Dyspozytorów karetek powinien zatrudniać wojewoda
Szymon Ogłaza Osoba decydująca o wysłaniu ambulansu do pacjenta powinna być funkcjonariuszem publicznym i odpowiadać za błędy
Ministerstwo Zdrowia pracuje nad nowelizacją ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym (PRM). Jednocześnie w mediach głośno było ostatnio o kilku przypadkach, kiedy kwestionowane były kompetencje dyspozytorów karetek. Czy z doświadczeń wojewody opolskiego wynika, że przepisy dotyczące tej grupy zawodowej powinny być zmienione?
Uważamy, że korzystne dla systemu byłoby rozwiązanie, w którym dyspozytorów medycznych zatrudniałby wojewoda. To on odpowiada za funkcjonowanie systemu, ale nie ma na nich zbyt wielkiego wpływu. Dyspozytorów zatrudnia firma, która wygra przetarg na takie usługi. Zwykle sama wykonuje przewozy karetkami, a jednocześnie dysponuje ambulansami innych usługodawców. To nie jest dobre rozwiązanie. Dyspozytorzy powinni mieć status funkcjonariusza publicznego, aby odpowiedzialność za błędy była oczywista i można było wyciągać konsekwencje, gdy dojdzie do nieprawidłowości.
Jakie inne problemy wynikają ze stosowania ustawy o PRM?
Ustawa o PRM nie jest zła. Problemy wynikają z braku świadomości wśród pacjentów, ale także lekarzy, o tym, jak działa system. Często myślą oni schematami sprzed lat, kiedy karetki najczęściej należały do szpitali i były wykorzystywane do przewozu pacjentów między placówkami. Ustawa mówi wprost, że zespołów ratownictwa medycznego nie można używać do transportu międzyszpitalnego. Do tego służą karetki osobno kontraktowane przez NFZ. Te systemowe nie powinny interweniować w żadnym szpitalu.
Czy zawsze jest to oczywiste?
Zdarzają się sytuacje wątpliwe, których ustawa nie przewiduje. Na przykład w szpitalu psychiatrycznym zdarzają się przypadki bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia. Psychiatra dyżurujący w takiej placówce nie jest w stanie udzielić fachowej pomocy pacjentowi, który ma zawał. Trzeba go przewieźć do innego szpitala. Zdarza się, że w takich sytuacjach, aby pomoc mogła dotrzeć szybciej, wysyła się karetkę systemową. To do końca nie jest w ustawie sprecyzowane, jak w takiej sytuacji należy postąpić, a może powinno być ustalone.
Co jeszcze warto skorygować w przepisach o PRM?
Warto się zastanowić, czy na pewno każdy szpitalny oddział ratunkowy musi mieć lądowisko dla helikopterów do swojej dyspozycji. Z naszych doświadczeń wynika, że niektóre szpitale, które mają wydzielony taki obszar, nie zanotowały żadnego lądowania na ratunek, a jedynie transporty międzyszpitalne. Może warto przyjąć zasadę, że sieć niezbędnych lądowisk wyznacza samo Lotnicze Pogotowie Ratunkowe.
Ministerstwo Zdrowia docelowo dąży do ograniczenia współczynnika karetek specjalistycznych na rzecz tych, w których jeżdżą tylko ratownicy medyczni. Czy jest pan zwolennikiem takiego rozwiązania?
System, w którym są dwa rodzaje karetek, z lekarzem w obsadzie oraz bez niego, jest dobry i się sprawdza. W naszym województwie te pierwsze stanowią 42 proc. wszystkich zespołów i jest to współczynnik optymalny. W przypadku większości zdarzeń wystarczający jest zespół z ratownikiem medycznym w składzie. Nie sposób nie odnieść się do nagłaśnianego w mediach, tragicznego zdarzenia z końca stycznia, kiedy to doszło do śmierci pacjentki w szpitalnym oddziale ratunkowym w Nysie. Wówczas pojawiły się oskarżenia, że przyczyną zgonu było to, że do pacjentki wysłano karetkę z ratownikami. Sprawa jest badana przez prokuraturę, ale w opinii ekspertów obecność lekarza w ambulansie niczego by nie zmieniła, bo był to bardzo skomplikowany przypadek medyczny.
Od trzech miesięcy na Opolszczyźnie każde wezwanie karetki z całego województwa trafia do Opola. Jak dyspozytorzy radzą sobie w nowym systemie?
Były obawy o znajomość topografii wśród dyspozytorów. Sztandarowy argument przeciwników był taki, że może dojść do pomylenia miejscowości w sytuacji, gdy na terenie województwa jest kilka o tej samej nazwie. Przez ponad trzy miesiące nie zdarzyło się jednak ani razu, aby karetka została wysłana w niewłaściwe miejsce. Rozwiązanie się sprawdziło, bo w nowym systemie granice administracyjne nie stanowią dla dyspozytorów problemu. W krótkim czasie mogą wysłać karetkę, która znajduje się najbliżej zdarzenia. Wcześniej się zdarzało, że ambulans musiał jechać 20 km, podczas gdy w sąsiednim powiecie był inny odległy 5 km od miejsca interwencji. Dzięki scentralizowanemu systemowi udało się też wyeliminować nadużycia.
Z czego one wynikały?
Poprzednio mieliśmy sześć dyspozytorni medycznych i zdarzało się, że karetki, szpitalny oddział ratunkowy oraz dyspozytorzy znajdowali się w jednym ręku. Mogło więc dochodzić do różnych nieprawidłowości. Mieliśmy np. sygnały o tym, że lekarz w tym samym czasie pełnił dyżur w karetce i szpitalnym oddziale ratunkowym.
@RY1@i02/2013/070/i02.2013.070.183000800.802.jpg@RY2@
Fot. Sawomir mielnik/edytor.net
Szymon Ogłaza, dyrektor biura wojewody opolskiego
Rozmawiała Beata Lisowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu