Dziennik Gazeta Prawana logo

Lekarze bez motywacji, by leczyć skuteczniej

21 marca 2018

Rozbudowana biurokracja i problemy z rozliczaniem to powody, dla których ratunkowy dostęp do leczenia dla pacjentów jest w praktyce jedynie fikcją

Przewlekła białaczka u dzieci oporna na kurację, nowotwory płuca, chłoniaki - między innymi w przypadku takich chorób podejmowane są próby sfinansowania leczenie w ramach ratunkowego dostępu do terapii lekowych (RDTL). Warunkiem musi być niepowodzenie przy zastosowaniu innych metod.

O terapię ratunkową dla chorych, dla których nie ma szans na leczenie w Polsce, występuje szpital, dodatkowo zgodę musi wydać konsultant wojewódzki. Jednak z doświadczenia pacjentów wynika, że lekarze nie mają motywacji: jest spore ryzyko, że nie otrzymają na to pieniędzy. A wypisywanie wniosków jest skomplikowane. Tymczasem RDTL to miała być szybka ścieżka dla osób w wyjątkowych sytuacjach.

Szef jednej z placówek onkologicznych, która kilkakrotnie - za każdym razem nieskutecznie - próbowała użyć tej procedury, uważa, że przepisy są tak skonstruowane, aby jak najmniej pacjentów mogło z niej skorzystać. Jednym z powodów jest finansowanie. NFZ wymagał od szpitala wyłożenia na RDTL środków z kontraktu. Tymczasem koszt takiej terapii może pochłonąć nawet jedną trzecią miesięcznego ryczałtu dla danego oddziału. - To powinno być finansowane z zupełnie odrębnej puli - ocenia nasz rozmówca.

O co chodzi? W uzasadnieniu do ustawy wprowadzającej nową ścieżkę Ministerstwo Zdrowia napisało, że "źródłem finansowania ratunkowego dostępu do technologii lekowych będą środki finansowe będące w dyspozycji Narodowego Funduszu Zdrowia. Roczny koszt w zakresie ratunkowego dostępu do technologii lekowych będzie wynosić 10 mln zł". Teraz jednak słyszymy, że w ostatecznej wersji projektu nie przewidziano na to żadnych pieniędzy. A NFZ na prośby szpitali o refundację za leczenie, odpowiada wprost, że nie ma możliwości sfinansowania procedury "ratunkowy dostęp do technologii lekowej" w inny sposób niż w ryczałcie podstawowego zabezpieczenia szpitalnego, czyli sieci. Szanse na sfinansowanie RDTL poza ryczałtem mają jedynie te placówki, które leczą pacjentów w ramach pakietu onkologicznego. Jednak terapia ratunkowa nie dotyczy tylko chorób onkologicznych (no i nie wszyscy chorzy onkologiczni są leczeni w ramach pakietu onkologicznego). Może dotyczyć to również takich schorzeń jak nadciśnienie płucne czy niewydolność nerek. Natomiast wszystkie obszary nieobjęte pakietem onkologicznym mogą być rozliczane tylko z ryczałtu.

NFZ przekonuje, że jeżeli szpital przekroczy ryczałt, ma później szanse na otrzymanie wyższego finansowania przy kolejnym przyznawaniu środków.

Zdaniem prawników taka interpretacja dzieła na niekorzyść szpitali i jest nieprawdziwa.

Bartosz Poliński, prezes Fundacji Alivia, która pomaga chorym na raka zbierać pieniądze na nierefundowane leki, uważa, że w przypadku RDTL nie tylko niejasne rozliczenia z NFZ są przeszkodą. Już samo wnioskowanie jest bardzo skomplikowane. Wiele szpitali nie do końca wie, jak taką procedurę rozliczać. - Przeciętny onkolog w ogóle nie ma pojęcia o takim trybie. A jeśli nawet wie, to dla niego jest to za dużo pracy, za dużo biurokracji, a szansa na powodzenie tak mała, że nie decyduje się występować z takimi wnioskami. Dlatego dostęp jest mocno teoretyczny - ocenia prezes Alivii.

Fundacja ma nadzieję na nowelizację przepisów i większe środki. Proponuje m.in. utworzenie publicznych rejestrów wniosków o RDTL.

- Ministerstwo składa deklarację bez pokrycia - ocenia adwokat Paulina Kieszkowska-Knapik z kancelarii Kieszkowska Rutkowska Kolasiński. A to wbrew idei, dla której przepisy zostały wymyślone. Resort zdrowia, wprowadzając przepisy, argumentował, że projekt "wprowadza rozwiązania służące zapewnieniu pacjentom dostępu do leków, które [...] nie są finansowane ze środków publicznych, a są niezbędne dla ratowania życia lub zdrowia".

Już na etapie prac nad tą ścieżką, która miała być ratunkiem dla pacjentów, wprowadzono różne obostrzenia, które mocno ograniczały szanse na skorzystanie z takiej opcji. Pierwotnie to minister zdrowia miał mieć możliwość podjęcia ostatecznej decyzji, czy zgodzi się na leczenie. - Niestety w trakcie prac w Sejmie został obniżony próg cenowy terapii, do którego minister zdrowia może bez opinii AOTMiT zgodzić się na sfinansowanie leczenia. Początkowo mówiliśmy o 60 tys. na kwartał, potem w projekcie pojawiła się kwota ok. 40 tys. zł, teraz jest to tylko ok. 10 tys. zł na trzymiesięczną terapię. To bardzo mało - powiedział w rozmowie z DGP Krzysztof Łanda, były wiceminister zdrowia i pomysłodawca projektu. Czyli 3 tys. zł miesięcznie. Zdaniem Łandy planowana kwota była i tak niewielka, ale jeszcze dodatkowo drastycznie ją obniżono. - Przez to ustawa w obecnej wersji może nie spełnić oczekiwań. Trzeba szybko reagować na potrzeby pacjentów, a nie wydłużać ocenę większości wniosków - mówi Łanda.

W jego ocenia taka procedura jest wypełnieniem obowiązku moralnego państwa wobec chorych, którzy potrzebują niestandardowego leczenia. - W wyjątkowych przypadkach minister zdrowia musi mieć narzędzia prawne i finansowe, żeby zareagować w wyjątkowy sposób i zrefundować leczenie odbiegające od standardowego lub pozastandardowo refundowanymi wskazaniami - podkreśla b. wiceminister.

Zdaniem ekspertów to kolejny wyraz bezradności resortu zdrowia wobec najciężej chorych, dla których jest potrzebne szybkie leczenie. Wcześniej istniała możliwość farmakoterapii niestandardowej. O takie leczenie - poza przyjętym schematem - występował szpital, musiała być także opinia konsultanta i zgoda urzędników z NFZ i MZ. Ostatecznie się z tego wycofano. Jak mówią nieoficjalnie urzędnicy, nie było kontroli nad wydatkami na ten cel. Obecnie istnieje także możliwość sprowadzania leków w ramach importu docelowego. Chodzi o terapie, które nie są dostępne w Polsce. Ale i tu MZ stosuje podobny wybieg: wydawał zgodę na leczenia i sprowadzenie leku, ale już nie na refundację. Pacjent, jeśli chciał, mógł z własnej kieszeni zapłacić za leczenie. A ponieważ zazwyczaj chodziło o bardzo drogie leki (nawet 1,5 mln zł rocznie), było to niewykonalne. Wiele spraw kończyło się w sądzie, zazwyczaj dotyczyły one leczenia dzieci. Ale nawet po wyrokach NSA , który stwierdzał, że MZ nie ma podstaw, żeby odmówić terapii, resort zmieniał argumentację i nadal nie płacił.

@RY1@i02/2018/057/i02.2018.057.00000020a.801.jpg@RY2@

fot. Jakub Ociepa/Agencja Gazeta

Już na etapie prac nad RDTL wprowadzono rozwiązania, które faktycznie uniemożliwiają pacjentom skorzystanie z tej ratunkowej ścieżki

Klara Klinger

Agata Szczepańska

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.