Szczelina w północnokoreańskim murze
Wszystkie reżimy mają datę przydatności do spożycia, ale mają też pewien wpływ na to, kiedy ten moment nastąpi
Korea Północna w kulturze popularnej i dyskursie publicznym pełni funkcję uniwersalnego straszaka – każdy polityk o autorytarnych zapędach musi się liczyć z tym, że zostanie obwołany lokalnym Kimem, chcącym zamknąć całe społeczeństwo w obozach pracy. „I będzie jak w Korei Północnej” – piszą ludzie na forach internetowych. Problem jednak w tym, że niezbyt dobrze wiemy, jak jest w Korei Północnej. Nie wiedzą tego z pewnością czytelnicy reportaży z kategorii „co udało mi się sfotografować spod pachy w Pjongjangu”: można przypuszczać, że reżim północno koreański nie tylko ściśle monitoruje oficjalny przebieg wizyt obcokrajowców, lecz także wie, co i gdzie można tam sfotografować spod pachy. Podobnie pewną nieufność budzą seryjnie wydawane świadectwa uciekinierów z KRLD. I nie chodzi tu nawet o to, że są zafałszowane, bo z reguły nie są (choć bywają podkolorowane). Totalitarne państwa istotnie ogłupiają, głodzą, zabijają i niewolniczo eksploatują zastępy swoich obywateli. Rzecz w tym, że owe relacje przedstawiają tylko część prawdy o kieszonkowym imperium Kimów, tę część, która działa silnie na emocje. Emocje łatwiej sprzedać, właściwie to banalna obserwacja, nieodnosząca się, rzecz jasna, wyłącznie do spraw koreańskich.
Stagnacja czy strategia?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.