Jazzda, młodzi!
Stańko, Komeda czy Urbaniak mieli słuchaczy na całym świecie. Młodzi polscy jazzmani mają talent, renomę, ale czy mają dla kogo grać?
W środowisku jazzmanów krąży dowcip. Jeden z muzyków chwali się drugiemu: „Wydałem płytę”. „Super, a ile wydałeś?” – kolega pyta o nakład. „Niewiele – dom, samochód…” – słyszy w odpowiedzi. Przerysowane, ale jazzmanom, którzy nie mogą liczyć na tak liczne grono odbiorców jak muzycy grający pop, rap czy disco polo, nie jest do śmiechu. Chcąc się utrzymać na rynku, nagrywają płytę za płytą i koncertują, gdzie się da. Walka o przetrwanie miewa smutny finał: artysta daje koncerty, nie dostając honorarium.
Tak było w przypadku trasy „Polski Jazz 360 stopni”. Zaproszono artystów do klubów i domów kultury w całym kraju. Patronat nad wydarzeniem objęło Ministerstwo Kultury. Artyści wynegocjowali stawkę za konkretną liczbę występów, a mimo to część z nich nie otrzymała pieniędzy. Fundacja Polski Jazz tłumaczy, że zaległości wzięły się z nieprzyznania dotacji na drugą edycję projektu (mimo sukcesu ubiegłorocznej), a honoraria miały być pokrywane z ministerialnych środków. Koncerty zaczęły się na początku stycznia tego roku, choć decyzja, co z dofinansowaniem, nie przychodziła. Dopiero po wszystkim okazało się, że fundacja nie dostanie środków, o które wystąpiła. „Zapewniamy, że zaistniała sytuacja nie jest wynikiem nadużyć, a jedynie sprzężeniem niedoskonałości systemu grantowego oraz naszej naiwności” – czytamy w oświadczeniu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.