Lekarze rodzinni nie chcą współpracy z internistami
Ochrona zdrowia
Resort zdrowia planuje, aby grupowe praktyki z udziałem internistów i pediatrów wzmocniły system podstawowej opieki zdrowotnej. Pomysł krytykują specjaliści medycyny rodzinnej.
Zdaniem wielu ekspertów ukryte motywacje Ministerstwa Zdrowia są inne. Chodzi nie o poprawę opieki, ale o zagospodarowanie ponad 28 tys. internistów.
- Przez likwidację poradni chorób wewnętrznych oraz tendencję do przekształcania szpitalnych oddziałów internistycznych w specjalistyczne są grupą niewykorzystaną - przyznaje prof. Tomasz Grodzicki, internista i geriatra z Collegium Medicum w Krakowie.
Ponadto zgodnie z art. 14 nowelizacji z 24 sierpnia 2007 r. ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz.U. nr 166, poz. 1172) interniści, który w 2018 r. nie wykażą 10 lat pracy w zawodzie przed 2007 rokiem, nie będą mogli być zatrudniani w przychodniach POZ.
Zdaniem tych ostatnich zmiana proponowana przez resort tylko skomplikuje system lecznictwa. Problemem może być także inny zakres szkolenia specjalistów medycyny rodzinnej, internistów oraz pediatrów. Ci ostatni odbywają kształcenie w oddziałach szpitalnych, a nie w przychodni POZ.
- Lekarz pierwszego kontaktu musi ustalić diagnozę, rozpocząć leczenie, rozpoznać stan zagrożenia życia i koordynować dalszą opiekę nad pacjentem. Specjalista, który nie odbył ani jednego dnia szkolenia w POZ, może sobie z tym nie poradzić - uważa dr Tomasz Tomasik z Kolegium Lekarzy Rodzinnych.
Nie zgadzają się z tym interniści. Uważają, że ich wykształcenie medyczne jest na tyle wszechstronne, że wystarczy uzupełnić je o dodatkowy kurs przygotowujący do roli lekarza pierwszego kontaktu.
10 tys. lekarzy to specjaliści w zakresie medycyny rodzinnej
Beata Lisowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu