Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Pieniądze to niestety za mało, by uzdrowić polskie lecznictwo

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W ostatniej dekadzie budżet NFZ niemal się podwoił. W 2016 r. ma wynieść 69,5 mld zł. System jest jednak nieszczelny i nieuporządkowany

Środki Narodowego Funduszu Zdrowia to nie wszystko. Do tego dochodzi dodatkowe kilkadziesiąt miliardów z pieniędzy pochodzących od pracodawców, samorządów, budżetu państwa, a także prywatnych wydatków Polaków. Ostanie zestawienie GUS za rok 2013 wykazywało, że kwota łącznych prywatnych i publicznych wydatków bieżących wynosiła ponad 106 mld zł, z czego z NFZ było ok. 65 mld zł. Pieniędzy, jak przyznaje sam resort zdrowia, potrzeba przynajmniej 30 proc. więcej. Ale czy to wystarczy, by kolejki wreszcie się skróciły?

O nieszczelności systemu mówi się od lat. Zazwyczaj jednak w kontekście dokręcenia śruby placówkom czy uzasadniania zamrożenia wycen, które od kilku lat są na podobnym poziomie. A to od ich wysokości zależy kontrakt szpitala. Z drugiej strony eksperci przekonują, że mamy medycynę na światowym poziomie za ułamek tego, co w większości państw UE. I bądź tu człowieku mądry. Prawda oczywiście leży gdzieś pośrodku. Coraz więcej szpitali zarządzanych jest profesjonalnie, choć nadal nie wszystkie. Niejasne przepisy, brak stabilności i często zbyt wygórowane wymogi NFZ i resortu zdrowia nie ułatwiają im życia. A to, co boli najbardziej pacjentów, czyli kolejki, w znikomym stopniu zależy od organizacji placówek.

Co należy poprawić?

- W pierwszej kolejności musimy uporządkować opiekę nad pacjentem i wyceny świadczeń - uważa dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego i członek Rady NFZ.

- Chodzi o to, by zwiększyć dostęp do tych świadczeń, na które jest największe zapotrzebowanie wyrażone długością kolejek i przy których czas ma największe znaczenie dla zdrowia. Długie kolejki do endokrynologa czy alergologa, niemal dwuletni okres oczekiwania na operację zaćmy, wszczepienie endoprotezy są nieracjonalne - zaznacza Gałązka-Sobotka.

Tłumaczy, że nie zawsze jest to związane z niską wartością kontraktu, coraz częściej powodem jest brak specjalistów. Potrzebny jest więc też plan rozwoju kadr medycznych w całym systemie ochrony zdrowia.

Drogą do poprawy sytuacji pacjentów jest ewolucyjna zmiana systemu w takim kierunku, by świadczeniodawcy ponosili odpowiedzialność ze efekty leczenia. Minister Konstanty Radziwiłł jako przykład podawał ofiary wypadków, które po leczeniu w szpitalu powinny od razu trafiać na rehabilitację. Tymczasem rzeczywistość jest inna: szpital ratuje pacjentowi życie i zostawia samego w systemie.

- Teraz mamy model akordowy, w którym zatraciliśmy misję i cel, czyli dobro pacjentów - dodaje Gałązka-Sobotka.

Także inni eksperci są przeciwko bezrefleksyjnemu dokładaniu pieniędzy, które grozi marnotrawstwem. - Nie powinniśmy dolewać wody do dziurawego wiadra - zaznacza dr hab. Marcin Matczak, szef Praktyki Life Sciences z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Jako przykład podaje refundację leków. - Dzięki wykorzystaniu mechanizmów dzielenia ryzyka, np. w zakresie całkowitych wydatków na leki, rząd mógłby wspólnie z firmami zwiększyć dostępność preparatów refundowanych w ramach obecnie ponoszonych kosztów - proponuje Matczak. Jego zdaniem podobnie jest ze świadczeniami gwarantowanymi.

@RY1@i02/2015/249/i02.2015.249.183001200.802.jpg@RY2@

Aleksandra Kurowska

aleksandra.kurowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.