Skąd wziąć pieniądze na zdrowie?
T rzy cechy polskiego sektora ochrony zdrowia najczęściej wymieniane w dyskusji publicznej oraz domowych rozmowach: kolejki, brak lekarzy i pielęgniarek, za mało pieniędzy. Rozwiązanie problemu dostępności wiąże się z dostępem do lekarzy i lepszą organizacją, a te z kolei wymagają pieniędzy. Z nimi jest problem od początku powstania systemu powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego w 199 9 r . Wtedy podjęliśmy ryzykowaną decyzję o niedoszacowaniu składki zdrowotnej, która według analiz już na starcie powinna liczyć 11 proc., a nie 7,5 proc., czy 9 proc. (od 200 7 r .). Przy czym 7,75 proc. składki odliczane jest od podatku dochodowego, nasza bezpośrednia opłata to tylko 1,25 proc. Od zasady tej jest jednak wiele wyjątków, które uprzywilejują niektóre grupy społeczne – to np. osoby ubezpieczone w KRUS oraz prowadzące działalność gospodarczą. Konsekwencje niskiej daniny na rzecz zdrowia oraz brak solidaryzmu w płaceniu składek wyostrzały się wraz z niską skłonnością kolejnych rządów do zwiększania nakładów budżetowych.
Pozory poprawy sytuacji wynikały ze wzrostu przychodów ze składki, które rosły wraz z poprawą koniunktury gospodarczej. W latach 2009–2019 przychody NFZ wzrosły z prawie 57,6 mld do ponad 93 mld zł. Nie zmienia to tego, iż na tle innych krajów OECD od dekad należymy do najmniej skłonnych do inwestowania w zdrowie. Łączne wydatki na zdrowie w relacji do PKB są od lat o więcej niż 2 proc. niższe niż średnia w tej grupie krajów. Taki sam dystans dzieli nas w kategorii wydatków publicznych, które nigdy nie przekroczyły 4,5 proc. przy średniej ok. 6 proc. Panaceum miała być tzw. ustawa 6 proc. PKB, która rozpisała drogę dojścia do tego poziomu w 2024 r. Jej słabością było założenie zbyt niskiego tempa wzrostu nakładów, zważywszy, że powstawała w szczycie koniunktury gospodarczej, kiedy istniała przestrzeń dla bardziej ambitnego myślenia o niedoinwestowanym systemie lecznictwa. Dowodem na to jest kontrowersyjny sposób naliczania wartości wydatków na sektor zdrowia, w którym minimalny poziom nakładów wyznacza PKB sprzed dwóch lat, co jest odmienną metodologią od tej stosowanej w OECD. Prawdą jest, że w 2019 r. do kasy NFZ wpłynęło prawie 8 mld więcej niż rok wcześniej, jednak w statystykach międzynarodowych nasz udział wydatków publicznych do PKB spadł z 4,5 proc. w 2018 r. do 4,3 proc. Zatem z euforii nici. Co potwierdzają też uczestnicy sektora, w szczególności pacjenci, borykający się wciąż z problemem późnej diagnozy, odraczanego leczenia, którego jakość budzi też wiele zastrzeżeń. Narzeka personel medyczny, mimo że jego zarobki wzrosły. Dostrzega on jednak niedoszacowanie procedur i archaiczne modele organizacji systemu, które utrzymuje się, aby pokryć koszty świadczeń i nie narażać placówki na straty finansowe. Przegranymi jesteśmy więc wszyscy. Jak pokazują eksperci Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – PZH w najnowszym raporcie nt. stanu zdrowia Polaków, żyjemy coraz krócej i będzie jeszcze gorzej, ponieważ zapadalność na wiele chorób cywilizacyjnych lawinowo rośnie. Do tego dochodzą skutki pandemii COVID-19, te bieżące, wyrażone gwałtownym wzrostem śmiertelności, i te odległe związane z powikłaniami po zakażeniu oraz niediagnozowanymi i nieleczonymi w czasie pandemii chorobami.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.