Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Rząd na półmetku - bilans reform. Opieka zdrowotna

DWA LATA RZĄDU DONALDA TUSKA

Kilka miesięcy później Ewa Kopacz rozpoczynała pracę w komfortowych warunkach. Wystarczyło powiedzieć, że ma się plan i wiedzę, jak wyprowadzić służbę zdrowia z zapaści, by zaskarbić sobie zaufanie lekarzy i pacjentów.

"Powszechność dostępu do świadczeń zdrowotnych, taka realna dostępność, wymaga istotnych zmian w systemie ubezpieczenia zdrowotnego (...). Najlepiej obmyślony plan naprawy systemu ochrony zdrowia nie powiedzie się, jeśli zabraknie pacjentów (...), jeśli przy pacjentach zabraknie pielęgniarek i lekarzy" - słowa z expose premiera Tuska miały pokazać, że nowa władza przychodzi przygotowana. Premier zapowiedział zwiększenie dostępności do usług medycznych. Mówił o podziale NFZ na konkurujące między sobą instytucje ubezpieczenia zdrowotnego, przekształceniu szpitali w spółki prawa handlowego, zwiększeniu środków z budżetu na wynagrodzenie stażystów i rezydentów. W tych słowach wspierała go Ewa Kopacz.

Dziś na półmetku kadencji opozycja nie zostawia na minister suchej nitki i domaga się jej dymisji. A ona sama? Zdaje się być przekonana, że zrobiła, co było w jej mocy.

Tym, co udało się Ewie Kopacz osiągnąć, jest tak zwany pakiet ustaw pacjenckich. Czyli ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, akredytacji w ochronie zdrowia i konsultantach w ochronie zdrowia.

Sama minister do swoich sukcesów zalicza też tzw. ustawę koszykową. Nowelizacja weszła w życie 1 stycznia 2009 r. Cała opozycja, zadziwiająco zgodnie, uznała jednak koszyk za fiasko. Zarzuty? Głównie takie, że to plagiat projektów poprzedników obciążony błędami merytorycznymi.

Minister Kopacz chwali się również ustawą zmieniającą algorytm podziału środków z NFZ. Odbywa się to obecnie według liczby płatników składek zdrowotnych w województwie, a nie jak dotychczas według dochodu na jednego mieszkańca.

Minister zdrowia broni się, że jej poprzednicy jedynie zauważali problem, a dopiero ona postanowiła działać. Tak jest z łataniem dziury pokoleniowej w środowisku lekarskim. Ewa Kopacz przekonuje, że to ona doprowadziła do uproszczenia i przyspieszenia procedury specjalizacji. Dzięki temu nowi lekarze szybciej trafią na rynek.

Co ciekawe, nawet krytycy pani minister zwracają uwagę, że sytuacja ekonomiczna lekarzy poprawiła się. Szkoda - zastrzegają jednak recenzenci - że lepiej nie powodzi się reszcie personelu.

Opozycja nie ma jednak wątpliwości: lista porażek Ewy Kopacz jest długa. Plan pani minister zakładał ustawowe przekształcanie ZOZ-ów w spółki kapitałowe działające w oparciu o prawo handlowe oraz przekazanie 100 proc. kapitału zakładowego do samorządów, które mogłyby podejmować decyzje o sprzedaży udziałów. Jednak zgodnie z zapowiedziami prezydent zawetował tę ustawę. Podobny los spotkał ustawę o pracownikach ZOZ-ów, która mówiła o zrównywaniu czasu pracy zatrudnionych w warunkach, które mogą być szkodliwe.

Minister ogłosiła wówczas, że ma w zanadrzu plan B, przemianowany na "Ratujemy polskie szpitale". Według niego to samorządy decydują o przekształceniu szpitali w spółki. Program wystartował w kwietniu tego roku, przewidziany jest na trzy lata. Czy się uda? Ministerstwo deklaruje, że zainteresowanie wyraziło blisko 100 szpitali, 50 przychodni i ich organy założycielskie. Zdaniem opozycji faktycznie zainteresowanych jest kilka placówek, a finansowa pomoc państwa to wielka niewiadoma.

W expose premiera i wypowiedziach minister była także mowa o likwidacji NFZ, czyli decentralizacji i demonopolizacji płatnika. Fundusz miał zniknąć do 2010 r., a na jego gruzach miało powstać siedem publicznych towarzystw ubezpieczeń zdrowotnych. Z tych obietnic nic nie wyszło. Słuch zaginął też po ustawie o dodatkowym dobrowolnym ubezpieczeniu, która miała być konsekwencją decentralizacji NFZ.

Dziś minister tłumaczy, że ważniejsze od likwidacji Funduszu jest uszczelnienie systemu. I że nie zrezygnowała z planów rozbicia monopolisty. Najpierw jednak musi zadbać o to, by pieniądze przeznaczane na system ochrony zdrowia się nie rozchodziły po kościach. Miały temu służyć przeglądy listy leków refundowanych co trzy miesiące i ultranowoczesny sposób zabezpieczania recept (miał działać od lipca 2008 roku). Z obu obietnic nic nie wyszło.

Smutną tradycją stało się, że publiczne szpitale pod koniec roku mają problemy finansowe. Teraz jednak NFZ uznał, że za chorych ponad plan nie zapłaci, bo sam musi zacisnąć pasa. Ewa Kopacz niespełna miesiąc temu informowała, że według szacunków Ministerstwa Finansów ze składek w przyszłym roku może spłynąć ponad miliard złotych mniej na służbę zdrowia. Jednak Naczelną Radę Lekarską niepokoją dwie rzeczy. Spadające przychody Funduszu szybko uznano za wynik wzrostu bezrobocia i spadku wynagrodzeń, a premier wycofał się z podniesienia składki na powszechne ubezpieczenie zdrowotne. "Zamiast tego rząd apeluje do pracowników ochrony zdrowia o umiar w żądaniach płacowych, a do dyrektorów placówek opieki zdrowotnej o racjonalne gospodarowanie środkami z kontraktów" - czytamy w oświadczeniu NRL.

Koniec z płaceniem za tzw. nadwykonania i zmniejszenie kontraktów na przyszły rok spowodują powiększanie się długów szpitali i przychodni. Kłopoty nie ominą też niepublicznych placówek, które zostaną zmuszone do wycofywanie się z kontraktów z NFZ. Konsekwencje? Rosnące kolejki pod gabinetami i frustracja lekarzy. To czarny scenariusz. Czy jest prawdopodobny? Tak, bo podobne już przerabialiśmy.

W przyszłym roku nastąpi dramatyczne pogorszenie warunków finansowania leczenia szpitalnego. Od dłuższego czasu wiadomo było, że konieczne będzie zwiększenie finansowania opieki medycznej ze środków publicznych. Nawet premier w kwietniu 2008 r. zapewniał, że widzi problem, i zapowiadał zwiększenie składki na ubezpieczenie zdrowotne o 1 proc. To była publiczna deklaracja dla uspokojenia środowiska medycznego. Teraz się z niej wycofał.

Tymczasem już wiadomo, że kontrakty szpitalne podpisywane z NFZ na przyszły rok będą o około 10 proc. niższe od obecnych. Musi się to odbić na pacjentach.

Pani minister zapowiadała reformę szpitali, decentralizację NFZ, wprowadzenie ubezpieczeń dodatkowych i koszyka świadczeń. Z reformy ZOZ-ów nic nie wyszło, bo rząd nie chciał zawrzeć kompromisu w sprawie przekształceń szpitali. Warunkiem kompromisu było to, że szpitale mają działać nie dla zysku. Tego ani pani minister, ani premier nie chcieli zaakceptować. Plan B, który ruszył w kwietniu tego roku, okazał się niewypałem. Konstytucja mówi, że obszar ochrony zdrowia trzeba regulować ustawą, a nie uchwałą Rady Ministrów.

Również koszyk świadczeń okazał się fikcją. Jest pełen błędów, które NFZ swoimi zarządzeniami musi likwidować. W koszyku znalazły się nowe procedury, bez gwarancji, że pacjenci w dającym się przewidzieć czasie będą w ogóle mieli do nich dostęp.

Tymczasem pani minister nie zrealizowała również swoich obietnic wprowadzenia ubezpieczeń dodatkowych i decentralizacji NFZ.

Natomiast co się tyczy zdrowia publicznego, to obecny rząd jest pierwszym na świecie, który zastraszył ludzi szczepionkami w sytuacji potencjalnego zagrożenia epidemią. I za nic ma zarówno międzynarodowe badania, jak i zapewnienia ekspertów.

Plusy dwóch lat szefowania resortem zdrowia przez Ewę Kopacz? To, co było kontynuacją działań poprzedników. Np. opieka nad chorymi na hemofilię. Program, który był przygotowany za moich czasów, teraz może być realizowany. To samo dotyczy programu ochrony zdrowia psychicznego zapoczątkowanego przez prof. Religę.

Pani minister popełniła grzech główny w sprawie szczepionek. Dlatego nie ma kompetencji, by dalej pełnić swoją funkcję. Od czasu jej ostatnich wypowiedzi i działań nie mam do niej żadnego zaufania. Czy jestem za jej dymisją? Tak, z powodu dezawuowania szczepień ochronnych. Bo zdrowie publiczne to konstytucyjny obowiązek pani minister.

@RY1@i02/2009/223/i02.2009.223.000.0014.001.jpg@RY2@

Michał Rozbicki

Marek Balicki, minister zdrowia w gabinetach Leszka Millera i Marka Belki

Jeżeli chodzi o lekarzy, pewna poprawa nastąpiła. Zgoła inaczej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o wszystkich pozostałych: pacjentów, pielęgniarki i resztę personelu medycznego. Bo czy pacjenci stoją dziś w mniejszych kolejkach? Szczerze w to wątpię.

Podczas białego szczytu zarówno premier, jak i minister obiecali kilka ważnych rzeczy. Przede wszystkim miliard dodatkowo z budżetu państwa w 2009 r. na służbę zdrowia i jednoprocentową zwyżkę składki w 2010 r. Dziś wiemy, że to były puste obietnice.

Fikcją okazały się też rządowe półki pełne projektów ustaw. Do Sejmu kierowano słabo przygotowane projekty poselskie. Jak na przykład ten o przekształcenie szpitali w spółki. Nikt o zdrowych zmysłach nie wychodzi z takimi pomysłami, nie mając wszystkich spraw dopiętych na ostatni guzik. Gdyby zrezygnowano w ustawie z przepisu o obligatoryjności przekształceń szpitalnych, gdyby udziały podmiotów publicznych w tej ustawie zostały solidnie zabezpieczone, to cała dyskusja mogłaby inaczej wyglądać. A tak dziś łatwo jest swoją nieporadność i brak przygotowania usprawiedliwiać wetem prezydenta.

Co się udało pani minister? Pomniejszyć przychody NFZ poprzez likwidację ustawy o ubezpieczeniach komunikacyjnych zwaną podatkiem Religi. Chodziło o 800 mln zł rocznie. Innym wątpliwym sukcesem jest tzw. ustawa koszykowa. Dziś okazuje się, że ministerstwo w trybie ekspresowym, szybciej niż ustawę hazardową, musi poprawiać koszyk świadczeń, tak by nie znikły z niego przepisy korzystne dla pacjentów.

Co zaś się tyczy planu B, albo raczej planu "Ratujemy polskie szpitale", to z moich informacji wynika, że do udziału w nim zgłosiło się około 3 - 5 szpitali. Na jakieś 700 istniejących. Dlaczego tak się stało? Bo obietnice wsparcia dla placówek, które będą chciały się zrestrukturyzować, były mocno enigmatyczne. Wątpliwe były profity finansowe. Już wiadomo, że w 2010 r. nie ma funduszów na ten cel. Z wyjątkiem tego, co zostało z uchwały rządu premiera Kaczyńskiego, która miała wspierać szpitale. Z przewidzianych wówczas 700 mln zł ostało się jakieś 300 mln i one najpewniej zostaną przekierowane na program "Ratujemy polskie szpitale".

Najgorsze jednak jest to, że Ewa Kopacz nie przedstawiła żadnego spójnego planu, który w najbliższych latach polska służba zdrowia powinna realizować. W tej sytuacji najrozsądniejsze, co pani minister powinna zrobić, to podać się do dymisji. Bo szczerze wątpię, by w ciągu dwóch lat, które jej pozostały, a które jednocześnie są latami wyborczymi, stać ją było na coś śmiałego.

@RY1@i02/2009/223/i02.2009.223.000.0014.002.jpg@RY2@

Jacek Marczewski

Bolesław Piecha, wiceminister zdrowia w rządzie PiS

paulina.nowosielska@infor.pl

minister zdrowia w gabinetach Leszka Millera i Marka Belki

wiceminister zdrowia w rządzie PiS

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.