Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Ostatnia ostoja wolności

19 grudnia 2019
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Za kierownicą wolno nam więcej niż w domu. Auta nie interesują nasze poglądy i to, z kim sypiamy. A szczególnie godne uwagi są modele „niepoprawne politycznie”

Świąteczne wydanie Magazynu DGP to tradycyjnie zbiór wyjątkowych materiałów przygotowanych przez zdolnych dziennikarzy i świetnie wykształconych publicystów o nieograniczonym horyzoncie myślenia. To mikołajowy wór, wypchany po brzegi tekstami i rozmowami, w których odnajdziecie mnóstwo refleksji, spostrzeżeń, pogłębionej wiedzy i bogatych doświadczeń. Innymi słowy, to idealny prezent dla ludzi robiących ze swojego mózgu właściwy użytek, lubiących poznawać inny punkt widzenia, odnajdujących w czytaniu przyjemność. I, szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia, jak to możliwe, że mój felieton motoryzacyjny co roku ląduje w tak doborowym towarzystwie. Raz, że pod względem intelektualnym pasuje do reszty materiałów jak rysunek mojego 4,5-letniego syna do obrazów Moneta. A dwa, że przecież samochodami nikt się już nie interesuje. Auta to zło w najczyst… pardon – najbrudniejszej postaci. Motoryzacja to choroba i powinna być na nią szczepionka. Samochody zabijają misie polarne. Topią lodowce. To przez nie w Suwałkach latem jest 30 st. C, a we Władysławowie najwyżej 11. Sprawiają, że się dusimy. Przez nie tegoroczne zbiory płaskurki są za małe. Samochody, how dare you? – że pozwolę sobie krzyknąć jak Greta Thunberg.

Myślicie, że żartuję? Z perspektywy Polski może jeszcze tak to nie wygląda, ale na Zachodzie auta kupują już wyłącznie ludzie, którzy palą papierosy, jedzą mięso, noszą wąsy, a św. Piotr zostawił im uchyloną szparę w drzwiach do niebios, bo wie, że w każdej chwili mogą się przy nich pojawić. Gdy ja miałem skończyć 18 lat, to już rok wcześniej zapisałem się na kurs jazdy samochodem, a egzamin zdałem dzień po urodzinach. Podobnie zrobili wszyscy moi koledzy, choć nie wszyscy za pierwszym razem. Tymczasem dzisiaj młodzi Brytyjczycy czy Holendrzy nie są zainteresowani czymś takim jak prawo jazdy. Niektórym kojarzy się to wyłącznie z nabyciem praw do tego, żeby mieć jazdy po wypaleniu jointa.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.