Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Wygrali miejsce w kolejce do kuracji ratującej ich życie

30 czerwca 2018

Zakwalifikowani do programów lekowych ciężko chorzy wciąż czekają na rozpoczęcie kuracji

Dostępność nowoczesnych preparatów wciąż jest fatalna, i to mimo działających od lipca nowych programów lekowych. Już zakwalifikowanie się do takiego programu graniczy z cudem - to raz. A nawet to, że chory zostanie do niego zakwalifikowany, nie oznacza jeszcze wcale, że otrzyma skuteczną pomoc. W niektórych regionach na leczenie wciąż czeka jedna piąta zakwalifikowanych do niego pacjentów.

Pawłowi z Warszawy udało się wejść do programu leczenia najnowocześniejszymi preparatami stwardnienia rozsianego. Lekarz specjalista, wręczając mu zgodę, jednocześnie de facto odmówił mu możliwości leczenia. - Jako powód takiego stanu rzeczy podał "brak wolnych miejsc w szpitalu" - mówi Paweł.

Napisał list do NFZ z prośbą o niezwłoczne wskazanie miejsca, w którym może rozpocząć kurację, gdyż spełnił wszystkie kryteria, które go do niej uprawniają. NFZ odpowiedział: "To świadczeniodawca ustala kolejność udzielania świadczeń". Paweł zagroził sądem i ostatecznie szpital go przyjął.

Jego przypadek nie jest odosobniony. Na Pomorzu do programu lekowego na stwardnienie rozsiane zakwalifikowało się 283 chorych, ale 32 czeka, aż zaczną ich leczyć. Tak samo jak 20 ze 103 pacjentów ze sztywniejącym zapaleniem stawów kręgosłupa. W chorobie Leśniowskiego-Crohna w programie jest 38 chorych, z czego 7 nadal nie dostało leków. W woj. podkarpackim tak jest z 17 z 264 chorych na stwardnienie rozsiane.

Ale ci czekający i tak powinni być szczęśliwi - może się doczekają. Wiele ciężko chorych osób w ogóle nie zostaje zakwalifikowanych do programu, bo nie spełnia wyśrubowanych kryteriów wytyczonych przez resort zdrowia. To np. pacjenci cierpiący na chorobę Leśniowskiego-Crohna. Jednym z kryteriów jest wskaźnik masy ciała - np. mężczyzna o wzroście 182 cm, aby się zakwalifikować do kuracji lekiem biologicznym, nie może ważyć więcej niż 60 kg. To absurd, zwłaszcza że chorych standardowo leczy się sterydami, po których przybierają na wadze. Oprócz skrajnego wychudzenia pacjent musi spełnić sześć innych warunków. Zdaniem stowarzyszenia pacjentów urzędnicy "pomylili się", określając kryteria, i zamiast spójnika rozłącznego "lub" zastosowali łączny - "i", więc pacjent musi spełnić wszystkie warunki, nie jeden. Ministerstwo nie odpowiada na te apele.

Kolejny problem: pacjenci często są bez sensu przetrzymywani w szpitalach. Chorzy na aktywną postać zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa poskarżyli się na to do resortu zdrowia. - Zapewne jest to bardziej opłacalne dla szpitala (otrzymuje więcej pieniędzy od NFZ), ale taka okoliczność nie może być usprawiedliwieniem w utrudnianiu dostępu do innowacyjnego leczenia - dowodzi w piśmie Jacek Bigoń ze Stowarzyszenia Chorych na ZZSK.

Resort poprosił o wyjaśnienia pewien wrocławski szpital i NFZ. Pierwszy tłumaczył, że musi przyjmować na hospitalizację, bo w poradni są za długie kolejki. Innej odpowiedzi udzielił fundusz: przekonywał, że ponad 90 proc. pacjentów leczy się ambulatoryjnie. Teraz ministerstwo musi ustalić, kto i dlaczego tu kłamie.

@RY1@i02/2012/200/i02.2012.200.000000400.802.jpg@RY2@

Programy lekowe na tle innych wydatków na zdrowie

Klara Klinger

klara.klinger@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.