Nie bój się, bądź inny
J ak w większości rodzin, także i u mnie w domu dość często dyskutuje się o tym, które dziecko do kogo jest podobne. Nie tylko z wyglądu, lecz także charakteru czy zainteresowań. I gdyby nie fakt, że jedno ma po mnie oczy, drugie włosy (jeszcze), a trzecie mały palec u lewej nogi, to gotów byłbym przysiąc, że każde pochodzi od zupełnie innych rodziców. A nam po prostu podrzucono je na porodówce. Tak zaszalałem podczas każdego z trzech „pępkowych”, że równie dobrze mogli mi wydać główkę kapusty zawiniętą w ręcznik, a bym się nie zorientował.
Moja 10-letnia córka ma duszę artystki. Choć w mojej rodzinie nikt od pokoleń nie potrafi choćby pokolorować kółka bez wychodzenia za linię, ona tworzy na płótnie takie dzieła, że van Gogh przy niej to malarz pokojowy. W dodatku ma fioła na punkcie zwierząt. Ambitnie uczęszcza na lekcje jazdy konnej i od trzeciego roku życia powtarza, że chce zostać weterynarzem. Na Boga, przecież u nas nie ma żadnego lekarza od sierściuchów, a koń w całej historii był tylko jeden – na biegunach, wystrugany przez mojego dziadka.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.