Szpitale przyjmują na siłę
Pacjenci protestują przeciw przymusowemu przetrzymywaniu ich na oddziałach. NFZ wszczyna kontrole
Przewlekle chorzy coraz głośniej skarżą się na praktyki szpitali, które bezzasadnie przetrzymują ich na oddziałach. Chodzi o przypadki, kiedy pacjent powinien otrzymać w placówce leki (głównie drogie preparaty wydawane bezpośrednio w szpitalu) i zostać odesłany do domu. Tymczasem zatrzymuje się go na cały dzień lub więcej. Dlaczego? Bo to się opłaca szpitalowi - NFZ musi wypłacić pieniądze za pobyt pacjenta w placówce.
Takich praktyk mają już dosyć nie tylko chorzy, lecz także sam fundusz. - Kontrole w sprawie przymusowej hospitalizacji przeprowadzają obecnie pracownicy wszystkich oddziałów wojewódzkich NFZ - potwierdza Andrzej Troszyński, rzecznik funduszu.
Już samo podawanie niektórym chorym leków wyłącznie w szpitalach budzi kontrowersje. Paweł Marmurowicz spod Poznania sześć lat temu rozpoczął leczenie zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa (ZZSK) i od tamtego czasu raz w miesiącu musi brać zwolnienie w pracy i dojeżdżać 50 km do placówki w Poznaniu tylko po to, aby tam otrzymać zastrzyk. - Mógłbym robić to sam w domu - mówi Marmurowicz. Dlatego rozpoczął protest - wysyłał pismo do rzecznika praw pacjenta, do funduszu i do resortu zdrowia. Ostatecznie wynegocjował przynajmniej to, że jedną dawkę leku dostaje do domu, czyli teraz musi zjawiać się w szpitalu raz na dwa miesiące.
Profesor Witold Tłustochowicz, konsultant krajowy w dziedzinie reumatologii, potwierdza w pismach do Ministerstwa Zdrowia oraz NFZ, że hospitalizacja w takich przypadkach jest nieuzasadniona. A powód, dla którego szpitale zatrzymują pacjentów, to jego zdaniem "chęć wyłudzania pieniędzy od NFZ, co dzieje się kosztem chorego".
Z wyliczeń stowarzyszenia ZZSK wynika, że za jednodniową comiesięczną hospitalizację jednego pacjenta szpital może dostać z NFZ nawet 1,4 tys. zł kwartalnie. Dodatkowo jeszcze otrzymuje refundację leków. Tymczasem gdyby chory otrzymywał raz na kwartał leki w trybie ambulatoryjnym, to koszt jego obsługi wynosiłby zaledwie 104 zł. A więc szacunkowo w skali roku NFZ mógłby zaoszczędzić na obsłudze programów tylko w reumatologii kilka milionów złotych. - Jeszcze taniej by było, gdyby leki można było dostać w aptece. Leki podskórne są w całej Europie dostępne w aptekach i tam refundowane - mówi prawnik Bartłomiej Kuchta.
Problem dotyczy także innych chorych, np. na stwardnienie rozsiane. W chorobie Gauchera podawanie leku również odbywa się raz w miesiącu w szpitalu. - Na szczęście pacjent na ogół przebywa tam tylko kilka godzin. Jednak jest to niewątpliwie trudne dla osób, które mieszkają daleko. Sam znam 80-letnią pacjentkę, która musi przyjeżdżać z miejscowości oddalonej o 100 km. Dla niej na pewno byłoby ułatwieniem, gdyby mogła przyjmować lek w swojej miejscowości, nawet pod okiem pielęgniarki lub lekarza pierwszego kontaktu - mówi prezes Stowarzyszenia Rodzin z Chorobą Gauchera. I dodaje, że wie, iż stosowanie terapii w warunkach domowych jest możliwe - tak właśnie odbywa się to np. w Wielkiej Brytanii. - Mamy przykład pacjenta, który wyjechał tam do pracy. Bardzo szybko udało mu się uzyskać leczenie i wygląda to tak, że lekarze w szpitalu nauczyli go, jak podawać sobie lek w domu. Jeżeli nic złego się nie dzieje, to tylko co pół roku musi się stawiać na kontrolę - tłumaczy.
Co na to wszystko Ministerstwo Zdrowia? Przygląda się sprawie i czeka na opinię NFZ po kontroli.
1 926 677 zł NFZ przeznaczył na programy lekowe w 2013 r.
468 zł otrzymuje szpital za hospitalizację pacjenta
104 zł kosztuje przyjęcie ambulatoryjne pacjenta
Klara Klinger
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu