Zdrowie do rąk własnych
Jeśli w służbie zdrowia ktoś walczy o zmiany na korzyść pacjentów, to tylko oni sami. Zakładane przez nich fundacje stają się coraz bardziej skuteczne
Zainicjowana w 1994 r. akcja "Rodzić po ludzku" była obliczona na wywołanie trzęsienia ziemi w położnictwie. "Gazeta Wyborcza" publikowała reportaże z polskich porodówek i listy kobiet, które skarżyły się na brak intymności podczas porodu, brak wsparcia, personel, zakaz odwiedzin, brak kontaktu z dzieckiem, bezzasadne nacinanie krocza podczas porodu. Dziennikarze, działacze społeczni i eksperci z oburzeniem komentowali kolejne doniesienia, a wieści o fatalnej sytuacji na porodówkach szybko rozlały się też na łamy innych mediów. Po fali krytyki dyrektorzy szpitali wprowadzali zmiany - umożliwiali matkom ciągły kontakt z dzieckiem, znosili zakazy kontaktu z bliskimi. Zaczęli przygotowywać też poważniejsze projekty, takie jak zakładanie szkół rodzenia. Potencjalne artykuły w prasie okazały się niezłym straszakiem, a coraz bardziej świadome pacjentki skutecznymi egzekutorkami podstawowych praw.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.