Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Luksus egalitarny

Jazda pod prąd Lexusem UX 250h
Jazda pod prąd Lexusem UX 250h
8 sierpnia 2019
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

J est taki projektant mody Philipp Plein. Pan Plein ma nieograniczoną i wyjątkowo bujną wyobraźnię, co jest nieco dziwne, zważywszy na fakt, że to Niemiec. Projektuje ciuchy dla ludzi, którzy lubią publicznie pokazywać, że ich życie jest usłane 100-dolarowymi banknotami. Ludzi, którzy noszą na nadgarstkach zegarki tak duże, że człowiek jest autentycznie zaskoczony, iż co godzinę nie wyskakuje z nich kukułka. Ludzi, których domy pod względem wielkości przypominają tureckie hotele. We wszystkich 50 łazienkach, jakie w nich znajdziecie, zainstalowano krany z 24-karatowego złota. Po odkręceniu czerwonego kurka leci wódka Grey Goose, a z niebieskiego – szampan Mo ë t. Innymi słowy, Plein projektuje ciuchy dla całej moskiewskiej Rublowki. Jego buty odbijają światło z większą mocą niż panele słoneczne orbitalnego satelity. Marynarki wyglądają, jakby ktoś miał je na sobie podczas malowania mieszkania i wywalił się na puszki z farbą. Zwykły pasek do spodni, który przypomina brylantową kolię zdjętą z witryny Cartiera, kosztuje nawet kilka tysięcy złotych. Za dżinsy trzeba zapłacić równowartość 4–5 tys. zł. A cena tenisówek rośnie wraz z liczbą lumenów – najdroższe chodzą po 15 tys. zł.

Zastanawiacie się pewnie teraz, kto, na Boga, pragnie wydać takie pieniądze, żeby przebrać się za papugę arę. Chyba całkiem sporo osób, bo Plein w ubiegłym roku na czysto zarobił… 30 mln euro. Sądząc po jego zdjęciach na Instagramie, pieniądze te wydaje głównie na wizyty u barbera, swoje własne ciuchy i życie zgodne z ich stylem: jest dużo kolorów, blichtru i efekciarstwa. Oczywiście nie może zabraknąć samochodów – są i błyszczące mercedesy, i lambo, i ferrari. Niedawno na tym ostatnim pan Plein postawił buty autorskiego projektu, cyknął im foto i zamieścił na Insta. Bardzo nie spodobało się to Włochom. Stwierdzili, że – uwaga, uwaga! – Plein chce wypromować się na ich garbie i nielegalnie wykorzystał logo ich marki. Prawnicy firmy zażądali usunięcia fotki z sieci i jeszcze zasugerowali, że projektant ma… fatalny styl. Taka sugestia padła z ust gości pochodzących z tego samego kraju, co Armani, który na projektowanych przez siebie ciuchach zwykł umieszczać napis takiej wielkości, by z łatwością dał się odczytać z międzynarodowej stacji kosmicznej.

To nie pierwsze takie żądanie Ferrari. Jakiś czas temu prawnicy marki postraszyli procesem słynnego kanadyjskiego DJ-a i producenta muzycznego Deadmau5, który przerobił swój model 458 Spider – okleił go folią z wizerunkiem Nyan Cata (słynny internetowy mem), a logotypy marki przedstawiające rączego rumaka zastąpił obrazem kota. Dowcipnie i oryginalnie, prawda? Nie według Włochów. Ich poczucie humoru okazało się odwrotnie proporcjonalne do ich ego. Za to jeśli chodzi o pokorę, mają jej dokładnie tyle samo, co zdrowego rozsądku. Czyli wcale. Twierdzą, że w obu przypadkach bronią godności i dobrego imienia marki. Prawda jest jednak taka: pokazują, że stawiają siebie wyżej od pozostałych ludzi. Że są elitarni, wybitni i mają prawo mówić innym, jak żyć i co wolno robić, a czego nie ze swoimi samochodami. Co następnie? Czy jeżeli ktoś rozbije swoje ferrari, to dostanie rachunek od producenta za „zniszczenie dobrego imienia marki”? A co, jeśli sfotografuje je, gdy akurat jest upaćkane w błocie po sam dach? Przyślą mafię neapolitańską, by wyczyściła nie tylko auto, lecz także właściciela i całą jego rodzinę?

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.