Nasze sukcesy na arenach międzynarodowych efektem determinacji i zapału lekarzy
WYWIAD Profesor Andrzej M. Fal: Konsekwencja i logika działania to najsłabsze strony polskiej służby zdrowia
Jeśli chodzi o poziom medycyny, potrafimy zabłysnąć innowacyjnością i wręcz zadziwić świat, rozdzielając bliźnięta czy przeszczepiając twarz. W czym jesteśmy ponadprzeciętni?
Zacznijmy od tego, że w Polsce lekarze zawsze byli dobrzy, tylko nie zawsze były możliwości pokazania tego. Studia medyczne nigdy nie należały do najłatwiejszych, wobec czego kończą je ludzie dobrze wyedukowani. To dostrzega się także poza granicami naszego kraju. Jednak czasy Leonarda da Vinci czy Aleksandra Grahama Bella dawno minęły i sam talent, nawet połączony z wykształceniem, jest niewystarczający. Żeby coś stworzyć, potrzeba zespołów, kontaktów, pieniędzy na sprzęt. Tego długo nie mieliśmy. W momencie, gdy zniesiono bariery w kontaktach z zagranicą, uzyskaliśmy dostęp do zaawansowanych sprzętów, pokazaliśmy nasze możliwości. I tak np. słynny, trwający ponad dobę zabieg przeszczepu twarzy dokonany w Gliwicach w 2013 r. został uznany przez Amerykańskie Towarzystwo Chirurgii Rekonstrukcyjnej za najlepszy na świecie zabieg rekonstrukcyjny. Na tle innych państw wyróżniamy się w wielu obszarach, wzorcowa jest nasza krajowa sieć audiologii - projekt prof. Henryka Skarżyńskiego. Otrzymał on złoty medal Prix Galien, to drugie po Nagrodzie Nobla najważniejsze wyróżnienie w naukach medycznych. Kolejne głośne sukcesy z ostatnich lat to m.in. odratowanie dziecka wychłodzonego do 12 stopni Celsjusza (nikogo - zwłaszcza dziecka - którego temperatura ciała spadła tak bardzo, nie udało się na świecie dotychczas odratować). Bardzo głośnym sukcesem jest też uruchomienie kilka miesięcy temu pacjenta z przerwanym rdzeniem kręgowym. Zespół prof. Włodzimierza Jarmundowicza opracował unikalną metodę potencjalnie stanowiącą ratunek dla wielu skazanych dotychczas na wózek inwalidzki.
Mamy też sukcesy w onkologii, choć jeśli chodzi o przeżywalność chorych, wypadamy bardzo słabo.
Tak, szczeciński ośrodek istotnie zwiększył wiedzę na temat genetycznych uwarunkowań nowotworów. Leczymy zgodnie ze standardami, ale opieka po początkowej terapii pozostawia wiele do życzenia, pacjent w wielu przypadkach pozostawiony jest sam sobie. Stąd niska przeżywalność ponadpięcioletnia. Mamy też sukcesy w zakresie znacznego zmniejszenia umieralności noworodków z 15 do 5 promili, mamy też jedną z najlepszych w Europie kardiologii interwencyjnych. Przy tak niewielkich środkach przeznaczanych do tej pory na wspieranie medycyny te przykłady sukcesów świadczą o determinacji i zapale naszych polskich lekarzy.
Jednak z perspektywy wszystkich pacjentów w wielu dziedzinach wciąż jest źle. Owszem, mamy dobrą kardiologię interwencyjną, ale po roku czy dwóch wskaźnik przeżycia pacjentów jest podobny jak w krajach zacofanych. Tysiące Polaków ma amputowane kończyny, bo w XXI w. wciąż nie umiemy zadbać o osoby z cukrzycą...
Konsekwencja działania i jego logika to nasze najsłabsze strony. Jak mamy dobry pomysł i jak coś idzie dobrze, to wszyscy się cieszymy i wyzwalamy energię. Gdy szał uniesienia minie, poddajemy się stagnacji. Zaniedbujemy podstawowe kwestie. Powiedziałbym, że 10 proc. Polaków, w tym lekarzy, ciągnie nas do przodu i przewyższa standardy. U reszty często widać niezadowolenie ze wszystkiego, tak na wszelki wypadek. Ponadto w przypadku lekarzy dochodzi przeciążenie pracą. Tu mechanizm powstawania brakoróbstwa jest ten sam, co przy taśmie produkcyjnej. Od czasu do czasu z przemęczenia pojawia się bubel. Tylko że produktem lekarza jest opieka nad pacjentem i jego zdrowie.
NFZ i resort zdrowia przymierzają się do koordynacji leczenia, żeby pacjent był lepiej zaopiekowany. Czy daje to szanse na realne zmiany?
Jesteśmy podatni na slogany i takim modnym hasłem jest obecnie medycyna koordynowana. Niezależnie jakiej nazwy użyjemy, cel jest taki, by pacjenta dopilnować, bo on sam tego nie robi. Trzeba go dyscyplinować do badania się, dbania o zdrowie. W niektórych krajach robi się to nawet poprzez mandaty czy podwyższeniem składki zdrowotnej za brak badań lub szczepień. Lekarze, także medycyny pracy, oraz całe społeczeństwo muszą obrać wspólny front i zrozumieć, że nawet gdy ktoś ma przekonanie o tym, że jest zdrów, podstawowe badania musi wykonywać. Taki jest jego obowiązek wobec społeczeństwa, bo życie w społeczeństwie obywatelskim to nie tylko prawa.
@RY1@i02/2016/083/i02.2016.083.183002400.802.jpg@RY2@
FOT. WOJTEK GÓRSKI
Prof. Andrzej M. Fal prezydent Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego
Rozmawiała Aleksandra Kurowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu