Lekarzy rodzinnych więcej, ale mniej
SŁUŻBA ZDROWIA
Resort zdrowia przyznał w tym roku młodym lekarzom największą od lat liczbę rezydentur. W jesiennym naborze jest ich aż 5746 - dwukrotnie więcej niż dotychczas. Jedną z priorytetowych dziedzin jest medycyna rodzinna, dla której ministerstwo zarezerwowało 359 miejsc. Sukces może być jednak przyćmiony przez zamieszanie, jakie wywołała wprowadzona równolegle rewolucja w kształceniu medyków z tej specjalizacji. Mają ich bowiem szkolić praktyki lekarzy rodzinnych, a nie - jak dotychczas - szpitale kliniczne. Problem w tym, że małe, w większości prywatne przychodnie nie chcą zatrudniać rezydentów, bo wiąże się to z wieloma kłopotliwymi obowiązkami. W efekcie np. w województwach warmińsko-mazurskim oraz łódzkim młodych lekarzy będą szkolić tylko dwie placówki. W pierwszej kolejności przyjmą jednak tych, którzy już są w trakcie specjalizacji. - Taka rewolucja wymaga czasu. Praktykom lekarza rodzinnego trzeba było dać rok albo dwa lata na profesjonalne przygotowanie się do prowadzenia szkolenia specjalizacyjnego - uważa Agnieszka Jankowska-Zduńczyk, konsultant krajowy ds. medycyny rodzinnej. Tymczasem resort dał przychodniom zaledwie trzy miesiące
@RY1@i02/2015/191/i02.2015.191.00000010e.802.jpg@RY2@
B1
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu