem humoru. W swoim najnowszym filmie twórca "Wujka Boonmee" potwierdza także reputację artysty lubującego się w łączeniu przeciwieństw. W "Cmentarzu..." intymna perspektywa współgra na przykład z wyraźnym zaangażowaniem politycznym. Historia grupy żołnierzy cierpiących na tajemniczą odmianę śpiączki bywa interpretowana jako metaforyczny obraz współczesnej Tajlandii. Odczytanie to wydaje się uprawnione o tyle, o ile sprawujące władzę w kraju wojsko od lat jest krytykowane za nieumiejętność uspokojenia napięć na tle społecznym i etnicznym.

Krytyczny stosunek do sytuacji w ojczyźnie połączony z otwartym przyznawaniem się do homoseksualizmu sprawia, że Weerasethakul nie należy do ulubieńców tajskich polityków. Mając tę świadomość, reżyser dba o artystyczną niezależność i sam pełni funkcję producenta swoich dzieł. W takich warunkach powstał już fabularny debiut twórcy "Wujka..." - "Skrajne żądze". Nagrodzony w canneńskiej sekcji Un Certain Regard film wpisywał nietypową historię miłosną w kontekst trudnego losu prześladowanych przez tajskie władze myanmarskich imigrantów. Bardziej niż wątki polityczne rodaków reżysera oburzyła jednak swoboda obyczajowa opowieści, objawiająca się chociażby w ostentacyjnym eksponowaniu męskiej nagości. Z tego tytułu film trafił na tajskie ekrany w wersji skróconej o 10 minut i stanowił pierwszy akt niekończącej się bitwy Weerasethakula z krajową cenzurą.

Krytykowany w ojczyźnie reżyser zaczął cieszyć się coraz większą popularnością za granicą. Swój kolejny film, łączącą sugestywną cielesność z perspektywą metafizyczną "Tropikalną gorączkę", mógł prezentować już w konkursie głównym festiwalu w Cannes. Choć dzieło to spotkało się z raczej sceptycznymi reakcjami krytyków, zostało uhonorowane Nagrodą Jury, a komplementami obsypał je sam Quentin Tarantino.

W późniejszej fazie twórczości Weerasethakula charakteryzująca go dotychczas skłonność do prowokacji zaczęła słabnąć na rzecz delikatnego sentymentalizmu. Właśnie taki nastrój unosił się choćby nad "Światłem stulecia" z 2006 r. Reżyser opowiedział w nim historię pary lekarzy, którzy w pierwszej części filmu zmagają się z trudami otaczającej rzeczywistości, a w drugiej, rozgrywającej się wiele lat wcześniej, zostają przedstawieni w początkowej fazie swego związku. W "Świetle stulecia" Weerasethakul nie tylko opowiedział uniwersalną historię o mechanizmach pracy pamięci i sposobach radzenia sobie z przemijaniem, lecz także sięgnął po motywy autobiograficzne. Tajski twórca zadedykował film swoim rodzicom i nie ukrywał, że właśnie oni posłużyli mu za inspirację do stworzenia postaci głównych bohaterów.

Choć "Światło stulecia" na tle wcześniejszych dokonań reżysera wydaje się filmem niewinnym, i tak sprowokowało interwencję cenzury. Urzędnicy zgłosili zastrzeżenia do czterech scen, w tym do tej, w której dwójka lekarzy podczas dyżuru całuje się oraz spożywa alkohol. Mimo protestów Weerasethakula film wszedł na tajskie ekrany w okrojonej wersji i przyczynił się do utrwalenia wizerunku reżysera jako skandalisty.

Wątki osobiste pojawiły się także w najnowszym filmie tajskiego twórcy. W "Cmentarzu wspaniałości" Weerasethakul powraca do swej rodzinnej wioski, a lwią część akcji umieszcza w scenerii szpitala. Wbrew pozorom na ekranie nie sposób odczuć atmosfery nostalgicznego ciepła. Zamiast niej dominuje w "Cmentarzu...." nastrój schyłku, niepewności i melancholii. W związku z tym nie brakuje głosów, że najnowszy film Weerasethakula stanowi ze strony reżysera akt pożegnania z ojczyzną i zapowiedź rychłej emigracji. Jeśli faktycznie tak się stanie, Tajlandia dołączy do niechlubnej listy krajów, w których doraźne polityczne rozgrywki okazały się ważniejsze niż wybitna sztuka.

@RY1@i02/2017/029/i02.2017.029.19600030c.801.jpg@RY2@

fot. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

Kadr z filmu "Cmentarz wspaniałości"

Piotr Czerkawski

@RY1@i02/2017/029/i02.2017.029.19600030c.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.