Kolejne rekordy na porodówkach
W Polsce aż 47 proc. dzieci przychodzi na świat przez cesarskie cięcie. To jeden z najwyższych wskaźników w Europie. W przypadku porodów naturalnych dostęp do znieczulenia jest mocno ograniczony. Niemal 90 proc. odbywa się bez niego – wylicza NFZ
W jednym z mazowieckich szpitali, w którym odbywa się ponad 1 tys. porodów rocznie, jeżeli kobieta rodzi siłami natury, to na poród bez bólu nie ma szans. Powód? Brak anestezjologa. Jest jeden - pracuje od godz. 8 do 15, co umożliwia przeprowadzanie planowanych cięć cesarskich. Jeżeli trzeba przyjść w nocy ze względu na nagłe powikłanie wymagające szybkiego cięcia - rozwiązanie jest takie, że specjalista przybiega z leżącego 200 m dalej innego budynku szpitalnego.
Nasi rozmówcy są zgodni: niewystarczająca kadra to główna przyczyna braku znieczuleń. Po raz pierwszy tzw. znieczulenie na żądanie wprowadził minister zdrowia za czasów poprzednich rządów w 2015 r., NFZ zaczął osobno finansować tę procedurę. Szybko okazało się jednak, że choć liczba znieczuleń wzrosła w porównaniu z poprzednimi latami, to nadal odsetek jest znikomy. Na początku wahał się między 6 a 7 proc. Przy kolejnych rządach nie widać zmiany - w ostatnich latach oscyluje wokół ok. 10 proc. Eksperci wskazują, że to bardzo mało. Dla porównania: jeśli w szpitalu jest dostęp do znieczulenia, z prawa do rodzenia bez bólu korzysta 50-60 proc. rodzących siłami natury. - W stolicy każdy szpital ma taką opcję. Ale w całym województwie może 10-15 proc. placówek posiada taką ofertę - wylicza prof. Bronisława Pietrzak, konsultant ds. położnictwa i ginekologii na Mazowszu. Dodaje, że jest to niedopuszczalne. Ale taka właśnie sytuacja jest w wielu szpitalach - albo ich nie stać na to, albo nie są w stanie znaleźć pracownika.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.