Mroczni turyści
Wyprawy na linię frontu, tereny powodziowe i obszary skażone – im bardziej niebezpiecznie, tym lepiej. Rośnie liczba ofert wyjazdów tam, gdzie nadal się rozgrywa tragedia
Wyszukanie w internecie ofert podróży do Afganistanu nie jest dużo trudniejsze niż znalezienie propozycji urlopu na Zanzibarze. W programie wycieczki do zniszczonego wojną kraju, którą organizuje brytyjskie biuro Hinterland Travel, jest m.in. Mazar-i-Szarif, pierwsze duże miasto poddane przez talibów po ataku amerykańskich bombowców w 2001 r. Opis całej wyprawy ilustrują zdjęcia niesprawnych, bezładnie porzuconych czołgów i wraków samochodów zostawionych na przykurzonej drodze górzystego pogranicza afgańsko-pakistańskiego. „Unikamy południowych terenów między Ghazni a Heratem ze względu na zbyt duże ryzyko” – zapewnia organizator. Lojalnie uprzedza też, że program podróży nie jest ustalony na sztywno: „Zastrzegamy sobie możliwość zmian, droga i pogoda mogą stanowić problem”. Brzmi groźnie. A wyprawa ma potrwać trzy tygodnie. Jej koszt to 3,8 tys. funtów (ok. 16,2 tys. zł), ale na własną rękę trzeba zadbać o ubezpieczenie, wizy i dodatkowe opłaty. Biuro podróży Untamed Borders, które z kolei organizuje dwutygodniowe wycieczki pod hasłem „Afganistan wiosną” oraz trekking w górach Wachan, informuje, że przewodnicy rygorystycznie egzekwują zasadę „albo pełne posłuszeństwo, albo do widzenia”.
Wojna przez lornetkę
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.