Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Mistrzowie i przegrani równocześnie. Kolejne pokolenia powielają ten wadliwy schemat

Ten tekst przeczytasz w 8 minut

OCHRONA ZDROWIA Biorąc pod uwagę kulturę organizacyjną, podział zadań między różne zawody czy strukturę publicznych wydatków na opiekę medyczną, jesteśmy w ogonie Europy

O polskiej ochronie zdrowia utarło się mówić, że biorąc pod uwagę wysokość nakładów, jesteśmy mistrzami świata. Jest w tym wiele prawdy. Potrafimy wykonywać skomplikowane operacje, ale na co dzień chora osoba rzadko może liczyć na partnerską rozmowę z lekarzem, skoordynowaną opiekę, szybki dostęp do rehabilitacji i operacji.

Niezadowoleni są jednak nie tylko pacjenci, lecz także pracownicy medyczni, którzy mówią o systemie feudalnym: ordynator, lekarz i jego pomocnicy gorszego sortu. Brakuje nam odwagi politycznej, by przeprowadzić zmiany, wynikające m.in. ze starzenia społeczeństwa. Obecne kierownictwo resortu zdrowia ma ambitne plany i zaprosiło do współpracy ekspertów i partnerów społecznych, ale czy coś z tego wyniknie - przekonamy się.

Ostatni w rankingach

Brakuje wizji systemu, ciągłości działania, wprowadzania niezbędnych reform, za to zajmujemy się medialnymi, lecz niszowymi sprawami (jak aborcja, leczenie marihuaną czy dywidendy wypłacone zaledwie kilka razy przez szpitale), a nie rzeczywistymi problemami. To powoduje, że w rankingach zarówno system, jak i utożsamiane z nim osoby i instytucje wypadają marnie. Co więcej, z roku na rok jest gorzej.

W badaniu New England Journal of Medicine dotyczącym poziomu zaufania, jakim opinia publiczna darzy lekarzy, Polska znalazła się na ostatnim miejscu (43 proc.). Niewielki odsetek respondentów jest także zadowolony z wizyt lekarskich. W Polsce to zaledwie 23 proc., co daje nam 25. miejsce w grupie 29 badanych krajów. Na spadek zaufania wskazują też wcześniejsze badania European Trusted Brands. Przedostatnie miejsce (na 35 państw) zajmujemy z kolei w rankingu Europejskiego Konsumenckiego Indeksu Zdrowia, który ocenia m.in. przestrzeganie praw pacjenta, dostęp do opieki medycznej i leków, a także efekty leczenia i zakres usług. Za nami jest tylko Czarnogóra. Twarde dane, np. OECD, dotyczące liczby pracowników medycznych w przeliczeniu na mieszkańca czy oczekiwania na operacje też potwierdzają, że nie jest u nas najlepiej.

Poddańcze relacje

Choć często mówimy o tym, że brakuje lekarzy i pielęgniarek, to zarazem marnujemy ich potencjał, źle rozdzielając zadania, a poprzez przerośniętą biurokrację oraz nieprzyjazną w wielu placówkach kulturę organizacyjną zachęcamy do emigracji.

- W wielu placówkach panuje spaczona wersja relacji stosunek mistrz - uczeń, m.in. w relacjach ordynatorów z pozostałymi lekarzami. Nie powinno dochodzić do sytuacji, gdy ambitny młody człowiek jest sprowadzany do pozycji wyrobnika przez 15 lat. To katastrofa - ocenia Adam Kozierkiewcz, ekspert ochrony zdrowia.

Zmiany zachodzą na tyle wolno, że kolejne pokolenia powielają ten wadliwy schemat. - To zapóźnienie o kilkadziesiąt lat. Powinniśmy stawiać na pracę zespołową - wskazuje Kozierkiewicz. Zmienić próbował to jako minister prof. Zbigniew Religa, ale na zapowiedziach się skończyło.

- Feudalny podział szpitala na osobne księstwa, przyporządkowanie łóżek specjalnościom lekarskim, a nie potrzebom pacjentów i ich liczbie, wpływa na jakość i ciągłość opieki. Nawet w samym szpitalu jest problem z komunikacją między lekarzami, a między szpitalem, poradnią i medycyną rodzinną współpracy prawie w ogóle nie ma - zauważa Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Szwankują też relacje i podział obowiązków między lekarzami a innymi grupami zawodowymi. Pielęgniarki - poza wyjątkami - spychane są do roli czysto pomocniczej. Nawet te po studiach wykonują wiele czynności, które można byłoby przekazać pomocom pielęgniarskim, np. ze średnim wykształceniem. A zdobyta w czasie studiów wiedza z czasem przepada, gdy nie ma okazji, by z niej korzystać. Zbyt małe wykorzystanie pielęgniarek powoduje z kolei, że lekarze zajmują się rzeczami, do których nie są niezbędni, np. przedłużaniem recept.

Nie wykorzystujemy też potencjału innych zawodów. Aptekarze w dużej mierze zredukowani są do sprzedawców w aptekach, a w szpitalach zamiast dobierać z lekarzami najlepszą farmakoterapię organizują przetargi i wydają medykamenty. Ich koledzy po fachu, np. w Wielkiej Brytanii, mogą szczepić przeciwko grypie, udzielać porad medycznych, przepisywać leki. Próba emancypacji fizjoterapeutów też przebiega z oporami. Uchwalona w poprzedniej kadencji ustawa, choć podpisana przez obecnego prezydenta, miała dać im możliwość wykonowania niektórych zadań bez zlecenia lekarza (do którego pacjenci muszą czekać tygodniami czy miesiącami). Chodzi np. o sytuacje, gdy osoba wymagająca fizjoterapii jest zdiagnozowana, więc i tak wiadomo, co trzeba z nią robić. Lekarze i posłowie PiS nie zgadzają się, by takie uprawnienie miały nawet te osoby, które kończyły studia w kierunku fizjoterapii.

Odwrócona piramida

Pieniądze też wydajemy tak, jak inni dziesiątki lat temu. Zamiast zapobiegać - leczymy, i to często tam, gdzie jest najdrożej, czyli w szpitalach. A przez to pieniądze, których i tak mamy niewiele, są wydawane nieefektywnie. - Rola szpitali w systemie ochrony zdrowia niewiele zmieniła się od lat 70. NFZ stara się to w ostatnich 5 latach poprawiać, kontraktuje np. zabiegi jednodniowe, ale nadal mamy wiele niepotrzebnych pobytów w szpitalu - zaznacza Kozierkiewicz.

Tymczasem piramida powinna być odwrotna. Większość świadczeń, w tym kluczowe związane z profilaktyką, powinna być zapewniona w podstawowej opiece zdrowotnej. Gdy to za mało, pacjent powinien trafiać do poradni specjalistycznej, a do szpitala tylko wtedy, gdy z powodów medycznych to niezbędne. Jednak u nas do szpitala na oddział ratunkowy zgłaszają się osoby, które nie chcą stać w kolejce do specjalisty czy czekać na wykonanie badań.

Licz koszty

Grzechem polskiej ochrony zdrowia jest też nieliczenie kosztów i silosowa polityka. Co z tego, że zaoszczędzimy np. na refundacji, skoro pacjent ma dłuższą absencję w pracy czy trafi do szpitala. Wydamy mniej na rehabilitację po wypadku, ale za to jego ofiara nie wróci już do pracy i będzie pobierać rentę z ZUS. Takich absurdów jest masa. By je likwidować, potrzebna jest większa wiedza o kosztach - także tych pośrednich - w uzyskaniu której pomóc mógłby system informatyczny. Ale pod tym względem leżymy. Nawet gdy jakiś niewielki obszar uda nam się zinformatyzować, to są to wciąż tylko wysepki i na dodatek niekompatybilne. - Nie ma nawet standardów informatycznych. W latach 90. w USA był już problem z niekompatybilnością systemów i zmiana kosztowała ich bardzo dużo czasu, pieniędzy i nerwów. My wiedząc o tym, mogliśmy od razu zrobić system otwarty, współpracujący, ale tego nie zrobiliśmy - tłumaczy Kozierkiewicz.

Brak rozwiązań IT powoduje, że często dublujemy badania albo podejmujemy nieoptymalne decyzje w sprawie leczenia.

- W dobie elektronizacji nie mogę nic załatwić, jeśli nie mam podpisanego papieru, nie mówiąc o tak prostych rzeczach, jak zastąpienie kolejek w rejestracji możliwością telefonicznego i e-mailowego umówienia się na wizytę - wylicza Dobrawa Biadun, ekspertka Lewiatana.

Jeśli pacjent nie pamięta albo nie chce powiedzieć o innych chorobach, operacjach, alergiach - lekarz o tym nie wie. Nie wiedzą też wielu kluczowych rzeczy osoby decydujące o systemie ochrony zdrowia. To jeden z powodów, dla których mamy problem z polityką zdrowotną opartą na faktach, a nie przeczuciach urzędników, że jakaś decyzja będzie tańsza.

Pacjent petent

Relacja pacjent-lekarz też jest często XX- albo i XIX-wieczna. To, co kiedyś wynikało z różnic, m.in. w wykształceniu, utrwalił komunizm, w którym to dostawca usług, a nie klient, dyktował warunki i uprzejmy być nie musiał.

- Poszanowanie godności pacjenta, umiejętności rozmowy z nim, poczucie misji to sprawy, w których wiele musi się zmienić - wyjaśnia Biadun. Podkreśla, że zasiadając w komisji ds. orzekania o błędach medycznych, regularnie słyszy traumatyczne historie, które skończyć mogłyby się inaczej, gdyby personel był bardziej zaangażowany.

Aleksandra Kurowska

aleksandra.kurowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.