Dziennik Gazeta Prawana logo

Brak powszechnego dostępu do lekarzy psuje system

26 czerwca 2018

Polscy pacjenci są już leczeni według światowych standardów w nowoczesnych i dobrze wyposażonych placówkach medycznych. Wciąż jednak muszą czekać na pomoc w rekordowo długich kolejkach, trwających nawet kilka lat

@RY1@i02/2014/166/i02.2014.166.183000800.101.jpg@RY2@

Próby stworzenia sprawnego systemu ochrony zdrowia, w którym dostęp do świadczeń medycznych byłby równy, a nie fikcyjny, po 1989 r. spełzły na niczym. Polska medycyna nie miała szczęścia do reform. Choć trudno je zliczyć, to za udaną uznawana jest tylko jedna: ta, na którą zdecydował się rząd Jerzego Buzka. 1 stycznia 1999 r. zaczęły działać kasy chorych, powstała też instytucja lekarza rodzinnego. Choć przy wprowadzaniu zmian nie uniknięto błędów, a reforma nigdy nie została dokończona, powołany przez nią system ubezpieczeniowy, oparty na składce zdrowotnej, przetrwał wszystkie zawirowania i funkcjonuje do dziś.

Potem już było tylko gorzej. Porażką zakończyła się próba centralizacji systemu poprzez powołanie NFZ oraz likwidowanie długów szpitali poprzez dosypywanie im publicznych pieniędzy. Wciąż bez odpowiedzi pozostaje pytanie: jak system opieki zdrowotnej uczynić bardziej wydolnym finansowo i poprawić dostęp chorych do świadczeń?

Polska ma jedne z najniższych w Europie nakładów na ochronę zdrowia. Wydatki na nią stanowią zaledwie 6,9 proc. PKB. Jesteśmy więc daleko w tyle nie tylko za liderami UE (Holandią, która wydaje na ten cel 11,9 proc. swojego PKB), lecz także Słowacją czy Węgrami (7,9 proc. PKB). Polska medycyna czeka więc wciąż na swojego reformatora wizjonera.

Krok milowy w dziedzinie ochrony praw chorych

@RY1@i02/2014/166/i02.2014.166.183000800.803.jpg@RY2@

Krystyna Barbara Kozłowska rzecznik praw pacjenta

Nie mam wątpliwości, że od 1989 r. w polskim systemie ochrony zdrowia nastąpiło wiele kluczowych zmian, w tym szczególnie w obszarze praw pacjenta. Te 25 lat to okres powstawania i ewoluowania zagadnień związanych z ich uprawnieniami, które stanowią integralny element praw człowieka. 25 lat to krok milowy, gdy odniesiemy się do stanu obecnego, kiedy Polska jest jednym z nielicznych krajów, w którym prawa pacjenta uregulowane są ustawą oraz powołany jest centralny organ administracji rządowej zajmujący się ich ochroną. Ważnym momentem w tym procesie było na pewno wydanie przez ministra zdrowia Karty praw pacjenta, która stanowiła zalecenia dla podmiotów udzielających świadczeń zdrowotnych. Kolejny przełom to 2008 r. i biały szczyt z udziałem przedstawicieli władz Polski oraz kilkudziesięciu organizacji pozarządowych, stanowiących ważny głos w dyskusji na temat polskiego systemu ochrony zdrowia i praw pacjenta.

Efektem toczonych wówczas rozmów było uchwalenie w listopadzie 2008 r. ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, która weszła w życie w roku następnym. Choć prawa pacjenta mają swoje źródło przede wszystkim w konstytucji, to ich stopniowe wyodrębnianie, rozwijanie i szczegółowa regulacja przyczyniły się do znacznego upodmiotowienia chorego. Przez ten długi czas ewoluowała również wiedza - zarówno osób leczących się, jak i personelu medycznego - na temat praw przysługujących pacjentowi. Konsekwencją tego jest zmieniająca się relacja chory - lekarz z wertykalnej na horyzontalną, choć oczywiście jest to proces, który będzie trwał jeszcze przez kolejne lata.

Obecnie pacjent coraz częściej jest świadomy przynajmniej części uprawnień, jakie mu przysługują, coraz częściej chce również dochodzić ich właściwej realizacji. W wielu sytuacjach związanych z udzielaniem świadczeń zdrowotnych osoby leczące się mają też wiedzę o własnej chorobie, domagają się dodatkowych informacji i nie boją się pytać, stając się partnerem w tej, dotychczas paternalistycznej, relacji lekarz - pacjent. Pozycja tego ostatniego, co prawda powoli, lecz jednak pozytywnie się zmienia. Obserwuję także wzrost oczekiwań pacjentów co do sposobu komunikacji np. z lekarzem, czy też konieczności przestrzegania ich praw przez personel medyczny.

Cieszę się z tych stopniowych zmian, jednak do optymalnej sytuacji jeszcze wiele brakuje. Są kwestie takie jak wzajemny szacunek i zaufanie - wierzę, że na ich podstawie możliwe jest budowanie trwałych relacji, opartych na poszanowaniu praw pacjentów.

Atutem polskiej medycyny są kadry

@RY1@i02/2014/166/i02.2014.166.183000800.804.jpg@RY2@

Konstanty Radziwiłł lekarz rodzinny, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej w latach 2001-2010

Na liście 21 żądań Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w sierpniu 1981 r. postulat nr 16 stanowił: "Poprawić warunki pracy służby zdrowia, co zapewni pełną opiekę medyczną osobom pracującym!". Jest jeszcze wiele do zrobienia, aby można go było uznać za zrealizowany.

Ogromne zaległości polskiej medycyny z tamtego czasu były dla wszystkich oczywiste. Ograniczony dostęp do nowoczesnych metod leczenia i sprzętu oraz ogólna mizeria placówek opieki zdrowotnej stanowiły ogromne wyzwania. W tym czasie w Polsce publiczne nakłady na ten cel stanowiły mniej niż 1/10 tych z krajów zachodniej Europy. Nie bacząc na kulejącą w tym zakresie politykę państwa, sprawy w swoje ręce wzięły jednostki samorządu terytorialnego, uczelnie medyczne, a także inwestorzy prywatni. Jak grzyby po deszczu powstawały nowe przychodnie, szpitale, pracownie badań obrazowych, laboratoria, a dyrektorzy doposażali i unowocześniali swoje placówki. Podniosło to jakość opieki zdrowotnej, ale często powodowało chaotyczne wydatki niekoniecznie zgodne z rzeczywistym zapotrzebowaniem.

Niewątpliwie atutem polskiej medycyny są kadry. Polscy lekarze, dentyści, pielęgniarki, a także inni fachowi pracownicy medyczni są świetnie przygotowani do pracy zawodowej. Wraz z wejściem Polski do UE stali się oni łakomym kąskiem dla bogatszych krajów Unii; na szczęście podwyżki wynagrodzeń lekarzy z 2007 r. zatrzymały eksodus lekarzy, który zaczynał poważnie zagrażać stabilności polskiego systemu ochrony zdrowia.

Wszystkie te zjawiska coraz bardziej zwiększają przepaść między przygotowaniem placówek ochrony zdrowia do sprawowania wysokiej jakości, nowoczesnej i bezpiecznej opieki nad pacjentami, a możliwościami płatniczymi systemu. Coraz większa jest także rola konkurencji, rynku i pieniądza, którym politycy oddają role regulatorów tego, co dzieje się w ochronie zdrowia.

Jak zatem wygląda bilans 25-lecia w ochronie zdrowia? Możliwości leczenia są oczywiście nieporównanie większe; wielu chorych może liczyć na ratunek w chorobach, o których leczeniu można było tylko pomarzyć. Niestety, nadal problemem numer jeden dla większości Polaków jest sprawa powszechnego dostępu do opieki. Kilkuletnie kolejki do niektórych rodzajów leczenia są skandalem, który rzuca cień na liczne przecież osiągnięcia systemu.

Beata Lisowska

 beata.lisowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.