Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Przez całe życie będę szukał stylu

20 stycznia 2017
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

PREMIERA Lubię przyglądać się temu, czego jednocześnie się boję. Poród to przecież najbardziej organiczne z ludzkich doświadczeń. Jest w tym coś pięknego, ale i odrobinę przerażającego - przekonuje Alain Guiraudie , reżyser filmu "W pionie"

@RY1@i02/2017/014/i02.2017.014.196000200.802.jpg@RY2@

fot. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

Mam wrażenie, że ważnymi kategoriami opowiadania są dla pana ironia i groteska. Zestawienie humorystycznej momentami formy z dość poważną tematyką. Tak było w przypadku "Nieznajomego nad jeziorem", tak jest i teraz.

Lubię mieszać te dwie rzeczy i podoba mi się, kiedy za pomocą humoru można opowiedzieć o cięższych i bardziej poważnych sprawach. We wcześniejszych montażowych wersjach było tego nawet więcej, przez co "W pionie" bardziej przypominał komedię. Później jednak zdecydowałem się zmienić nieco ton. Sprawić, żeby ten film był bardziej poważny i podejmował ciemniejsze kwestie. Co nie zmienia faktu, że lubię, kiedy widzowie na moich filmach dobrze się bawią. Sporo przecież w nich absurdu. Myślę sobie, że oglądając "W pionie", publiczność może odnieść wrażenie, że to fantasmagoria albo fatalna francuska komedia z lat 70.

Ma pan poczucie, że z kolejnymi filmami pana styl ewoluuje?

Cały czas szukam nowego stylu, form, ale nie jest to zawczasu założone czy wykoncypowane. Nigdy nie wiem, gdzie mnie w danym momencie poniesie. Odnosi się to zarówno do poszczególnych etapów realizacji filmu, jak i konkretnych scen - od ogółu po detal. Trudno chyba jednoznacznie opisać mój styl. Nie idę po linii prostej, co rusz trafiam na jakieś zakręty. Na poszukiwaniach i dochodzeniu do własnej poetyki zejdzie mi pewnie całe życie.

Końcowy efekt "W pionie" znacznie różni się od początkowych założeń?

Ten film bardzo ewoluował w trakcie montażu. Postanowiłem zmienić jego strukturę w dużo większym stopniu, niż robiłem to wcześniej. Już na etapie zdjęć było inaczej. W przypadku "Nieznajomego nad jeziorem" dokładnie wiedziałem, co chcę nakręcić, jak to zrobić i w jakim porządku później poukładać te sceny w montażowni. Tym razem zdecydowałem się nakręcić wiele sekwencji tak, bym mógł użyć ich później w bardzo różny sposób. Jak układankę. Pamiętam, że do każdej sceny przygotowałem storyboard, drugi, nieco inny, miałem w głowie i kiedy kręciliśmy, korzystałem z obu, mieszając je ze sobą.

W swoim filmie zabiera pan głos w dyskusji na temat tradycyjnego modelu rodziny.

"W pionie" podejmuje temat, który jest obiektem wielu dyskusji, dywagacji i kontrowersji. Nie tylko we Francji, ale i w całym zachodnim świecie. Co rusz podejmuje się kwestie rodziny i tego, jak powinna ona funkcjonować. Dyskutuje się o rodzinach zastępczych, małżeństwach gejowskich i tym, czy pozwolić wychowywać dzieci takim parom. To interesujące, ale w tym filmie chciałem się zmierzyć z takim problemem, patrząc na niego z nieco innego punktu widzenia. Każdy z nas zna samotne matki wychowujące potomstwo. Mnie zainteresowała odwrotna perspektywa. Mężczyzny, który samodzielnie wychowuje dziecko. Co więcej, doskonale się w tym odnajduje i spełnia. Moi bohaterowie z jednej strony sprawiają wrażenie wolnych, z drugiej są bardzo wrażliwi, podatni na zranienie.

Pana film jest naturalistyczny, przełamuje pan tabu, pokazując chociażby szczegółowo scenę porodu. Nie miał pan obaw, że dla siedzącego w sali kinowej widza może to być zbyt wiele?

Szczerze mówiąc, raczej się tego nie obawiam, zwłaszcza że w moim filmie jest kilka innych dość mocnych scen. Oczywiście pogrywanie z tabu i przełamywanie barier zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem, ale nie sądzę, żeby miało mi to jakoś specjalnie zaszkodzić. Uważam, że o takich rzeczach powinno mówić się w otwarty i odważny sposób. To właśnie przykład sceny porodu, do której dość solidnie się przygotowałem. Na YouTubie można znaleźć sporo takich rzeczy. Oczywiście to nie moje hobby, żebym oglądał je każdego dnia (śmiech). Jednak w jakiś sposób mnie to fascynowało. "W pionie" stanowi dowód, że lubię chyba przyglądać się temu, czego jednocześnie się boję. Poród to najbardziej organiczne z ludzkich doświadczeń. Jest w tym coś pięknego, ale i odrobinę przerażającego.

Naturalizm to jedno, ale "W pionie" ma także elementy kojarzące się z kinem onirycznym.

Cenię kino związane z marzeniami sennymi. Prezentujące coś, co nie jest realne, a jednocześnie mogłoby istnieć. W moim filmie jest cała sekwencja z uzdrowicielką, kobietą zamieszkującą w lesie i praktykującą alternatywne formy medycyny. Paradoksalnie wcale nie tak łatwo się do niej dostać. To osoba, która leczy nie tylko ciało, ale i duszę. Zdecydowanie zbyt mało jest takich lekarzy.

Akcja filmu rozgrywa się na południu Francji, w słabo zaludnionym regionie Lozere. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to miejsce jest kolejnym bohaterem pana filmu.

Bardzo lubię te rejony, zresztą mieszkam niedaleko. To inspirujące miejsce, które zainteresowało mnie już wiele lat temu. Te krajobrazy kojarzą się z klasycznymi westernami. W jednym ze swoich wczesnych filmów chciałem je sfotografować, ale uznałem, że brakowało mi wtedy umiejętności, by oddać cały jego majestat i piękno. Mam wrażenie, że dopiero teraz było to możliwe, także dzięki technologii i lepszemu sprzętowi, którym dysponowałem.

Wspomniał pan kiedyś, że zawsze filmuje historie ludzi, którzy są sami pomimo tego, że są razem. Co pan przez to rozumie?

W moich filmach widać tę samotność w tłumie. Często w życiu jest tak, że jesteśmy sami, jednocześnie będąc razem. Ten stan bardzo mnie interesuje. Czasami też jest tak, że jesteśmy samotni i nagle spotykamy drugą osobę w podobnej sytuacji. Dzielimy wspólne chwile, emocje, a później nie wiedzieć czemu nagle się rozchodzimy. Koło się zamyka. Nasze życie jest zbudowane z takich momentów. Widać to w "Nieznajomym nad jeziorem", widać i tym razem.

W pana filmie widać też ukłon w stronę tradycyjnych, folkowych elementów w kulturze. To ostatnimi czasy w kinie jest bardzo popularne, widać to chociażby w filmach Miguela Gomesa.

Ma pan pewnie na myśli wilki, które są dla mojego filmu emblematyczne. Z jednej strony uosabiają bardzo konkretne problemy społeczno-ekologiczne, jakim stawić czoła muszą ludzie z tego regionu. Z drugiej, odgrywają istotną rolę w mitologii, uosabiając wszystkie nasze lęki. Chciałbym, żeby moje filmy podążały tą drogą. Żeby znajdowały oparcie w konkretnej rzeczywistości, ale i by były odczytywane na innych, bardziej symbolicznych poziomach.

W jednej ze scen bohaterowie rozmawiają o Pink Floydach, ale w ścieżce dźwiękowej chyba ostatecznie ich zabrakło?

Podoba mi się pomysł, że w mocno zaawansowanym wieku wraca się do muzyki, której słuchało się jako nastolatek. A ja właśnie słuchałem Pink Floydów czy Rolling Stonesów i ich piosenek chciałem użyć w ścieżce dźwiękowej. Początkowo nawet to zrobiłem. Problem jednak polegał na tym, że nie mogliśmy zdobyć praw autorskich. Przez długi czas nie otrzymywaliśmy na nasze zapytania żadnej odpowiedzi. W pewnym momencie doszło do mnie, że pewnie się już nie doczekam. Zacząłem więc szukać innej muzyki i chcąc nie chcąc, musiałem ją podmienić. Postanowiłem jednak zostawić scenę, w której jeden z bohaterów mówi, że słucha Pink Floydów. Tak jednak nie jest, bo piosenka, którą słyszymy, została napisana specjalnie na potrzeby filmu. Ale nabiera to dodatkowego smaczku, bo widz może sobie pomyśleć, że coś z tym bohaterem jest nie tak. A przecież jest (śmiech).

@RY1@i02/2017/014/i02.2017.014.196000200.801.jpg@RY2@

fot. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

Damien Bonnard oraz India Hair w filmie "W pionie"

OWCA ZJADŁA WILKA

A jeśli jest poważniej, niż się wydaje? Można się tym filmem oburzyć, można przestraszyć, jednak najwięcej będzie chyba widzów rozbawionych. Alain Guiraudie w filmie "W pionie" balansuje między tym, co zakazane, a tym, co zabawne. Jak w "Ulicy Sezamkowej" między dwoma Z kryje się jeszcze literka P. P jak powaga. "W pionie" to bowiem opowieść o tym, jak zachować usztywnioną postawę wobec zgrubień i zniekształceń rzeczywistości. Wiejska odyseja niespełnionego filmowca jest w filmie Guiraudiego transpozycją zagrożeń współczesności. W tym aspekcie mityczny motyw wilków czyhających na ofiary staje się dosyć poważnym wołaniem o pomoc. Nie dajmy się zagryźć.

Można jednak - a kto nam zabroni? - oglądać "W pionie" również bez tego rodzaju interpretacyjnej czy ideologicznej otoczki, jako surrealistyczną balladę z elementami hard coreu. Ci, którzy widzieli poprzedni film Guiraudiego, "Nieznajomego nad jeziorem", wiedzą, o czym mówię. Dla twórcy "W pionie" nie ma tabu, przekroczenia są zaś sexy. Co kto lubi. Znam purystów, chociaż sam do nich nie należę, którzy nie będą uszczęśliwieni mocną sceną seksu młodego mężczyzny i geriatrycznego staruszka w rytm szlagieru w stylu Pink Floyd albo naturalistyczną sekwencją narodzin dziecka. W kinie Alaina Guiraudiego fizjologia i cielesność stają się ideologią ducha - wektorem napędzającym nie tylko myślenie, lecz w ogóle istnienie człowieka.

Wspominałem wcześniej również o zabawie, jaką dostarcza film, ale to zabawa ekscentryczna, w duchu tradycji francuskiej: "Gargantui i Pantagruela" Rabelaisgo czy do pewnego stopnia "Colasa Breugnona" Romaina Rollanda. Alain Guiraudie funduje nam w "W pionie" rozrywkę z przekrzywionymi zębami i krostkami na dupie. W opowieści o młodym filmowcu Léo, który świadomy pogłębiającego się kryzysu twórczego w poszukiwaniu tematu na film trafia do widmowego, niemal bezludnego pasterskiego rejonu na południu Francji, gdzie - jak mówią legendy - stacjonuje bestia z Gévaudan, nie doczekamy się bonusu za cierpliwość. Więcej groteski niż logiki. Léo uprawia seks z pasterką Marie, odrzuca amory jej ojca, ciekawi go wycofany chłopiec mówiący o wyjeździe do Australii. Rodzi się dziecko, hormony buzują, noc jest ciemna. Trzeba mieć się na baczności. Zachować pion. Żeby wilk był syty i owca cała. Albo - jak kto woli - żeby owca zjadła wilka. Łukasz Maciejewski

Rozmawiał Kuba Armata

@RY1@i02/2017/014/i02.2017.014.196000200.803.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.