Dziennik Gazeta Prawana logo

Niedofinansowana polska służba zdrowia

26 czerwca 2018

Polska pod względem nakładów na ochronę zdrowia ciągnie się w ogonie Europy. Więcej na ten cel przeznaczają Czesi, Słowacy czy Węgrzy

Nakłady na służbę zdrowia w Polsce są niskie. Wydatki na opiekę zdrowotną stanowią zaledwie 6,9 proc. produktu krajowego brutto. Polska jest daleko w tyle za europejskimi liderami: Holandią, która na opiekę zdrowotną przeznacza 11,9 proc. swojego PKB, Francją (11,6 proc. PKB) czy Niemcami (11,3 proc. PKB). Polskie wydatki na zdrowie są niższe nawet niż te ponoszone przez niektóre inne kraje nowej Europy. 7,5 proc. swojego PKB na ochronę zdrowia przeznaczają np. Czechy, a 7,9 proc. - Węgry i Słowacja. Niższy wskaźnik od polskiego ma tylko Estonia, która na opiekę zdrowotną przeznacza 5,9 proc. PKB. Polska nie należy także do europejskich liderów pod względem wysokości składki zdrowotnej. Od niej zależy, ile pieniędzy jest w systemie. Obecna składka w wysokości 9 proc. podstawy wymiaru, co stanowi ok. 7,77 proc. wynagrodzenia, pokrywa 85 proc. wydatków publicznych na zdrowie. W innych państwach UE, które także zdecydowały się na system ubezpieczeniowy, składka zdrowotna jest wyższa. W Czechach wynosi 13,5 proc., we Francji - 13,85 proc., a w Niemczech - 15,5 proc.

Niedostateczne finansowanie polskiego systemu ochrony zdrowia przekłada się na realizację świadczeń zdrowotnych i skutkuje niską dostępnością do niektórych usług zdrowotnych. Niedostateczne nakłady powiększają nadwykonania. Sytuację pogarsza fakt, że polski koszyk świadczeń gwarantowanych jest mocno nierealistyczny. Opiera się na fikcyjnym założeniu, że system stać na opłacanie wszystkich świadczeń i w każdym możliwym standardzie. Nie ma jednak jednego dobrego scenariusza, jak zwiększyć finansowanie ochrony zdrowia tak, aby zaspokoić wszystkie najważniejsze potrzeby systemu. Rząd odrzucił najprostsze rozwiązanie w postaci zwiększenia składki zdrowotnej. Wskazuje, że nie musi być ono skuteczne, ponieważ obecnie w budżecie NFZ jest prawie dwukrotnie więcej niż w 2005 roku, a mimo to nie doszło do radykalnej poprawy sytuacji w ochronie zdrowia. Reformowanie systemu odbywa się więc poprzez systematyczne podnoszenie jego efektywności.

Zdaniem ekspertów paradoksalnie ograniczona ilość środków powoduje, że gospodarowanie nimi jest efektywniejsze. Jeśli weźmie się pod uwagę doświadczenia innych krajów, okazuje się, że ta metoda nie jest wcale taka zła. Przykład Grecji dowodzi, że najgorszym rozwiązaniem jest proste dosypywanie środków do systemu. Ten kraj charakteryzuje się mieszanym systemem finansowania opieki zdrowotnej. Zasilany jest on przez składkę zdrowotną, ale także przez rząd, który przeznacza dotacje dla publicznych świadczeniodawców, m.in. na wynagrodzenia. Przed kryzysem finansowym nie istniała presja na zwiększanie efektywności systemu. Świadczeniodawcy byli kontraktowani wg stawki za dzień, a wygenerowany deficyt był pokrywany przez rząd. W efekcie prowadziło to do szybkiego, nieuzasadnionego wzrostu wydatków na zdrowie. Zostały one jednak zredukowane wskutek kryzysu. System musiał być poddany głębokim reformom. Gdyby w Grecji obowiązywał system ubezpieczeniowy, do takiej sytuacji pewnie by nie doszło. Świadczeniodawcy musieliby konkurować o ograniczone środki, dostępność świadczeń byłaby mniejsza, ale system nie wygenerowałby tak dużych kosztów.

Na tle Grecji polski system działa całkiem efektywnie. Duży nacisk jest położony na finansową efektywność szpitali, ponieważ menedżerowie nauczyli się działać w sytuacji ograniczonych środków.

- Polski model finansowania służby zdrowia, mimo że nie jest pozbawiony mankamentów, okazuje się na tle wielu krajów Europy systemem bezpiecznym w sensie finansowym, zwłaszcza w okresie spowolnienia gospodarczego. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że zadłużenie polskich szpitali przez ostatnie niemal 10 lat, bo od roku 2005, nie wzrasta i utrzymuje się na poziomie ok. 10 mld zł. Dzieje się tak, mimo iż ostatnie lata to bardzo niewielkie wzrosty środków przeznaczonych na szpitale publiczne, będące efektem rosnącego bezrobocia i niewielkiej dynamiki wynagrodzeń, a więc dwóch głównych determinantów przypisu składki zdrowotnej. Pamiętać jednak należy, że za to bezpieczeństwo płacimy cenę w postaci mniejszego dostępu do świadczeń, dłuższych kolejek, niższego poziomu inwestycji czy wreszcie niższej dynamiki wynagrodzeń zatrudnionych w publicznej służbie zdrowia - podsumowuje Urban Kielichowski, członek zarządu spółki Magellan.

@RY1@i02/2014/122/i02.2014.122.000000400.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.