...to jest Polska narodowa
TEATR NOWY Dwa przedstawienia w Poznaniu - świetna "Ambona ludu" i mniej udane "Mosdorf. Rekonstrukcja" - ukazują Polskę zakleszczoną w lęku, fobiach i zapiekłej nienawiści
Prawda to już niejeden raz przeze mnie przywoływana. Najwięcej o Polsce - niezależnie od okoliczności - mówi "Wesele" Stanisława Wyspiańskiego. Przypomniałem sobie o tym znowu, gdy siedząc na zatłoczonej widowni Teatru Nowego w Poznaniu, oglądałem nowy spektakl Piotra Kruszczyńskiego. Rzecz jasna, dyrektor Nowego nie wystawił sztuki Wyspiańskiego, a zamówiony przez siebie tekst Wojciecha Kuczoka, ale mniejsza z tym. Przypominałem sobie na "Ambonie ludu" widowisko sprzed lat - "Albośmy to jacy, tacy" w inscenizacji Piotra Cieplaka. Pierwszą część tamtego seansu rozgrywał Cieplak na podwórku warszawskiego Teatru Powszechnego i przechodziły przed nami postaci znane z życia publicznego ówczesnego czasu. Mówiło się o przykuwaniu do drzew w dolinie Rospudy, spektakl tętnił echem tamtych politycznych jatek. W drugim fragmencie już na scenie dostawaliśmy zatrzymany w kadrze obraz niczym rekonstrukcję oryginalnego "Wesela" z początku wieku. Wtedy był koniec maja 2007 roku, reżyser postanowił wykrzyczeć swój protest przeciw tamtej naszej rzeczywistości.
Bardzo mi tamten gest zaimponował, w końcu artysta też człowiek i ma prawo do wściekłości na swój kraj i na świat. Coś podobnego łatwo dostrzec w "Ambonie ludu". Przywołanie "Wesela" też nie jest całkiem od rzeczy, bo powiedzieć, że Kuczok napisał nowe "Wesele", byłoby grubą przesadą, ale jego sztuka ma w sobie wiele cytatów z polskiej klasyki, w tym z arcydramatu Wyspiańskiego oczywiście. Poza tym założenie jest podobne. Oto w brzozowym lesie w oczekiwaniu na teatralną próbę spotykają się przedstawiciele różnych warstw dzisiejszego polskiego społeczeństwa. Trafiają tam nie do końca wiadomo dlaczego, ale to nie ma większego znaczenia. Ważne, iż się ścierają, wymieniają słowa, z każdą chwilą lepiej widząc - a my wraz z nimi - że o jakimkolwiek porozumieniu nie może być mowy. Przeciwnie, każda chwila prawdziwej albo pozorowanej rozmowy pogłębia podziały, każde kolejne zdanie udowadnia, że choć mówimy tym samym językiem, co innego poprzez te same słowa rozumiemy.
Niby niewiele w tym nowego, a jednak przedstawienie Piotra Kruszczyńskiego robi potężne wrażenie. Jego zalążek powstał z górą rok temu podczas pracy na festiwalu Sopot Non Fiction, ale gotowa wersja musi od pierwszych przymiarek różnić się diametralnie. To dobrze, że szef Nowego zaprosił do pracy Wojciecha Kuczoka, przecież jednego z najważniejszych naszych prozaików średniego już pokolenia. Kuczok ma słuch na polską codzienność, łowi mocne zdania i włącza je do swojego tekstu. Nie kryje przy tym swych poglądów, co jest zrozumiałe, ale w przypadku pracy dla sceny mogłoby zepchnąć rzecz całą ku publicystyce. Coś z tego pozostało, stanowiąc dla autorów spektaklu barierę do przeskoczenia. Musieli bowiem zbudować teatr niejako ponad gotowymi, wdzięcznymi nawet bon motami, niejako obok oratorskiej swady pisarza. Nie znam dramatu "Ambona ludu" w autorskiej wersji, ale widzę, że jakość poznańskiego przedstawienia powstała ponad tekstem. Z relacji między aktorami, z ich ingerencji w scenariusz, z emocji, od których widowisko aż pęcznieje. Co nie znaczy oczywiście, że wydarzyło się to wbrew utworowi Wojciecha Kuczoka.
Mirek Kaczmarek zbudował w Nowym fantastyczną scenografię - znak. Wszystko odbywa się w brzozowym lesie: realnym, a przecież zakorzenionym w polskiej mitologii. Za drzewami umieszczono toi toie, postaci przysiadają na chwilę na pniach albo zdezelowanych lotniczych fotelach, nad wszystkim zaś góruje tytułowa ambona. Mamy więc miniaturę świata po naszej polskiej katastrofie. Wszystko zaczyna się od powstania z miejsc, bo usłyszymy zaraz hymn, ale nie ten, którego się spodziewamy. A potem oglądamy wiele Polsk wcielonych w bohaterów. Dwóch kiboli (Marcin Kalisz, Filip Frątczak) wspomina z rozrzewnieniem kolejne ustawki, trener (świetny Aleksander Machalica) przedstawia swój model tradycji i przyzwoitości, aktorzyca (Maria Rybarczyk) pielęgnuje w sobie mit o własnej wielkości, młoda dziennikarka (Karolina Głąb) szuka w lesie bohaterów swego vloga o ludziach wybitnie nieciekawych. Jest dyrektor teatru (Waldemar Szczepaniak), a w końcu zblazowany reżyser (Mateusz Ławrynowicz portretuje ludzi znanych w środowisku), który najchętniej przytulałby się do pni drzew. Pani profesor (poruszająca Daniela Popławska), szara jak tablica w jej uczelni, najpierw wygłasza wykład o tym, jak w Polsce święci się kibolskie kastety, potem opowiada o codziennej dotykającej nas agresji i wszechobecnej na nią znieczulicy. Na biało, pozornie niczym beznamiętną relację, a i tak dreszcze chodzą po plecach.
Nie ma co kryć, że "Ambona ludu" musiała wziąć się z buntu i przerażenia dzisiejszą Polską. Znaczenie poznańskiego przedstawienia tkwi jednak w tym, że wstrzymuje się ono przed ostatecznym osądem, próbuje równoważyć racje i spojrzenia. Obraz wychodzi jednak tak, jak rozdarta biało-czerwona materia na plakacie do spektaklu. Polska zapiekła w nienawiści do wszystkich innych, karmiąca się snem o swej potędze, zaściankowa i naładowana agresją. To jedna z Polsk, tyle że dzisiaj ona dominuje - zdają się mówić autorzy spektaklu.
Piotr Kruszczyński jako dyrektor Teatru Nowego w Poznaniu tak zaprojektował pierwszą część sezonu, by pokazywane tam inscenizacje ze sobą rozmawiały, wzajemnie rzucały na siebie światło. W "Ambonie ludu" mamy nasze dziś, w spektaklu "Mosdorf. Rekonstrukcja" autorstwa i w reżyserii Beniamina Bukowskiego próbę odpowiedzi na pytanie o prapoczątki toksycznych ideologii. Bukowski w centrum skromnej inscenizacji stawia Jana Mosdorfa (Łukasz Chrzuszcz) - działacza Młodzieży Wszechpolskiej, a potem założyciela Obozu Narodowo-Radykalnego, ale też człowieka, który mimo antysemickich poglądów ratował Żydów, zdobył doktorat z filozofii, pod kierunkiem prof. Władysława Tatarkiewicza, pisząc pracę o twórczości Augusta Comte’a. Zatem nacjonalista zdeklarowany, a jednak niejednoznaczny, człowiek, w którego niedługim życiu mieści się kilka biografii równoległych.
Bukowski miesza opowieść o Mosdorfie, granym przez Łukasza Chrzuszcza trochę tak, jakby to była bardziej groźna wersja jego Piszczyka z pobliskiego Teatru Polskiego sprzed kilku lat, ze współczesnymi przejawami polskiej nienawiści, komentarzami o wymiarze stricte politycznym. Wprowadza na scenę narratorkę (Antonina Choroszy), która siłą rzeczy buduje dystans między nami a opowiadaną przez siebie historią. Przyznam, że trochę mi to przeszkadzało, jakby Bukowski nie wierzył w potencjał swego spektaklu i bał się mówić nim bez podobnych podpórek. Ma "Mosdorf. Rekonstrukcja" siłę aktorów Nowego, ma mocny temat i bohatera, ale pozostaje w moim odczuciu dziełem jedynie naszkicowanym. Może taka była intencja reżysera, bo widać to w kilku sekwencjach, ale na koniec obraca się to przeciw całości. Mimo to warto zaserwować sobie w Nowym pakiet - oglądać "Ambonę ludu" i "Mosdorfa. Rekonstrukcję" w bliskim sąsiedztwie. Zamysł się udał, te spektakle rzeczywiście ze sobą rozmawiają.
Rzecz ostatnia nie jest związana z Poznaniem, a odległym od niego Białymstokiem. Słyszę, że nowy dyrektor tamtejszego Teatru Dramatycznego zdecydował, że spektakl "Biała siła, czarna pamięć" w reżyserii Piotra Ratajczaka de facto zejdzie z afisza, wycofał go też z festiwali, na które otrzymał zaproszenie. Szokująca i absurdalna to decyzja, bo "Biała siła..." to największy w ostatnich latach sukces białostockiej sceny, a przy tym przedstawienie - pisałem o tym w "Kulturze" - które łagodzi oskarżycielską wymowę znakomitego reportażu Marcina Kąckiego, aby stać się wypowiedzią o potencjale wspólnotowym, tak jak przed laty spektakle poznańskich Ósemek. Nowy dyrektor mówi, że interesuje go wyrabianie minimów, więc nie zazdroszczę mieszkańcom Białegostoku teatru z takim programem. Jest jeszcze czas, by wycofać się z tej decyzji. ⒸⓅ
@RY1@i02/2017/014/i02.2017.014.19600050a.801.jpg@RY2@
fot. Jakub Wittchen/Teatr Nowy w Poznaniu
Scena za spektaklu "Ambona ludu"
@RY1@i02/2017/014/i02.2017.014.19600050a.802.jpg@RY2@
fot. Jakub Wittchen/Teatr Nowy w Poznaniu
Scena ze spektaklu "Mosdorf. Rekonstrukcja"
Jacek Wakar
Polskie Radio
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu