Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie można zrzucać winy na koronawirusa

13 grudnia 2020

Pół miliona mniej przyjęć u kardiologów, ponad 50 tys. mniej świadczeń w szpitalach z chorobami płuc, ponad 20 tys. mniej podejrzeń raka – statystyki nie pozostawiają złudzeń. Chorzy niecovidowi mają ograniczony dostęp do leczenia, a to przekłada się na zgony. Padają rekordy

W listopadzie zmarło dwa razy więcej osób niż przed rokiem – niemal 62 tys. wobec 31 tys., z czego w większości to nie były przypadki koronawirusa (ponad 50 tys. to chorzy non covid). Zapytaliśmy w Narodowym Funduszu Zdrowia, ile zostało udzielonych świadczeń opieki medycznej w kardiologii, chorobach płuc, rehabilitacji i psychiatrii od czasu wybuchu pandemii. Z wyliczeń wynika, że od marca do października zrealizowano ich 41 mln. To o ponad 11 mln mniej niż przed rokiem.

Spadki widać też przy wykrywaniu raka. Lekarz mający podejrzenie, że pacjent ma nowotwór, wystawia kartę DILO, uprawniającą chorego do szybszej ścieżki leczenia. Od marca do listopada włącznie wydano ich 198 tys. – to niemal o 24 tys. mniej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Szczególnie widoczne było to u lekarzy pierwszego kontaktu. Choć w sierpniu i wrześniu wrócili do liczby kart z poprzednich lat, to znów w listopadzie widać spadek o jedną czwartą. Te braki nie są nadrabiane w innych miejscach. Ani szpitale, ani specjaliści nie zwiększyli wykrywalności. W sumie liczba kart zmniejszyła się o 2,4 tys. (z 19,7 do 17,3 tys.). To oznacza jedno – tacy chorzy są przegapiani. Również dlatego, że sami boją się pójść na badania diagnostyczne. Eksperci nie mają wątpliwości – konsekwencje tego będą widoczne w kolejnych latach – wielu pacjentów, których dałoby się uratować, trafią na leczenie za późno.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.