Minister nie chce kozłów ofiarnych
Analizowanie błędów i wyciąganie z nich wniosków na przyszłość, ale bez szukania winnych - to recepta ministra zdrowia na poprawę jakości usług medycznych. Czy sprawdzi się w naszym kraju? Łukasz Szumowski chce o tym dyskutować z pacjentami.
- W skali świata powikłania terapeutyczne zawinione i niezawinione mogą być jednym z pięciu głównych czynników umieralności ludzi. To zaczyna być naprawdę poważny problem - mówi minister Szumowski. Odpowiedzią na to może być podnoszenie jakości i eliminowanie błędów dzięki kulturze "no fault". Chodzi o to, by nie szukać winnego, który spowodował błąd, lecz skupić się na próbie wyeliminowania tego typu zdarzeń na przyszłość (jednocześnie propoponując pacjentom kompensację). Gdy nie szuka się winnych, wzrasta poziom raportowania o błędach, natomiast gdy grożą za to kary, nie zgłasza się nieprawidłowości. Tymczasem, jak podkreśla Łukasz Szumowski, system składa się z ludzi, a oni popełniają i będą popełniać błędy.
- Większość europejskich krajów zmierza w tym kierunku. W Polsce rozpoczynamy debatę o zdrowiu, gdzie na pewno ten temat będzie poruszony. Na pewno musimy przedyskutować z pacjentami, w którym kierunku chcemy pójść - uważa minister. Jego zdaniem alternatywą jest model obowiązujący w Stanach Zjednoczonych, gdzie każdy błąd skutkuje ryzykiem prawnym i finansowym, w związku z czym na koszty systemu w dużym stopniu składają się koszty obsługi prawnej.
Jednak aby można było wprowadzić kulturę "no fault" w Polsce, konieczna jest zmiana podejścia pacjentów. Minister Szumowski zdaje sobie sprawę, że mamy - jeśli coś złego się zdarzy - tendencję do szukania winnych.
Wątpliwości mają również prawnicy. - Rozumiem przekaz pana ministra: nawet jeśli stwierdzimy, po czyjej stronie była wina, to nie będziemy sprawcy karać, tylko wyciągać wnioski. Ale ja bym nie uciekał od rozstrzygania, co się stało i kto był winien - mówi Rafał Janiszewski, właściciel kancelarii doradczej z zakresu ochrony zdrowia.
Jego zdaniem jest to konieczne m.in. ze względu na odpowiedzialność za zadośćuczynienie pacjentowi. - I to nie tylko finansowe. Szkodę trzeba naprawić albo zmniejszyć jej skutki - dodaje.
Zwraca uwagę, że obecny system prawny wymaga przede wszystkim tego, by rozstrzygnąć, czy doszło do błędu. Wymaga również, aby ten błąd skategoryzować - czy był to błąd ludzki, medyczny, organizacyjny. Może się też zdarzyć, że nie było błędu, ale ktoś doznał krzywdy. Podkreśla przy tym, że mamy źle zarysowaną granicę pomiędzy błędem a niepowodzeniem medycznym, które jest wpisane w zawód medyka i może się zdarzyć pomimo największych starań. Tym bardziej, w jego opinii, powinniśmy sprawdzać, co się wydarzyło i jak doszło do sytuacji, że pacjent doznał szkody lub nie uzyskał najlepszego efektu terapeutycznego.
Zdaniem Rafała Janiszewskiego dyskusja na temat koncepcji "no fault" może być preludium do ustawy o jakości w ochronie zdrowia. Od dawna zapowiadana przez resort i wyczekiwana przez środowiska pacjenckie, wciąż nie ujrzała jeszcze światła dziennego. Natomiast jej sednem jest zgłaszanie zdarzeń medycznych. - Tu jednak pojawiają się pytania: kto doniesie sam na siebie lub na swój podmiot? Niewielu takich się znajdzie, chyba że zapewnimy, że nie grożą za to sankcje - ocenia.
Agata Szczepańska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu