Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Resort nie ma pieniędzy, szpitale idą do sądu

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Ostatnie miesiące roku upłyną pod znakiem gigantycznych kolejek do szpitali. W NFZ brakuje pieniędzy, by zapłacić za wszystkich już w tym roku przyjętych pacjentów.

Szpitale zamierzają dochodzić swego w sądach, jednocześnie wstrzymują przyjęcia.

Minister zdrowia Ewa Kopacz w piątek ogłosiła: uruchomione zostały rezerwy NFZ i jeszcze w tym tygodniu do wojewódzkich oddziałów NFZ trafi dodatkowe 516 mln zł. Pieniądze mają być przeznaczone na leczenie onkologiczne, przeszczepy oraz zabiegi ratujące życie.

Przekroczone limity przyjęć

Wraz z przekazanymi wcześniej przez NFZ 1,1 mld zł powinno to wystarczyć na świadczenia ratujące życie. Kłopot w tym, że to nie rozwiązuje problemu przekroczonych limitów. Nie wiadomo, kto zapłaci za pozostałe zabiegi, które także uratowały ludziom zdrowie i w konsekwencji życie. NFZ pieniędzy na to nie ma.

Dyrektorzy szpitali nie przyjmują tego do wiadomości i próbują dochodzić swoich roszczeń na drodze sądowej.

Według danych NFZ w pierwszym półroczu tego roku odbyło się 45 takich spraw. Na mocy wyroków NFZ musi zapłacić szpitalom ponad 20 mln zł. Kolejne 103 sprawy nadal się toczą. Roszczenia sięgają ponad 165 mln zł. Na tym się nie skończy, bo kolejne szpitale już szykują się z pozwami. W sumie może chodzić o ponad 2 mld zł.

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Radomiu wciąż czeka na wypłacenie przez NFZ ok. 3,5 mln zł za pacjentów przyjętych ponad limit w pierwszym półroczu. - Jeśli rozliczenie będzie dla nas niekorzystne, skierujemy sprawę do sądu - zapowiada Bożenna Pacholczak, główna księgowa.

Do pozwania NFZ przymierzają się szpitale w całym kraju.

To jednak nie podoba się ministerstwu: - Idąc do sądu, dyrektorzy szpitali chcą postawić NFZ pod ścianą. Ale to fatalna metoda - mówi Jakub Szulc, wiceminister zdrowia.

Niektóre szpitale wiedzą, że większe szanse na wygrane z NFZ będą miały dopiero po pełnym rozliczeniu finansowym z NFZ za ten rok. Jak tłumaczy Bogusław Poniatowski, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, wtedy będzie jasne, czy Fundusz zapłacił za pacjentów ponad limit, czy nie.

Pieniądze trudno odzyskać

Tymczasem widząc, że droga do odzyskania pieniędzy jest długa, lecznice starają się wyrównać bilans. Skoro w pierwszym półroczu leczyły więcej ludzi, teraz muszą przyjąć ich dużo mniej. Chorych ustawiają więc w kolejki już na przyszły rok. Wstrzymanie przyjęć zapowiedziało Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku. Trzy tamtejsze kliniki: kardiologii, kardiochirurgii i chirurgii szczękowej, mają już dwukrotnie przekroczone kontrakty. Żądają od NFZ 40 mln zł.

Ograniczenia zabiegów planowych wprowadza się też w szpitalu w Stalowej Woli. - To totalnie patologiczna sytuacja - przyznaje dyrektor ds. lecznictwa Andrzej Komsa.

Jan Czeczot ze Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej nie ma złudzeń, że kolejki wszędzie będą coraz dłuższe, bo NFZ osiągnął granice wydolności. - Szpitale chcą i mogą przyjmować więcej chorych, ale sygnał z NFZ i ministerstwa otrzymują jasny: nie wolno - tłumaczy dyr. Czeczot.

Jak dodaje, przyszły rok nie zapowiada się lepiej. W jego ocenie pacjenci będą zmuszeni szukać pomocy w placówkach prywatnych. - Przy okazji pani minister puszcza oko do szpitali, by czym prędzej przekształcały się w spółki. Bo wtedy one także będą mogły usługi oferować chorym odpłatnie - dodaje Czeczot.

Iwona Dudzik

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.