Medycyny nie da się nauczyć na symulatorach, konieczne są i zaplecze kliniczne, i kadra
Andrzej Matyja: Na niepublicznych uczelniach już teraz są wolne miejsca na kierunkach lekarskich. Kiedyś, żeby zostać studentem medycyny, trzeba było mieć na maturze niemal 100 proc. punktów, teraz już wystarczy ją zdać na 30 proc. i można się zapisać na studia
Możliwość kształcenia lekarzy przez uczelnie zawodowe wprowadzana jest równolegle z kredytami na płatne studia medyczne. Łatwiej będzie otwierać kierunki medyczne i je finansować. Pieniądze z BGK trafią prosto na konto uczelni, a wykształcony w ten sposób lekarz przynajmniej przez 10 lat zostanie w kraju i popracuje w publicznym systemie. Czy to pana nie niepokoi?
Najbardziej niepokojący jest fakt, że przepisy te są wprowadzane tylnymi drzwiami, bez konsultacji. Trzeba sobie jasno powiedzieć: ustawa, którą opiniowaliśmy, dotyczyła wyłącznie stypendiów, czyli kredytów do odpracowania. Mieliśmy niewielkie zastrzeżenia, podobnie jak organizacje studentów i władze uczelni, ale po wyjaśnieniu sobie tych kwestii wszyscy pozytywnie ocenili kierunek zmian.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.