Takiej grypy jeszcze nie mieliśmy
Na globalny strach związany z koronawirusem nałożyła się zwiększona zachorowalność na grypę. To może doprowadzić do paniki. W aptekach już brakuje maseczek, a w przychodniach – testów na wirusa
Od początku roku z powodu grypy w Polsce zmarło 10 osób. A najgorsze – jeśli wierzyć lekarzom – dopiero przed nami. Sytuację mocno komplikuje to, że jej początkowe objawy są niemal identyczne jak w przypadku wirusa z Wuhan. W efekcie daje się odczuć większy niepokój niż w poprzednich sezonach grypowych. Coraz trudniej dostać się do lekarza, w przychodniach zaczyna brakować testów do diagnozy, niektóre leki znikają z półek szybciej niż kiedykolwiek, a maseczki higieniczne podrożały kilkukrotnie (część aptek już w ogóle ich nie sprzedaje).
Lekarze nie mają złudzeń i zgodnie mówią: „Grypa się rozkręca”. A fakt, że na początkowym etapie nie da się jej odróżnić od koronawirusa, może wywołać prawdziwą panikę. – Już teraz otrzymujemy dużo telefonów od chorych, którzy pytają, jak mają interpretować różne objawy – przyznaje prof. Grażyna Cholewińska-Szymańska, mazowiecka konsultant ds. chorób zakaźnych. I tłumaczy, że jeżeli ktoś nie był w ostatnim czasie w Azji oraz nie miał kontaktu z kimś, kto miał możliwość spotkać chorego z 2019-nCov, to wyklucza się możliwość zakażenia. Niemniej zdaniem samych lekarzy najprawdopodobniej nie uda się nam uniknąć przypadków choroby szalejącej w Chinach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.