Dziennik Gazeta Prawana logo

Ustawa niszczy krajowy przemysł farmaceutyczny

28 czerwca 2018

CEZARY ŚLEDZIEWSKI: Dopłaty pacjentów do leków nie zmniejszą się, a przygotowywana ustawa podcina producentom skrzydła, bo będą musieli ograniczyć inne wydatki, aby mieć pieniądze na nowy podatek

Wielkość środków, jakie Polska przeznacza na refundację leków, jest jedną z najniższych w Europie. Za te niewielkie pieniądze państwo stara się zapewnić chorym dostęp do leków. W Polsce średnio na jednego obywatela wydatki państwa na leki wynoszą 95 dol., podczas gdy np. na Węgrzech, w Czechach i na Słowacji są około 2,5 raza większe. Co gorsza, polski pacjent partycypuje w kosztach leków refundowanych w 30 proc., węgierski w 20 proc., słowacki zaledwie w 13 proc.

Ponieważ należą one do najtańszych w Europie. Powodem tego jest duży udział w rynku generyków, czyli tańszych odpowiedników drogich leków, którym wygasła ochrona patentowa. Generyki te są produkowane przede wszystkim przez krajowy przemysł farmaceutyczny. Na dodatek konkurują one między sobą cenami. Gdyby porównać cenę generyku i leku innowacyjnego, któremu wygasł patent, np. na nadciśnienie tętnicze, to okaże się, że zawierający tę samą substancję leczniczą generyk jest o prawie 3 razy tańszy. W interesie płatnika, czyli NFZ, powinno więc być utrzymanie na rynku jak największej ilości leków generycznych, co jest zresztą zgodne z zaleceniami UE. Z raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że gdyby produkowane dziś w Polsce leki generyczne trzeba było importować, wydatki na farmakoterapię byłyby znacznie wyższe niż obecnie. Dlatego jeśli mówimy o refundacji, kondycja polskiego przemysłu jest bardzo ważna dla dostępności do leków, a tworzone przepisy nie mogą ograniczać konkurencyjności polskich wytwórców.

Projekt ustawy nie tylko ogranicza budżet na refundację leków do poziomu 17 proc. wydatków NFZ na świadczenia zdrowotne, ale jeszcze przekroczenie tego budżetu każe pokrywać producentom leków i to w największej części producentom krajowym.

W skład budżetu na refundację wchodzą nieograniczane żadnymi progami procentowymi wydatki na chemioterapię i programy terapeutyczne, które w ostatnich latach przyrastały w błyskawicznym tempie. Wyodrębniona zostanie też pula środków na nowe terapie, czyli drogie leki produkowane przez zagraniczne koncerny. Wobec tego przekroczenie budżetu będą pokrywać producenci leków refundowanych w aptekach, czyli w największym stopniu wytwórcy krajowych generyków. Jak ma się zachować menedżer polskiej firmy farmaceutycznej, który - zgodnie z kodeksem handlowym - zabiega o zysk przedsiębiorstwa, w sytuacji kiedy sprzedaż jego produktów rośnie, a on musi za karę zwrócić część przychodów? Czy nie przypomina to pani tzw. domiarów z poprzedniej epoki socjalizmu, kiedy to prywatny przedsiębiorca był łupiony przez państwo, kiedy obroty jego zakładu rosły?

Dopłaty pacjentów do leków nie zmniejszą się, choćby dlatego, że rząd planuje ograniczyć budżet na leki do niczym nieuzasadnionego poziomu 17 proc. wydatków NFZ na świadczenia zdrowotne. Zdaniem Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, PZPPF oraz wielu ekspertów, budżet na refundację powinien być ustalany co roku, biorąc pod uwagę sytuację epidemiologiczną i ceny leków. Statystycy ostrzegają od lat, że nadciąga "geriatryczne tsunami" - w 2015 roku, kiedy ustawa wejdzie w życie, w wiek emerytalny wkroczy właśnie pokolenie wyżu demograficznego z lat 1949 - 1954. Rząd w projekcie ustawy w ogóle nie bierze tego pod uwagę - minister zdrowia nie próbuje wyliczyć, jaki to będzie miało wpływ na wzrost kosztów refundacji leków. Tymczasem, jak mówiliśmy, to właśnie osoby starsze zużywają najwięcej leków. Poza tym obciążenia fiskalne nakładane tą ustawą na wytwórców najtańszych leków z pewnością nie będą stymulować ich do obniżania cen leków.

Moje wypowiedzi nie są gołosłowne, bo opieram się na kalkulacjach i ekonomicznych symulacjach ekspertów. W 2009 r. na refundację przeznaczono 10,4 mld zł, tj. 18,91 proc. budżetu na świadczenia opieki zdrowotnej ogółem. Gdyby zastosować zaproponowane w projekcie ustawy ograniczenie wydatków na refundację do 17 proc., kwota ta zmniejszyłaby się do mniej niż 9,4 mld zł, czyli o 1 mld zł mniej niż obecnie! Być może jednak twórcy ustawy mają świadomość, że budżet na leki ustalony na poziomie 17 proc. wydatków na świadczenia zdrowotne będzie niewystarczający i dlatego wprowadzają mechanizm pokrywania tej nadwyżki przez producentów leków. Jest to jednak wysoce niebezpieczne dla producentów krajowych.

Zwłaszcza że im więcej leków generycznych, tym większa między nimi konkurencja cenowa. Należy bowiem mieć na uwadze, w jaki sposób ustalana jest cena leku generycznego. Otóż po wygaśnięciu ochrony patentowej na lek oryginalny zaczyna produkować go wiele firm, a nie tylko jeden monopolista. Cena tego leku gwałtownie spada w zależności od liczby konkurentów. Lek może wówczas kosztować 20 proc. jego ceny wyjściowej. Produkcja leków generycznych przynosi więc ich producentom wielokrotnie mniejsze zyski niż wytwórcom leków oryginalnych. I od tych niskich zysków producenci muszą jeszcze wnieść daninę w przypadku, jeśli sprzedaż ich leków będzie równa lub większa w stosunku do ubiegłorocznej. Dodajmy, że wzrost sprzedaży leków generycznych jest charakterystyczny dla każdego rynku, bo wynika z pojawienia się niższych cen leków używanych przez chorych.

Przekroczenie budżetu będzie nieuniknione w sytuacji, kiedy skończy się ochrona patentowa drogiego oryginalnego leku i rozpocznie się sprzedaż tańszego generyku, która w początkowym okresie gwałtownie rośnie - oczywiście z korzyścią dla budżetu NFZ. Jego producent, jeśli nawet przewidzi takie przekroczenie, nie będzie mógł ograniczyć produkcji, bo za braki leku na rynku będzie karany. Trudno mu będzie też obniżyć cenę leku i tak już należącego do najtańszych w Europie. W konsekwencji krajowym producentom produkcja przestanie się opłacać. Dlatego wszędzie w UE z systemu zwrotów, czyli pokrywania przekroczenia budżetu wyłącza się leki generyczne.

Ustawodawcy chcą wprowadzić nowy 3-proc. podatek obrotowy (3 proc. od obrotu lekami refundowanymi), z którego dochody mają być przeznaczone na zlecane przez resort zdrowia badania leków. To poważne obciążenie dla tych firm, bo ich rentowność netto wynosi 6,4 proc. Dlatego uważają, że koszty tych badań powinny ponosić firmy, których produkty będą badane, a nie wszyscy producenci. Ministerstwo Zdrowia uzasadnia, że taki podatek ograniczy nadmierny marketing firm farmaceutycznych i będzie elementem regulacji popytu na leki. Tymczasem świat zna bardziej cywilizowane mechanizmy regulacji popytu na leki, np. zalecenia terapeutyczne dla lekarzy, które nakazują im leczyć jak najbardziej efektywnie kosztowo, czyli dobierać leki najtańsze zamiast najdroższych.

Producentom podcina się skrzydła, bo będą musieli ograniczyć inne wydatki, aby mieć pieniądze na nowy podatek. A przecież świat na nas nie czeka, kto dziś nie zainwestuje w nowe technologie, odpadnie. Pamiętajmy, że w krajach Unii Europejskiej coraz większą wagę przywiązuje się do jakości produkcji i innowacyjności towaru, a zwłaszcza leków. Jeśli audyt nie potwierdzi wysokich parametrów produkcji, firma nie będzie mogła sprzedać leku.

Gdy przyjdzie zapłacić te 3 proc., to efekt będzie żałosny. Spadek zysku małych firm (a przecież w kraju nie mamy gigantycznych firm produkujących leki) będzie miał negatywne skutki dla gospodarki. Zmniejszą się inwestycje krajowych firm farmaceutycznych. Obcięte zostaną wydatki na badania i rozwój. Tymczasem akurat ta branża przeznacza na ten cel w Polsce największe środki. Branża farmaceutyczna jest przemysłem hi-tech, co oznacza nieustanną współpracę z nauką, ciągłe doskonalenia technologii produkcji i wysokie nakłady na badania. Przyszłością branży jest przemysł biotechnologiczny. Tymczasemwytprodukowanie jednego leku biotechnicznego wymaga nakładów rzędu kilkudziesięciu milionów euro, a efekty osiąga się dopiero po ośmiu, dziesięciu latach. Nowe obciążenia podatkowe pociągną również za sobą redukcję zatrudnienia. Znaczące będzie też obniżenie płaconych przez krajową branżę farmaceutyczną podatków. W konsekwencji czeka więc nas regres krajowej branży farmaceutycznej mogący spowodować utratę konkurencyjności. Wartość pozostałych przedsiębiorstw spadnie i staną się łakomym kąskiem dla zagranicznej konkurencji. A wtedy zamiast nowoczesnych wytwórni farmaceutyków będziemy mieć w Polsce pakownie importowanych leków.

Wygląda na to, że projekt ustawy miał dwóch autorów, którzy pisali różne regulacje. Część refundacyjną formułowali eksperci znający zagadnienie i rozwiązania funkcjonujące w Europie. Regulacje w tym zakresie wprowadzają transparencję decyzji, regulują rynek, przywracają uczciwą konkurencję przez likwidację niejawnych rabatów i wprowadzenie jednakowych cen w aptekach. Popieramy te rozwiązania, bo leżą one w interesie zarówno pacjenta, budżetu NFZ, jaki i krajowych producentów leków. Inny autor natomiast dodał do tych przepisów regulacje fiskalne, które mogą zniwelować pozytywne skutki rozwiązań refundacyjnych.

Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego ma kilka postulatów, które mogą poprawić projekt:

- usunięcie z ustawy 17-proc. limitu wydatków na refundację leków,

- wyłączenie leków generycznych z systemu zwrotów, czyli pokrywania nadwyżki budżetowej,

- likwidacja 3-proc. podatku od obrotu

- wprowadzenie odpisów na badania i rozwój, co zdynamizuje rozwój tej produkcji w interesie pacjenta i budżetu NFZ.

@RY1@i02/2011/020/i02.2011.020.050.0001.001.jpg@RY2@

Cezary Śledziewski, prezes Zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego

Rozmawiała: Iwonna Widzyńska-GoŁacka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.