Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Eksperci punktują zalety i wady reformy zdrowia według PiS

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

REGULACJE Wprowadzenie koordynowanej opieki nad pacjentami oraz nowy sposób finansowania szpitali to zmiany w dobrym kierunku. Ale rozwiązanie, w którym to lekarz POZ będzie miał budżet na leczenie swoich podopiecznych u specjalistów, porównywane jest do kartek na cukier

Minister zdrowia kierunki reformy prezentował na posiedzeniu rządu. Wczoraj natomiast na zorganizowanym w swoim resorcie spotkaniu zdradził więcej szczegółów i wyjaśniał wątpliwości. Tych ostatnich wciąż jest wiele.

Koordynacji nam trzeba

Już za rok lekarz POZ ma otrzymywać informacje o swoich podopiecznych ze szpitali i poradni, ale i sam będzie zobowiązany informować inne placówki medyczne o stanie zdrowia pacjenta. Ponadto szpital, który oferuje świadczenia medyczne, ma zapewniać też dalszą opiekę w poradniach (sam lub we współpracy z innymi placówkami). - To bardzo dobre propozycje. W kilku naszych szpitalach powiatowych pomimo posiadania kontraktu NFZ na dany oddział, nie udało nam się uzyskać kontraktu na poradnię - komentuje Ireneusz Pikulicki, dyrektor operacyjny Grupa EMC Szpitale.

Dodaje, że przyszpitalne poradnie mogą zapewnić pacjentom ciągłość leczenia i poprawić jego jakość. Zracjonalizowane mogą być też wydatki. - Blisko połowa publicznych pieniędzy na ochronę zdrowia przeznaczona jest na leczenie szpitalne, podczas gdy wiele tych procedur może być realizowanych w warunkach ambulatoryjnych - zwraca uwagę Jerzy Gryglewicz z Uczelni Łazarskiego.

Z kolei w podstawowej opiece zdrowotnej lekarz, pielęgniarka, położna i dietetycy (będą członkami części POZ) mają grać zespołowo. Nie podoba się to pielęgniarkom i położnym, ale o takie zmiany od lat zabiegały organizacje pacjenckie i eksperci. - Zaproponowane zmiany poprawią koordynację opieki nad pacjentem i rolę profilaktyki. Dobrze, że w zespole POZ pojawi się dietetyk, szkoda że nie będzie tam fizjoterapeuty, psychologa i farmaceuty - stwierdza Ewa Borek, prezes Fundacji MY Pacjenci.

Lepszej koordynacji ma też służyć budowa sieci placówek i ustalenie, kto ma realizować zabiegi o różnym poziomie skomplikowania. - Pozytywnie oceniam zmiany wprowadzające faktyczną referencyjność szpitali, czyli porządkujące ich zakres kompetencji - mówi Jerzy Gryglewicz.

- Dobrze, że powstanie sieć szpitali, szkoda, że trafią do niej wszystkie placówki, a nie tylko te, które leczą skutecznie i bezpiecznie - stwierdza Borek. Konstanty Radziwiłł jednak zapewnia, że wzrośnie kontrola jakości i to we wszystkich placówkach, nie tylko w szpitalach. Te ostatnie mają obowiązkowo monitorować m.in. efekty zabiegów oraz kontrolować ryzyko np. zakażeń szpitalnych. Co ważne, do sieci wejdą także byłe placówki publiczne przekształcone w spółkę, nawet te z prywatnym właścicielem.

Powiedzmy na co nas stać

Zgodnie z planami Radziwiłła przez najbliższe dwa lata wydatki na zdrowie względem PKB nie będą jeszcze rosły. Eksperci twierdzą, że tym bardziej powinno się wreszcie określić, jakie konkretne świadczenia medyczne przysługują ubezpieczonym w ramach publicznej służby zdrowia - na ile stać system. Wskazuje na to m.in. Maciej Hamankiewicz, szef Naczelnej Rady Lekarskiej. I wyjaśnia, że za "bezpłatne" procedury zawsze ktoś płaci. - Po zmianach ma płacić państwo, ale jeżeli rząd mówi, że poziom tego finansowania od razu nie wzrośnie, to nadszedł czas, aby powiedzieć pacjentowi, na jakim poziomie będzie leczony za publiczne pieniądze - podkreśla szef lekarskiej izby.

Podobnego zdania jest Krzysztof Bukiel, szef Ogólnopolskiego Porozumienia Zawodowego Lekarzy. - Nie dowiedzieliśmy się, jak rząd zamierza zrównoważyć niskie publiczne nakłady z popytem na bezpłatne świadczenia zdrowotne - mówi Bukiel. Jego zdaniem z propozycji resortu zdrowia wynika, że zmniejszy się dostępność do świadczeń poprzez biurokratyczne przeszkody m.in. związane z koniecznością podjęcia leczenia w POZ, zanim trafi się do specjalisty.

Także inni eksperci uważają to za najsłabszy punkt proponowanych zmian. - Jeśli lekarz rodzinny będzie reglamentował wizyty u specjalistów, będziemy mieć dramatyczną sytuację. To tak jak w latach 80., gdy brakowało cukru i wprowadzano kartki - porównuje Gryglewicz. Jego zdaniem w efekcie, zyskać mogą prywatne ubezpieczalnie, w których Polacy będą szukać dostępu do specjalistów.

Minister Radziwiłł zastrzegał jednak wczoraj, że o dopłatach do świadczeń nie ma mowy. Na uszczuplanie koszyka gwarantowanych świadczeń z powodów czysto finansowych obecny rząd na pewno się nie zgodzi.

Obawy budzi też wprowadzenie budżetowego finansowania zdrowia. Bo gdy zabraknie pieniędzy w budżecie, wówczas nieuniknione będą ciecia wydatków na lecznictwo.

KOMENTARZ TYGODNIA

Nic nagle się nie dzieje

@RY1@i02/2016/145/i02.2016.145.18300090a.802.jpg@RY2@

Aleksandra Kurowska dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Zapowiedzi ministra Konstantego Radziwiłła budzą wiele emocji m.in. co do tempa wzrostu wydatków na zdrowie. Mają one osiągnąć 6 proc. PKB dopiero w 2025 r. To faktycznie długo. Dziwiłoby mnie jednak, gdyby obiecał, że brakujące 30-35 mld zł rząd znajdzie z roku na rok. Choć pieniądze są tu bardzo ważne, bo bez nich nic nie uda się zrobić.

Warto także podkreślić, że resort przedstawił w miarę kompleksowy pomysł na zdrowie. Można go nazywać - jak robią to poniektórzy - powrotem do poprzedniej epoki, można się obawiać, ale trzeba też przyznać, że zaniechania z ostatnich kilkunastu lat i wolnoamerykanka panująca w zdrowiu powodowały, że pacjent bardzo często zostawał na lodzie. Placówki miały ładnie odremontowane oddziały czy kupiony nowy sprzęt z unijnych pieniędzy, ale kolejki rosły, a zagubieni w systemie chorzy musieli płacić za pomoc z własnej kieszeni, na co wskazują dane GUS o wydatkach gospodarstw domowych czy liczbie prywatnych świadczeniodawców.

Radziwiłł najważniejsze zmiany chce wprowadzić od 2018 r., co także spotka się z krytyką opozycji, która chciałaby natychmiastowej poprawy. Tymczasem ten termin wydaje się realny. Trudno tu nie wspomnieć zapowiedzi poprzedników obecnego szefa resortu zdrowia i perspektyw czasowych, jakie sobie narzucali. Gdy niemal równo dekadę temu Zbigniew Religa zapowiadał zmiany w ochronie zdrowia, to na ich realizację chciał przynajmniej siedmiu lat. Tyle miało zająć dojście do wyższych wydatków na ochronę zdrowia, sieci szpitali, wzmocnienia nadzoru ministra nad NFZ i poprawa jego finansów przez sprawiedliwe oskładkowanie rolniczych dochodów (Religa był przeciwnikiem systemu budżetowego finansowania zdrowia), godziwych pensji pracowników medycznych. Nie zdążył.

Ewa Kopacz obiecała, że sami będziemy wybierać, do kogo trafia zdrowotna składka - będą konkurujące ze sobą fundusze publiczne i prywatne. Jesienią 2010 r. mówiła, że wdroży te zmiany w formie pilotażu w dwóch województwach od 2012 r., a w całym kraju od 2014 r. Może już wiedziała, że tekę ministra zastąpi laską marszałkowską i nikt jej nie rozliczy z obietnic. Jako premier zmiany te mogła próbować wcielić w życie, ale nic w tym kierunku nie zrobiła.

@RY1@i02/2016/145/i02.2016.145.18300090a.801(c).jpg@RY2@

Koordynacja opieki poprzez POZ

Aleksandra Kurowska

aleksandra.kurowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.