Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Tańcz albo giń

18 maja 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Cały polityczny duch epoki zaklęty w kilkuminutowym spektaklu ruchu, tekstu, symboliki i tańca. To właśnie zrobił Donald Glover w teledysku "This Is America"

Aby pojąć fenomen "This Is America", trzeba w pierwszej kolejności zrozumieć, że to coś więcej niż klip. To musical. Piosenka i obraz tworzą nierozerwalną całość, która przynależy do obu światów: muzyki i filmu. Podobnie zresztą jak jej autor.

Kim jest Donald Glover

Dużo łatwiej wymienić, kim nie jest. Sam śmieje się, że wbrew temu, co regularnie przypisują mu niektórzy fani i media, na pewno nie jest synem Dannyego Glovera (aktora znanego m.in. z serii "Zabójcza broń"), którego dotąd nawet nie poznał osobiście. Obecny status człowieka renesansu i głosu pokolenia 34-letni Donald osiągnął zatem bez żadnej protekcji. Zajęło mu to mniej więcej dekadę.

Od samego początku równolegle rozwijał karierę muzyczną i filmową, wypuszczając serię hiphopowych mixtapeów pod pseudonimem Childish Gambino i pisząc scenariusze do sitcomów, w których z czasem zaczął także występować. Przełom nastąpił w ubiegłym roku, kiedy otrzymał Złoty Glob i Emmy za rolę (a w przypadku tej drugiej nagrody również za reżyserię) w serialu komediowym "Atlanta", najuczciwszym portrecie afroamerykańskiej klasy robotniczej, jaki kiedykolwiek widział mały ekran. Kilka miesięcy później Glover dołożył do trofeów nagrodę Grammy za funkowy przebój "Redbone". W przyszłym tygodniu na ekrany kin wchodzi zaś "Han Solo: Gwiezdne wojny - historie", gdzie Glover gra drugoplanową rolę młodego Lando Calrissiana. Wystarczyły fotosy z planu i trailery, by aktor skradł serca fanów sagi na długo przed premierą. Nic więc dziwnego, że Disney kuje żelazo póki gorące i już zapowiedział, że następny spin-off będzie poświęcony Calrissianowi.

Właśnie na fali promocji "Hana Solo" Glover został zaproszony do "Saturday Night Live", gdzie jako gospodarz odcinka wystąpił z fantastycznym monologiem, ale zarazem jako gość muzyczny wykonał dwa nowe utwory: "Saturday" i "This Is America". Zebrał za nie entuzjastyczne opinie, niemniej dopiero wypuszczone kilka godzin po emisji "SNL" wideo do tej drugiej piosenki rzuciło Amerykę na kolana. Glover z idola nerdów i hipsterów momentalnie przeistoczył się w autorytet. Dyskutuje się o nim w telewizjach śniadaniowych, talk-show i poważnych programach informacyjnych.

Historia przemocy

Teledysk "This Is America" zabiera nas w groteskowo-makabryczną podróż po kraju, w którym rozrywka jest ważniejsza niż sprawiedliwość. Dalece symboliczny jest już sam początek, gdy afrykańska melodia nagle ustępuje miejsca modnym południowoamerykańskim rytmom, a w kadrze pojawia się mężczyzna brzdąkający na gitarze - zresztą łudząco podobny do ojca Trayvona Martina, nastolatka, którego tragiczna śmierć w 2012 r. dała początek ruchowi Black Lives Matter.

Następnie obiektyw zauważa półnagiego Glovera, który zaczyna się wić niczym Jim Crow, karykatura czarnych z XIX-wiecznych wodewilów. Kamera ponownie zdejmuje "ojca Martina", teraz już zakapturzonego i w kajdankach, po czym Glover niespodziewanie wyjmuje pistolet i strzela więźniowi w tył głowy. Kiedy ciało zabitego jest przeciągane poza ekran przez dwóch chłopców, Glover nadal tańczy z głupkowatym uśmiechem, jak gdyby nic się nie stało, tak jakby czarne zwłoki nic nie znaczyły. Implikacja jest jasna: brutalna przemoc to codzienność Afroamerykanów i na nikim nie robi wrażenia.

Jakby na potwierdzenie tych słów, do Glovera dołączają kolejni nieletni, aby wesoło pląsać wraz z nim w wyludniowej scenerii miejskiej rodem z kultowego klipu "Bad" Michaela Jacksona. W międzyczasie chaos w tle narasta. Płoną samochody, kolejni ludzie umierają, ale wciąż liczy się tylko śpiew i taniec na pierwszym planie. W pewnym momencie Glover bezlitośnie morduje szybką serią z karabinu maszynowego radosny chór gospel, co prawdopodobnie stanowi nawiązanie do masakry z 2015 r. w kościele metodystów w Charleston w Karolinie Południowej.

Tymczasem dzieci nie ustają w tańcu, całkowicie zobojętniałe na okropieństwa obok. A te, które nie tańczą, nagrywają wszystko smartfonami. Normalizacja przemocy na tle rasowym odbywa się kosztem nie tylko czarnego życia, ale i czarnej niewinności. Eskapistyczne wygibasy, gdy świat wokół płonie, to oczywiście czytelna alegoria znieczulicy. Jednak taniec dla tej młodzieży zdaje się być również mechanizmem radzenia sobie ze stresem i ochroną przed obłędem, także tym serwowanym przez własne środowisko. Bo Ameryka Glovera to kraj oszalały na punkcie broni, kraj białych supremacjonistów, ale również kraj czarnych artystów współwinnych gloryfikacji i utrwalania przemocy.

Terapia szokowa

Znamienne, że w "This Is America" w ogóle nie pojawiają się biali sprawcy. Nawet w scenie ewokacji masakry w Charleston to Glover pociąga za spust. A jeśli w klipie widać ślady brutalności policji, to nigdy na pierwszym planie. Dlaczego? Glover jest zbyt inteligentny na zerojedynkową optykę. Niuansuje swój przekaz. Wie, jak skonsternować białych, ale wie także, jak sprawić, by czarni poczuli się niekomfortowo. Co nie znaczy, że wpisuje się w odwieczną narrację o wyłącznej odpowiedzialności czarnej Ameryki za przemoc, której ona sama doświadcza. Bynajmniej. Glover może i składa samokrytykę, ale przede wszystkim biorąc na siebie obie role - zabawiacza i mordercy - dobitnie uzmysławia widzom, w jak ograniczony sposób czarna kultura bywa postrzegana przez białych.

Innymi słowy, twórca funduje nam błyskotliwą terapię szokową, choć przecież nie odkrywa... Ameryki. W tej bowiem już od zarania czarni są patologizowani i monetyzowani jednocześnie. Są klasą wyzyskiwaną, na której zbudowano potęgę narodu. To nie przypadek, że czarna rozrywka stała się jedną z podstawowych metod maskowania tej ponurej rzeczywistości.

I kiedy chór kościelny śpiewa "Babcia powiedziała mi: bierz swoje pieniądze, czarny człowieku!", trudno jednoznacznie orzec, czy to wołanie o odszkodowania za setki lat cierpień czy apel o popłynięcie na fali drapieżnego kapitalizmu. Naturalna chęć przetrwania podpowiada raczej to drugie rozwiązanie, a więc świadome uczestnictwo czarnych w niemoralnym systemie, który ich kryminalizuje, ale zarazem daje profity. Sprawiedliwość wymaga jednak wyciągnięcia ręki po rekompensatę za krzywdy. Przykra rzeczywistość wygląda natomiast tak, że Afroamerykanie od pokoleń starają się osiągnąć oba cele i ostatecznie nie osiągają żadnego.

Krótki musical Glovera niezwykle kreatywnie odwołuje się do długiej historii czarnych wymyślających sposoby na wymianę bólu na kawałek tortu. To jest Ameryka - mówi nam artysta - i albo tańczysz, jak ci zagrają, albo giniesz. W finale klipu pojawia się scena zapewne nie bez przyczyny przypominająca słynne już "sunken place", czyli bezdenną otchłań, z której nie ma ucieczki, z nagrodzonego w tym roku Oscarem za scenariusz horroru "Uciekaj!" Jordana Peelea. Oto widzimy, jak Glover biegnie rozpaczliwie przed siebie pośród ciemności, ścigany przez jakichś ludzi majaczących tuż za jego plecami. Czy to stereotypowy motłoch usiłujący zlinczować czarnego? Ale za co? Za ujawnienie prawdy o Ameryce? A może porywacze planują po prostu zwrócić Glovera do scenariusza przypisanego mu w kulturze, w której czarny artysta nie jest podmiotem, lecz zabawką? Okrutny paradoks polega na tym, że rewelacyjne "This Is America", okrzyknięte już przez niektórych jednym z największych osiągnięć sztuki XXI w., wyszło spod ręki nowej gwiazdy Disneya. Tańcz albo giń.

@RY1@i02/2018/096/i02.2018.096.000001700.801.jpg@RY2@

fot. Materiały prasowe

Piotr Dobry

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.