Dziennik Gazeta Prawana logo

Zastosowanie in vitro daje nadzieję bezpłodnym

10 marca 2009

Ludzie, którzy nie mogą mieć własnych dzieci, przeżywają dramat. Czują się niesprawiedliwie pozbawieni naturalnego w swoim przekonaniu prawa, zubożeni o brak życiowego celu. Są skłonni zrobić wiele, jeśli nie wszystko, by ten stan rzeczy zmienić. Tak było zawsze i jest nadal.

Jeśli jednak bezpłodni z pokolenia naszych dziadków czy rodziców nie mieli szans na spełnienie marzeń o dziecku, dziś sytuacja wygląda inaczej. Współczesna medycyna dysponuje bowiem sposobami leczenia bezpłodności, z których najbardziej nowoczesne, zarazem dobrze sprawdzone i skuteczne, jest zapłodnienie in vitro.

Obecnie zapłodnienie in vitro jest powszechnie uznaną metodą. Stosuje się ją niemal na całym świecie, bo według WHO, czyli Światowej Organizacji Zdrowia, niepłodność jest chorobą społeczną. W jej wyniku tylko w Europie co siódma para nie może mieć dzieci. W Polsce problem ten dotyczy ok. 14 proc. par, czyli 1,3 mln kobiet w wieku rozrodczym i tylu samo mężczyzn. Gdy zawiodą inne metody leczenie bezpłodności, czyli farmakoterapia, a u pewnej części pacjentów interwencja chirurgiczna, największe szanse i nadzieje daje właśnie zapłodnienie in vitro. Teoretycznie jest u nas łatwo osiągalne. Bo właśnie w Polsce stosunkowo wcześnie zaczęto z powodzeniem stosować tę metodę, co oznacza zdobycie odpowiedniego doświadczenia i wykształcenie wysokiej klasy specjalistów. Aktualnie działa u nas 55 ośrodków leczenia niepłodności. Jedną z istotnych przeszkód, by skorzystać z dostępnych w Polsce możliwości, jest cena. Pełna kuracja in vitro w klinice średnio kosztuje 10 tys. zł. A trzeba się przecież liczyć z koniecznością powtarzania prób, gdyż nie zawsze po pierwszym zabiegu dochodzi do upragnionej ciąży. Ponadto badania i kuracja poprzedzające zabieg wymagają czasu, odpowiedniego nastawienia psychicznego i współpracy obojga partnerów z lekarzem prowadzącym. Wprawdzie samo implantowanie zarodków jest na ogół pięciokrotnie tańsze, ale to też wymaga wcześniejszej terapii.

Obecnie do tych, głównie finansowych utrudnień, dochodzi zamieszanie związane z projektami zmian regulacji prawnych w stosowania in vitro. Wymaga ich Unia Europejska. Jednak konkretne rozwiązania każdy kraj przygotowuje we własnym zakresie. Nasz polski projekt przyszłych reguł, przygotowany przez komisję kierowaną przez posła Jarosława Gowina, wywołał burzliwą dyskusję, w której nadzieje na prawny porządek mieszają się z poważnymi obawami o trudniejszy dostęp do procedur medycznych i ich mniejszą skuteczność.

W większości państw Europy Zachodniej, czyli tzw. starych członków UE, już dawno obowiązują ustawy regulujące problemy związane z leczeniem bezpłodności metodą in vitro. Przede wszystkim ośrodki, które prowadzą taką działalność, muszą uzyskiwać zezwolenie na nią. We Francji np. jest ono przydzielane najwyżej na 5 lat, a potem należy je odnawiać. Najwcześniej, bo już w 1984 roku, o regulacje prawne dotyczące leczenia bezpłodności zadbała Wielka Brytania. W tym też kraju po raz pierwszy zastosowano metodę in vitro.

Już dwa lata temu minął termin wdrożenia do polskich regulacji dyrektyw Parlamentu Europejskiego i Rady Europy z 2004 roku, nakazujących ustalenie jasnych norm dotyczących in vitro. Oczywiście nie mamy też ustaleń wynikających z bardziej szczegółowej dyrektywy unijnej z roku 2006. Za uchylanie się od wykonywania dyrektyw unii jej członkom mogą grozić kary finansowe.

Polskie placówki wykonujące in vitro działają w oparciu o kodeks etyki lekarskiej, ustawy o zawodzie lekarza i o funkcjonowaniu zakładów opieki zdrowotnej. Tymczasem problem leczenia dotyczy zdrowia, bezpieczeństwa i nadziei milionów ludzi, w placówkach znajduje się kilkanaście tysięcy zamrożonych zarodków, części z nich nie można już przypisać żadnej konkretnej parze. I nie ma odpowiedzi na pytanie, co z nimi dalej robić. Taki stan trzeba wreszcie zmienić, nie tylko ze względu na zalecenia unijne.

Już wiosną ubiegłego roku została powołana specjalna komisja, która miała przygotować projekt prawnych regulacji, ale finał jej działań wciąż jest odległy i trudny do przewidzenia. Pracami komisji kierował poseł Jarosław Gowin (PO), a w skład zespołu wchodzili specjaliści z zakresu prawa, biologii, genetyki, etyki, teologii i oczywiście medycyny. Tyle że nie było wśród nich lekarzy zajmujących się metodą in vitro. Wprawdzie jako obserwatora powołano profesora leczącego bezpłodność, ale nie miał on prawa głosu.

Zespołowi nie udało się jednak osiągnąć pełnego porozumienia tak w sprawie in vitro, jak i komórek macierzystych. Powstały natomiast dwa warianty przyszłych rozwiązań. Jeden z nich uchodzi za restrykcyjny, drugi za pragmatyczny.

Według jednego z wariantów prawo do zapłodnienia in vitro powinny mieć wyłącznie małżeństwa. To wyklucza pary żyjące w konkubinacie i samotne kobiety. W myśl tej wersji projektu przy wykonywaniu wszystkich zabiegów medycznych powinno obowiązywać założenie, że zarodek już od chwili zapłodnienia jest człowiekiem. Co oznacza, że podlega takiej samej ochronie prawnej jak ktoś już urodzony. Stąd nakaz ograniczenia procedur medycznych do takich, przy których nie powstałyby nadprogramowe zarodki. Bo nie wolno ich zamrozić do ewentualnego późniejszego wykorzystania ani tym bardziej zniszczyć. Niemożliwa byłaby także adopcja zarodków, również tych, które już istnieją. Kolejny zakaz dotyczy diagnostyki przedimplantacyjnej zarodków, której celem jest wybór najsilniejszego, pozbawionego ewentualnych wad genetycznych. Nie wolno byłoby także użyczać cudzych komórek jajowych i plemników parom całkowicie bezpłodnym. Co w praktyce całkowicie wyklucza ich z możliwości doczekania się własnego dziecka.

Projekt nazywany pragmatycznym uznaje, że prawo do posiadania dziecka przysługuje nie tyko małżeństwom. Klauzula taka oznaczałaby bowiem dyskryminację niezgodną z konstytucją, która głosi równość wszystkich obywateli. W tym rozwiązaniu dopuszcza się także mrożenie zarodków, ich adopcję, a także użyczanie bezpłodnym komórek rozrodczych. Ponadto, co ważne nie tylko dla in vitro, lecz rozwoju wielu dziedzin medycyny, zezwala się badania na komórkach macierzystych, które nie pochodzą z embrionów. Za działanie słuszne uznana została także diagnostyka zarodków przed ich implantacja, w celu wybrania najlepiej się rozwijających. Czyli takich, które dobrze rokują przyszłej ciąży i zdrowiu przyszłego dziecka.

Łatwo się zorientować, że różnice pomiędzy dwoma wariantami przygotowanego projektu wynikają ze względów światopoglądowych. Wiadomo, że w takich sporach szczególnie trudno o porozumienie. Zwłaszcza, że gdy tylko wyniki prac komisji zostały przedstawione publicznie do dyskusji włączyli się zwolennicy i przeciwnicy zaproponowanych rozwiązań. Często bardzo odlegli od problemów medycznych w ogóle, wiedzy o leczeniu i technikach przezwyciężania bezpłodności, rodzicielstwie itd. I choć komisja nie wypowiedziała się w ogóle na temat ewentualnej refundacji zabiegu in vitro, to również ten temat stał się przedmiotem gorących sporów. Tymczasem potencjalni pacjenci, którym przygotowywana ustawa miała zapewnić większe bezpieczeństwo, lepszą jakość kuracji, łatwy dostęp do profesjonalnej informacje o leczniczych placówkach i ich wynikach, wpadli w panikę. Wprawdzie część jeszcze wierzy w możliwość refundacji leczenia, ale większość zaczęła nerwowe starania o przyśpieszenie leczenia lub o jego natychmiastowe rozpoczęcie. Obawiają się zaostrzeń w pracy ośrodków leczenia bezpłodności. Według sondaży większość badanych opowiada się za rozwiązaniami pragmatycznymi. Celowe jest zasięgnięcie opinii u naszych wybitnych specjalistów, którzy leczą bezpłodność metodą in vitro. Jak dotąd w ogólnej dyskusji toczonej zwłaszcza w mediach są reprezentowani stanowczo za rzadko.

kosztuje w Polsce pełna kuracja in vitro

APEL NAUKOWCÓW DO PREMIERA

W sprawie przyszłości in vitro w Polsce list otwarty do premiera Donalda Tuska wystosowało ponad 30 naukowców. Dokument spotkał się z dużym zainteresowaniem opinii publicznej, czego dowodem były kolejne składane pod nim podpisy ludzi nie tylko ze środowisk naukowych. Oto fragmenty apelu.

Coraz więcej kobiet i mężczyzn w Polsce ma problemy z przezwyciężaniem trapiącej ich bezpłodności. Wyrażamy zatem pełne uznanie i szacunek dla Pana za inicjatywę prawnego uregulowania równego i nieskrępowanego dostępu do nowoczesnej technologii zapłodnienia pozaustrojowego. Jesteśmy jednak głęboko zaniepokojeni przedostającymi się do mediów sygnałami o sugerowanych Panu rozwiązaniach prawnych dotyczących zakazu tworzenia i przechowywania w stanie zamrożonym nadliczbowych zarodków. W przypadku niepowodzenia pierwszego zabiegu (a takie niebezpieczeństwo dodatkowo wzrasta wraz z wiekiem kobiety) lub chęcią rodziców posiadania większej rodziny proponowane Panu rozwiązania legislacyjne spowodowałyby przedłużanie udręki psychicznej rodziców i konieczność powtarzania uciążliwych i nieobojętnych dla zdrowia kobiety zabiegów medycznych. W rezultacie efektywność metody zapłodnienia in vitro znacznie by się obniżyła(...)

Nie do przyjęcia jest także zakaz genetycznej diagnostyki preimplantacyjnej. Jest to nowoczesna, związana z techniką zapłodnienia pozaustrojowego, metoda badania prenatalnego, która chroni kobietę przed drastycznym, choć w Polsce legalnym zabiegiem przerwania ciąży.

Zwracamy się zatem do Pana Premiera z prośbą o osobiste zaangażowanie i pomoc w stworzeniu nowoczesnego „prawa reprodukcyjnego” w Polsce.(...)

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.